Rugby: Arka - Lechia
- Nie mogliśmy ustalić sztywnej godziny rozpoczęcia meczów, bo nie wszystkie drużyny są dysponentami boisk, na których grają - Grzegorz Borkowski, sekretarz generalny PZR, wyjaśnia dlaczego mecze pretendentów do drugiej pozycji dzieli różnica ponad doby.
W sobotę w Lublinie Budowlani zmierzą się ze swoimi imiennikami z Łodzi, nad którymi mają dwa punkty przewagi w tabeli. Od wyniku tego meczu zależy to, czy niedzielne spotkanie w Gdyni będzie miało jakiekolwiek znaczenie.
Lechia jest już pewna swego. Nad najgroźniejszymi rywalami ma trzy punkty przewagi. W najgorszym przypadku zaliczka ta może stopnieć do jednego "oczka".
- Jest pokusa, by oszczędzać się, nie ryzykować kontuzji, ani kartek. Z drugiej strony, wszelkie kalkulacje i wystawianie rezerwy na dobre nie wychodzą. Dziś jestem zdecydowany na grę w podstawowym składzie, z wyjątkiem Grzegorza Śliwińskiego i Rafała Sajura. Zagramy o zwycięstwo, ale nie za wszelką cenę. Nie można się zabijać - deklaruje Marek Płonka, trener Lechii.
Dla Arki będzie to pierwszy mecz przy ul. Olimpijskiej z udziałem widowni od 4 października ubiegłego roku, czyli pamiętnych derbów z Ogniwem, gdy zawodnicy obu drużyn grę okraszali bokserskimi popisami.
- Bez względu na to, czy będzie o co walczyć, czy też nie, wystawimy najsilniejszy skład. Jesteśmy to winni naszym wspaniałym kibicom. Meczu na niedzielę nie wyznaczaliśmy, by znać rozstrzygnięcia rywali. Po prostu - w sobotę najczęściej przy ul. Olimpijskiej grają piłkarze - wyjaśnia Dariusz Komisarczuk, grający trener Arki.
Przed ostatnią kolejką gdynianie mają tyle samo punktów co lublinianie, ale przegrywają drugą pozycję gorszym bilansem bezpośrednich spotkań (wygrana na wyjeździe 15:8 i przegrana u siebie 18:32). Nie mogą też liczyć na awans w tabeli w przypadku, gdy na koniec rozgrywek Arka oraz obie drużyny Budowlanych będą miały identyczny dorobek. Co prawda z łodzianami mają lepszy bilans (16:7 u siebie do 11:13 na wyjeździe), ale w tabelce na trzy drużyny ustąpiliby miejsca łodzianom, bo ci dwukrotnie byliby lepsi od lublinian (u siebie wygrali 20:5).
Gdynianie zajmą drugie miejsce, jeśli łodzianie zwyciężą w Lublinie, a oni sami nie przegrają z Lechią. Sobotni sukces lublinian, skazuje "Buldogi" na trzecią pozycję bez względu na wynik, jaki osiągną z gdańszczanami.
Porta Ogniwo bez zawieszonego za kartki Marcina Malochwego i kontuzjowanego Daniela Podolskiego jedzie do Sochaczewa, aby zakończyć sezon. Gdyby sopocianie tam wygrali, to mecz o piąte miejsce z Orkanem mogliby zoragnizować u siebie, ale... - Zaproponujemy rywalom, by wynik tego meczu został uznany zarówno za rozstrzygnięcie ostatniej kolejki, jak i grę o piąte miejsce - przyznaje Jarosław Hodura. - Jeśli kluby osiągną w tej kwestii porozumienie, nie będziemy przeszkadzać - zapewnia sekretarz Borkowski. Gdańskim akademikom wystarczy remis w wyjazdowym meczu z Posnanią, by za tydzień przeciwko Folcowi Warszawa grać o pietruszkę. - Liczę, że zostanie podtrzymana passa z tego sezonu, czyli, że Posnania wygra u nas, a my w Poznaniu. Co prawda za kartki pauzuje Robert Jumas, ale wraca Adam Ciesiołkiewicz. Pomoże nam także Paweł Dąbrowski'>Paweł Dąbrowski, który opóźnił testy w jednym z francuskich klubów - mówi Jerzy Jumas, trener AZS AWFiS.

