Więcej światła
Wygrana ze Szwecją, remis z Holandią oraz porażki z Ukrainą i Niemcami - to bilans występów Polaków w pierwszej rundzie. Zaledwie siedem punktów, bo tak trzeba spojrzeć na ten dorobek, pamiętając, że aż trzykrotnie graliśmy w kraju, dają nam przedostatnie miejsce w grupie. Aby uchronić się przed degradacją musimy ograć w sobotę Szwedów. Na wyjeździe nam się to udało.
- Bardzo dobrze znamy rywali. Mają dobry atak i słabszy młyn. Pod tym kątem przygotowuję taktykę - zdradza Jerzy Jumas.
Biało-czerwoni po raz pierwszy zagrają w oficjalnym spotkaniu przy sztucznym świetle, ale nie będzie to dla nich nowość. Przy jupiterach sparowali podczas francuskich zgrupowań.
- Lubiłem grać przy światłach, choć nie wszystkim to odpowiada. Piłka w rugby jest kopana wyżej niż w piłce nożnej, a zatem gdy maszty są niższe, to czasem światło oślepia. Generalnie w naszej dyscyplinie coraz częściej gra się przy jupiterach. We Francji na przykład ligowy finał zawsze odbywa się o 20.00 w pierwszą sobotę czerwca, a transmisję można oglądać na drugim programie telewizji - mówi Grzegorz Kacała, który z Brive zdobył Puchar Europy, a obecnie jest konsultantem przy reprezentacji Polski.
W sobotę szanse na występ z białym orłem na pierśi majedenastu trójmiejskich rugbistów: Janusz Urbanowicz, Rafał Sajur (Lechia Gdańsk), Marcin Wilczuk, Maciej Szablewski, Marcin Malochwy, Łukasz Szostek (Ogniwo Sopot), Wojciech Ruszkiewicz, Jacek Wojaczek, Dariusz Komisarczuk, Paweł Nowak (Arka Gdynia) i Paweł Dabrowski (AZS AWFiS Gdańsk/Lille).
