OOM. Trójmiejski finał
Gdynianie dzięki karnemu Sławomira Jelińskiego pokonali w meczu o pierwsze miejsce w grupie Orkana Sochaczew 3:0 (3:0). W drugim spotkaniu Budowlani Lublin przegrali z Folcem AZS Warszawa 14:21.
ARKA: Badowicz, Deja, Głuszek, Jaworski, Jeliński, Kałduński, Meller, Okulski, Popławski, Reda, Rybicki, Stodolski, Walczuk, Zakaszewski, Zembroń oraz Jastrzębski, Kreft.
Końcowa tabela:
1. ARKA 9 72:6,
2. Orkan 7 62:24,
3. Folc 5 32:75,
4. Lublin 3 30:91.
- Wynik nie odzwierciedla tego co działo się na boisku. Zwłaszcza w pierwszej połowie mieliśmy wyraźną przewagę. Szkoda, że brakowało jednego, dwóch podań, aby postawić kropkę nad "i". Rywale próbowali grać głównie nogą - ocenia mecz Arkadiusz Skrzyński, trener Arki.
Ogniwo, zresztą jak i Arkę, awansem do finału premiował remis. I choć taki rezultat to w rugby rzadkość, wczorajszy mecz ze Skrą Warszawa zakończył się 8:8, a wynik został ustalony do przerwy. Rywale zdobyli prowadzenie po przyłożeniu Macieja Łukasika. Sopocianie odpowiedzieli karnym Marcina Pogorzelskiego, a po piątce Michała Kujawskiego wyszli na 8:5. Rezultat ustalił kop z karnego Łukasza Komendarka. W drugim spotkaniu Budowlani Łódź pokonali Juvenię Kraków 21:16 (5:16).
OGNIWO: Bigot, Bołt, Elwart, Falk, Jagielski, Jakson, Klechowicz, Kujawski, Kurdelski, Matusiak, Olszewski, Pawlicki, Pogorzelski, Szewczyk, Żochowski oraz Janiec, Lademan, Bagiński, Jawniak, Palusiak, Matusiak.
Końcowa tabela:
1. OGNIWO 8 32:21,
2. Skra 6 28:18,
3. Łódź 5 29:41,
4. Juvenia 5 31:40.
- Przeciwko potędze fizycznej Skry podjęliśmy walkę. Moich zawodników nieco poniosła fantazja, gdyż Pogorzelski, Kurdelski i Jakson często próbowali drop-goli. Tymczasem na trzy minuty przed końcem rywale zgubili piłkę na naszym polu punktowym. Na pewno dopisało nam szczęście, ale była to także zasługa dobrej obrony - zapewnia Grzegorz Szostek, szkoleniowiec Ogniwa.
W finale faworytem wydaje się być Arka. Z pięciu meczach rozegranych w tym sezonie z Ogniwem gdynianie wygrali cztery, w tym oba w olimpijskich eliminacjach.
- Przylepiają nam łatkę faworyta, a zatem wypadałoby wygrać. Jednak trzeba pamiętać, że to jest turniej, w którym duże znaczenia ma czynnik zmęczenia, liczba kontuzji, słowem decyduje bardziej wyrównany skład - zauważa trener Skrzyński. - Nie podajemy się przed finałem. Rywal jest silniejsi fizycznie, ale nasz atak pod względem technicznym jest lepszy - zapewnia trener Szostek.

