Fakty i opinie

stat

Buduje makietę stoczni na wyspie Ostrów


Czerwone hale, pochylnia i statek gotowy do wodowania to tylko część sporej makiety gdańskiej stoczni na wyspie Ostrów, która powstaje w Narodowym Muzeum Morskim. Przy budowie dioramy pracuje trzech doświadczonych modelarzy, a jednym z nich jest Mirosław Brucki. Modelarza z ponad 50-letnim doświadczeniem prezentujemy w ramach cyklu Pasjonaci.



Najbardziej lubisz oglądać modele:

czołgów 7%
okrętów 21%
samochodów 8%
samolotów 11%
statków 30%
inne 23%
zakończona Łącznie głosów: 327
Makieta podzielona jest na cztery części. Dzięki temu można ją będzie wynieść przez drzwi modelarni i przetransportować na wystawę. Bo diorama do małych nie należy: mierzy pięć metrów długości oraz dwa i pół metra szerokości.

- Makieta, którą budujemy jest największą, jaką udało nam się umieścić w scenariuszu wystawy - przyznaje Mirosław Brucki z Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, który jest autorem projektu.
Założenia są ambitne: pokazać budowę statku począwszy od prac spawalniczych w hali aż do momentu wodowania. Co więcej, makieta ma prezentować teren gdańskiej stoczni, ale ten mniej znany.

- Będzie to fragment Stoczni Gdańsk znajdujący się na wyspie Ostrów. Tam w latach 50. ubiegłego wieku polscy inżynierowie wybudowali pochylnię do bocznego wodowania. Okazała się ona olbrzymim sukcesem, o czym świadczy fakt, że samych tylko kutrów rybackich zwodowano tu ponad 200 - wyjaśnia Brucki.
Jak dodaje modelarz, z początków stoczni na wyspie Ostrów zachowało się jednak niewiele zdjęć. Zebranie odpowiedniej dokumentacji, dzięki której mógł powstać projekt makiety, było więc nie lada wyzwaniem.

Łącznie prace mają potrwać ponad dwa lata, a w budowę makiety zaangażowanych jest trzech modelarzy. Obecnie Marek Parczyński wykonuje dach największej stoczniowej hali, a Jan Koszczyński odrestaurował duży model kutra rybackiego, który na makiecie będzie czekał na wodowanie. Tymczasem Mirosław Brucki układa konstrukcje, na których spoczną czekające na złączenie ze sobą sekcje kadłuba.

Ponad pół wieku przygody Mirosława z modelarstwem



- Zawsze miałem kontakt z wodą - jeśli nie z morzem, to z rzeką Wisłą - wspomina Mirosław i opowiada dalej: jako chłopiec spędzałem wakacje w Korzeniewie. Tam przez kilkadziesiąt lat w Urzędzie Wodnym, który miał gwarantować żeglowność Wisły na odcinku od Nowego do Tczewa, pracował mój dziadek. W Korzeniewie oglądałem więc płynące statki i tak zostały w moim życiu.
Przygodę z modelarstwem rozpoczął mając osiem lat. Jak wspomina, nie miał wymaganych 10 lat, aby móc zapisać się na zajęcia do modelarni. Trafił jednak na życzliwego człowieka.

- To było w latach 60. ubiegłego wieku. Do modelarni we Wrzeszczu przyjął mnie Jerzy Litwin, obecny dyrektor naszego muzeum. To pod jego okiem uczyłem się modelarstwa.
I to właśnie z modelarstwem Mirosław postanowił związać swoje życie. Pod koniec lat 70. rozpoczął pracę w Centralnym Muzeum Morskim w Gdańsku. Jedną z pierwszych jego prac było zrekonstruowanie wraz z Krzysztofem Bogackim zabytkowego drewnianego modelu galeonu.

- Model pochodzi z winiarni Fukiera w Warszawie i był w bardzo złym stanie. Trafił do nas praktycznie sam kadłub. A że w tamtym czasie było mało zabytków, z ówczesnym dyrektorem postanowiliśmy zrekonstruować całe omasztowanie i olinowanie - opowiada modelarz.

Zabytkowe modele w Dworze Artusa



Przy konserwacji i rekonstrukcji starych, liczących nawet po kilkaset lat modeli, Mirosław pracował regularnie. Był już nie tylko modelarzem, ale i z wykształcenia konserwatorem. Razem z innymi specjalistami dawał kolejne życie potężnym drewnianym modelom okrętów, które wiszą kilka metrów nad posadzką Dworu Artusa.

W tutejszym oddziale Muzeum Historycznego Miasta Gdańska można zobaczyć choćby zrekonstruowany model okrętu St. Jacob z XVII wieku czy też starszy model feluki.

- Pierwsze zapiski, w których wymieniany jest model feluki pochodzą z drugiej połowy XVI wieku. Na jej pokładzie znajdowały się działka, które w czasie uroczystości odpalano na wiwat. Przez stulecia model poddawany był przebudowom i konserwacjom - każdy chciał dodać coś od siebie, i to było błędem.
Wielokrotnie przebudowywany model został odnaleziony po II wojnie światowej. Był w kiepskim stanie. Muzeum zastanawiało się, czy nie usunąć skutków spowodowanych przez kolejne przebudowy jednostki. Ostatecznie niekompletny model został zakonserwowany i do dziś stoi w dostępnej dla zwiedzających gablocie w Dworze Artusa. Natomiast na stalowej lince wisi nad posadzką kopia drewnianego modelu feluki w wersji sprzed kolejnych modernizacji.

- Jest tu też model brygu, który wykonaliśmy od zera na podstawie dwóch zachowanych fotografii. Trudnością było ustalenie wymiarów modelu. Aby to zrobić, musieliśmy wykonać pomiary innych elementów wnętrza, po czym dokonywać obliczeń - tłumaczy pasjonat, któremu opowiadanie o modelarstwie nadal sprawia wiele radości.
Dziś Mirosław czuje się już nie tylko modelarzem i konserwatorem, ale nawet bardziej muzealnikiem. Po godzinach ma jednak jeszcze inną pasję: maluje obrazy.

- Oczywiście tematyką są statki - śmieje się.

Zobacz też modele autorstwa Marka Parczyńskiego. Film z 2016 r.

Zobacz również modele Jana Koszczyńskiego. Film z 2013 r.

Opinie (44) ponad 10 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.