Harpagan 29; uczymy się orientacji

Impreza zaczynała się o 6.30. My na miejscu byliśmy godzinę wcześniej, zmęczeni, ale podekscytowani czekającymi nas emocjami. Ledwo wyrobiliśmy się na start, gdyż zanim wypakowaliśmy sprzęt, przygotowaliśmy się i poszliśmy po numery startowe upłynęło dużo czasu. Uff, na szczęście zdążyliśmy! Dostaliśmy mapy no i...
...Start. Tyle, że nikt z tego startu się nie ruszył bo każdy najpierw opracowywał sposób działania. Na ostatnim Harpaganie bezmyślnie zaliczaliśmy wszystkie punkty w pobliżu bazy imprezy. Teraz mieliśmy trochę inne założenia. Uderzyliśmy najpierw do najdalej oddalonego punktu od bazy by zrobić duże koło zaliczając najbardziej "tłuste" punkty. Jak założyliśmy tak zrobiliśmy. Tak więc pierwszym naszym punktem kontrolnym była 15-tka, położona na wschód od Sierakowic, nad Jeziorem Rekowo. Trafiliśmy tam po godzinie jako pierwsi. Teren był nam dobrze znany, gdyż wcześniej nie raz już tam byliśmy zwiedzając słynny niedokończony w swej budowie zamek.

Następnie ruszyliśmy w stronę punktu 11, który znajdował się niedaleko maleńkiego jeziora. Dalej ruszyliśmy do 18, która położona była niedaleko Zblewa i Łebna. Tu, przy bazie kontrolnej zrobiliśmy pierwszy postój, powiedzmy, że na śniadanie. Po krótkim postoju ruszyliśmy w stronę kolejnych punktów. Niestety już po południu odczuwaliśmy niewielkie zmęczenie, które narastało wraz z kolejnymi kilometrami i mimo wcześniejszych słonecznych prognoz pogody okazało się, że jest zimno i deszczowo. Na szczęście rywalizacja była tak gorąca, że rozgrzewała jak słoneczko;-)

Naszym kolejnym osiągnięciem było zdobycie punktu 5 w okolicy Jeziora Kamień. Byliśmy już tak zmęczeni, że odechciewało się już wszystkiego, każdy z nas miał już dość, ogarniała nas głupawka. Jednak niezmordowany Tomek nie dawał za wygraną i motywował nas do dalszej walki i szalonej rywalizacji.

W końcu trafiliśmy do punktu 13, położonego pomiędzy dwoma małymi jeziorami. Tam zrobiliśmy sobie najdłuższy postój również na jedzonko. Przy tym punkcie spotkało nas wielkie zdziwienie, gdy podjechał jeden z uczestników na "bardzo dziwnym" rowerku. To był prawdziwy i niesamowity wehikuł. Był bardzo długi i jechało się na nim na wpół leżąco. Zamiast siodełka znajdował się po prostu fotel, a kierownica przymocowana była na wysokości ud rowerzysty. Coś niesamowitego.

Po tym odpoczynku udaliśmy się w dalszą drogę do punktu kontrolnego o numerze 9, który znajdował się tuż za wsią Cewice. Później uderzyliśmy ku 20-tce i skończyliśmy na punkcie 16-tym. Skubaniec!!! Strasznie błądziliśmy. Długo nie mogliśmy go odnaleźć, więc korzystając z okazji popstrykaliśmy sobie kilka fotek i podziwialiśmy świetne kaszubskie krajobrazy. Kiedy wjechaliśmy w las pech chciał, że Maćkowi zerwał się łańcuch, a kiedy go naprawiał Tomek pojechał dalej szukać ukrytego punktu. W tym czasie Darek i Kuba mieli chwilowy postój, z którego Kuba poświęcił aż 8 sekund na drzemkę ;-) Po kilkunastu minutach dołączyliśmy do Tomka, który zdołał odnaleźć ukryty ostatni już punkt.

Stamtąd szybko gnaliśmy na metę, by nie zarobić punktów karnych za powrót po upływie 12 godzin. Udało się! Dotarliśmy na czas.
Łącznie przejechaliśmy 158 km. Zaliczyliśmy 8 PK najbardziej oddalonych od bazy, które przeliczają się wagowo na 30 punktów. Wynik końcowy oscyluje się w okolicach środka stawki wszystkich uczestników. Z pewnością do kolegów z Elbląga nam jeszcze daleko, ale cieszy nas fakt, iż tym razem poszło nam lepiej niż ostatnio ;-)

Musimy przyznać, że Harpagan to naprawdę świetna impreza. Pomimo tego, że zaczyna się wcześnie więc żeby dojechać na czas trzeba wstać praktycznie w nocy, trwa pół doby i niektóre trasy są bardzo ciężkie, to naprawdę warto tam być i przynajmniej spróbować swoich sił. Harpagan jest świetnym sprawdzianem swoich możliwości, walką o wytrwanie do końca. Świetnie obmyślone trasy powodują, że człowiek ma okazję pooglądać trochę naprawdę ładnych krajobrazów oraz spotkać ekstra ludzi, którzy uwielbiają to co robią. Na trasie spotkaliśmy masę znajomych, m.in. naszych znajomych Elblążan zza Wisły ;-) Pozdrawiamy Was serdecznie !

W tym roku po raz pierwszy był z nami Darek. Był naprawdę szczęśliwy, że spróbował. Bawił się świetnie i zapewnił, że nie był to jego ostatni taki wypad. No ładnie więc Kuba zaraził nim już kolejnego z nas. Ciekawe kto z naszych będzie następny?

Na koniec jeszcze parę słów o organizatorach. Trasa była wyznaczona bardzo dobrze. Dominował teren mocno pofałdowany. Samo przygotowanie szkoły jak i zapisy były przeprowadzone bardzo sprawnie. No i te dziewczyny, naprawdę przesympatyczne!
Uczestnicy: Maciek, Kuba & Darek oraz Tomek (spoza kadry GRT)

Więcej o naszych podbojach i organizowanych rajdach na stronie: Relacja pochodzi z Grupy Rowerowej Trójmiasto