• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Bezdomni dbają o czystość wokół stadionu w Letnicy

Maciej Korolczuk
23 marca 2022, godz. 07:00 
Opinie (118)
Podopieczni Fundacji Społecznie Bezpieczni dbają o porządek, koszą trawę, a zimą odśnieżają teren wokół stadionu. Podopieczni Fundacji Społecznie Bezpieczni dbają o porządek, koszą trawę, a zimą odśnieżają teren wokół stadionu.

Od kilku miesięcy o czystość i zieleń wokół stadionu w Letnicy dbają podopieczni fundacji Społecznie Bezpieczni. To osoby w kryzysie bezdomności, które próbują - często z sukcesem - wyjść z zakrętu na życiową prostą. - Mam dopiero 74 lata, młody chłopak jestem. Trzeba coś robić, nie poddawać się nudzie - śmieje się jeden z pracowników.



Czym kierował(a)byś się, zatrudniając osobę znajdującą się w kryzysie bezdomności?

Pierwsi podopieczni fundacji Społecznie Bezpieczni pojawili się przy stadionie jesienią. Przez kilka miesięcy pilotażu mieli przyzwyczaić się do specyfiki otoczenia stadionu oraz nauczyć pielęgnacji zieleni.

Umowy podpisano z czterema pracownikami oraz ich koordynatorem, który na co dzień czuwa nad przebiegiem prowadzonych prac.

- Część z nich to nasi pracownicy, a część została skierowana w ramach stażu z Centrum Integracji Społecznej, gdzie przeszła wcześniej przeszkolenie na warsztacie porządkowo-remontowym - mówi Dominik Kwiatkowski, prezes fundacji Społecznie Bezpieczni. - W ramach swoich obowiązków czuwają nad utrzymaniem porządku na rozległym terenie wokół stadionu. To ok. 25 ha. Opróżniają kosze na śmieci, wymieniają worki, pielęgnują zieleń, koszą trawę, zamiatają liście, a zimą odśnieżają. Jest tutaj co robić.
Zwłaszcza ostatnio, gdy przed głównym wejściem na stadion stanął namiot, gdzie rozdzielane są dary dla uchodźców z Ukrainy. Za pracę w weekendy (głównie podczas meczów i imprez na stadionie) otrzymują dodatkowe wynagrodzenie.

- Wcześniej nie mieliśmy tak zaawansowanej obsługi terenów zewnętrznych. Stoi tu dużo koszy, często zdarza się, że ktoś postronny podrzuca do nich śmieci. To było dla nas kłopotliwe, bo wiatr roznosił te śmieci po całym terenie. Teraz jest pod tym względem zdecydowanie lepiej. I czyściej - przyznaje Paweł Buczyński, prezes spółki Arena Gdańsk Operator, zarządzającej stadionem w Letnicy.
Miesięcznie za sprzątanie przez podopiecznych fundacji płaci 10 tys. zł (to tylko część ich wynagrodzenia i uzupełnienie do środków, jakie fundacja pozyskuje z projektów aktywizacji zawodowej). Gdyby tę samą usługę miał zlecić profesjonalnej firmie po rynkowych stawkach, zapłaciłby kilkukrotnie więcej.

Czterech pracowników dba o czystość na terenie o powierzchni 25 ha. Czterech pracowników dba o czystość na terenie o powierzchni 25 ha.

Najbardziej dokuczają wiatr i mewy



Teraz już mam taki wiek, że nie dostanę homologacji, więc trzeba robić inne rzeczy, póki zdrowie dopisuje. Stopy bolą, a to moje narzędzie pracy, bo po tym rozległym terenie trzeba zasuwać. Ale bolą tylko, gdy nie chodzę. Więc chodzę tak dużo, jak się tylko da.
We wtorek w samo południe pod stadionem spotykamy się z panami Ryszardem, JarosławemJędrzejem. Dobry humor nie opuszcza zwłaszcza tego ostatniego.

- Trzeba coś robić, nie można siedzieć bezczynnie i poddać się nudzie. Ja mam dopiero 74 lata, młody chłopak jestem - śmieje się.
Sam o sobie mówi, że jest "konserwatorem powierzchni zielonych, a przy okazji sprząta". Podobnie jak jego koledzy dzień zaczyna wcześnie, bo o 7:00 rano trzeba już być na miejscu. Do tego w roboczym ubraniu i w dobrej formie.

Jak mówi ich opiekun, dla osób w kryzysie bezdomności, które podejmują trud powrotu do społeczeństwa, dużo znaczy już sam rytm przychodzenia do pracy, punktualność czy rzetelne wykonywanie swoich obowiązków.

- Ja się najbardziej cieszę, że mogę spotkać się z kolegami, pogadać, pożartować. Samotność jest najgorsza - kręci głową pan Jędrzej.
W przeszłości jadł chleb z niejednego pieca. Był ogrodnikiem, blacharzem, dekarzem, kierowcą ciężarówki, autobusów i monterem kadłubowym w stoczni. Teraz na chleb zarabia pod stadionem.

- Latem się robiło dachy, a zimą na stoczni - mówi, pokazując obrazowo najpierw wierzch ręki, a potem jej spód. - Teraz już mam taki wiek, że nie dostanę homologacji, więc trzeba robić inne rzeczy, póki zdrowie dopisuje. Stopy bolą, a to moje narzędzie pracy, bo po tym rozległym terenie trzeba zasuwać. Ale bolą tylko, gdy nie chodzę. Więc chodzę tak dużo, jak się tylko da.
Praca - jak sami przyznają - ciężka nie jest. Wymagająca? Tylko na początku. "Idzie się przyzwyczaić". Tylko te mewy paskudzą wszędzie i trzeba specjalną myjką to zmywać. A gdy myjka wysiądzie, to ręcznie, że aż ręce bolą.

- No i wiatr. Na dole może być cisza i flauta jak na morzu. A tylko wejdziesz po schodach, to głowę urywa. Wiatr i mewy to jedyne, co nam dokucza - dodaje pan Jędrzej.

Miejsca

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (118)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.