Sztorm na morzu, niespokojnie na lądzie
Dzisiejszy przegląd najważniejszych wiadomości drugiej połowy stycznia rozpoczynamy od roku 1914. Nie był to łatwy czas dla Pomorza - jak czytamy w "Gazecie Gdańskiej" z 15 stycznia - "na wybrzeżu bałtyckiem szalały w ubiegłym tygodniu burze, jakich nie pamiętają od 20 lat".
Wzburzone fale zniszczyły dobrobyt licznych rodzin włościańskich i rybackich". Sztorm spowodował zalanie "szerokich przestrzeni pod Gdańskiem", a woda "doszła aż do Sopotu, zalewając całą miejscowość"; również "szczególnie w okolicach Orłowa fale morskie szalały".
Odradzająca się państwowość polska zamierzała sięgnąć po tereny do tej pory będące integralną częścią pokonanego Cesarstwa Niemieckiego: Niemcy mieli świadomość, że polskie żądania terytorialne mają dużą szansę na poparcie zwycięskiej Francji i Stanów Zjednoczonych.
Na terenie Pomorza wrzało: ludność niemiecka manifestowała za pozostaniem w granicach macierzy, polska natomiast domagała się powrotu tych ziem w granice Polski: wyrażano nawet nadzieję, że "na podstawie bowiem 13 punktu programu Wilsona" "utworzona zostanie Polska w granicach z roku 1772 - przed pierwszym rozbiorem". Władze niemieckie obawiały się przede wszystkim buntu zrewoltowanych żołnierzy narodowości polskiej, którzy - podobnie jak w Wielkopolsce - w każdej chwili mogli sięgnąć po broń: stąd też wydany żołnierzom zakaz noszenia "oznaków narodowych jako to orła polskiego itp." oraz groźba karania "udziału w dążnościach oderwania części ziem od związku państwowego" karą "dożywotniego domu karnego albo fortecą".
Nie czekając na rozstrzygnięcie przynależności ziemi pomorskiej na forum międzynarodowym, Niemcy postanowili wziąć sprawy we własne ręce: w Lęborku "obostrzano służbę bezpieczeństwa" i wprowadzano godzinę policyjną, w Kwidzynie z kolei sformowano "przeciw Polakom dobrowolną straż obywatelską".
O efektach działania jednego z takich oddziałów pisała "Gazeta", relacjonując "najazd oddziału niemieckich ochotników" na jedną z wsi pod Lęborkiem: Niemcy przyjechali tutaj "na dwóch wielkich samojadach i uzbrojeni dwoma kulomiotami poszukiwali po kilku domach broni": akcja nie przyniosła żadnych rezultatów i nawet niemieccy "żołnierze sami wyrazili z tej przyczyny swoje oburzenie".
W rok 1924 wjeżdżamy dość niespodziewanie... tramwajem! Może "nie do Malborga", tak jak chciałyby tego "gdańskie sfery nacjonalistyczne", niezadowolone z tego, że wraz z utworzeniem Wolnego Miasta Gdańska w roku 1920, na mocy postanowień wersalskich gdańskie koleje trafiły pod zarząd Polskich Kolei Państwowych. Szukając kolejnych sposobów na "komunikację kolejową z pominięciem korytarza gdańskiego", zastanawiano się więc nad "budową kolei elektrycznej między Gdańskiem a Malborkiem na terytorium gdańskiem, aby w ten sposób uniknąć wszelkiej kontroli polskiej".
W doniesieniach prasowych nie brakowało jednak i optymistycznych wiadomości: taką była niewątpliwie informacja o gdyńskiej "innowacji", czyli oświetleniu, tonącej do tej pory w egipskich ciemnościach, ulicy Portowej.
Zmiana daty na rok 1939 nie przynosi jednak specjalnej poprawy: znowu bowiem trafiamy na gdyński Grabówek.
Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 7 z 15 stycznia 1914 r., "Gazeta Gdańska" nr 12 z 16 stycznia 1919 r., "Gazeta Gdańska" nr 12 z 15 stycznia 1924 r., "Gazeta Gdańska "Echo Gdańskie"" nr 13 z 16 stycznia 1929 r., "Gazeta Gdańska" nr 11 z 16 stycznia 1934 r., "Gazeta Gdańska" nr 13 z 16 stycznia 1939 r. oraz "Tygodnik Ilustrowany" nr 5 z 30 stycznia 1914 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej i Biblioteki Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego.
