Fakty i opinie

stat

Tworzy modele dźwigów i statków


Buduje modele statków na podstawie wydobytych wraków, a swoim dorobku ma też makiety z portowymi dźwigami. W kolejnym odcinku cyklu Pasjonaci prezentujemy modele Marka Parczyńskiego, który pracuje w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.



Czy byłe(a)ś kiedykolwiek w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku?

tak, wielokrotnie 26%
tak, zdarzyło mi się 37%
nie, ale zamierzam się tam wybrać 15%
nie, bo wolę inne formy spędzania czasu 7%
nie, z innego powodu 15%
zakończona Łącznie głosów: 287
Dźwig napędzany siłą ludzkich rąk miał dużą zaletę i nie mniejszą wadę. Z jednej strony dzięki lekkiej konstrukcji można go było zdemontować i przenieść na miejsce przeładunku. Z drugiej nie miał za dużego udźwigu.

Nieocenione były więc przed wiekami dźwigi deptakowe. Poruszało się nimi już nie siłą rąk, a wykorzystując masę ludzkiego ciała. Umożliwiały to duże koła deptakowe zamontowane na zewnątrz lub w środku dźwigu.

- W kole po prostu poruszali się ludzie i napędzali swoim ruchem cały mechanizm - tłumaczy Marek Parczyński, spod którego rąk wyszły modele obu typów dźwigów.
Stoją one we wnętrzu Żurawia zobacz na mapie Gdańska. To jeden z obiektów Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Marek pracuje z kolei po drugiej stronie Motławy. W Pracowni Konserwacji Modeli tejże instytucji.

Wrak burdyny z Martwej Wisły i jej model

- Pozytywne w tej pracy jest to, że nigdy nie zdarzają się takie same rzeczy do opracowania. Za każdym razem, czy przy konserwacji, czy przy pracach rekonstrukcyjnych - zawsze jest to inny obiekt - zachwala Parczyński.
Bywa, że buduje modele prawie że z niczego, bo dokumentacja zaginęła w dziejowej zawierusze. I jedyne, na czym może się oprzeć, to na przykład rysunki fragmentów wraku.

- Modele budowane są zazwyczaj od podstaw. Są to próby rekonstrukcji albo na podstawie wydobytych z wody elementów, albo na podstawie historycznych rysunków. Czyli w obu przypadkach bez żadnej dokumentacji - tłumaczy.
Obecnie próbuje zrekonstruować XVIII-wieczną burdynę. To płaskodenna jednostka, która obsługiwała statki stojące na redzie gdańskiego portu.

Czytaj też: Po 300 latach wydobyto cenny wrak

- Przeładowywano na nią towary ze statków, które miały większe zanurzenie i nie mogły wejść do portu w Gdańsku - tłumaczy.
Na wrak burdyny natknęli się przed laty pracownicy Urzędu Morskiego w Gdyni. A w 2012 r. Centralne Muzeum Morskie w Gdańsku wydobyło go z dna Martwej Wisły.

Średniowieczny Miedziowiec i młodszy dwumasztowiec

Marek, w czasie budowy modelu burdyny, spogląda na obrazy wykonane za pomocą sonaru. Korzysta też z rysunków elementów wraku. Pierwsze otrzymał od Urzędu Morskiego, drugie od podwodnych archeologów. Dzięki obrazom z sonaru widać część bryły wraku jeszcze przed wydobyciem.

- Rysunki z kolei zmniejsza się do skali 1:25, w której wykonywany jest model, a następnie wycina się. Po czym nanoszone są na specjalną piankę, którą można modelować. Dopiero po tym etapie wycina się elementy z drewna.
W przypadku burdyny jest to drewno dębowe. Obecnie Marek skleja poszycie statku. Doświadczenie w rekonstrukcji kadłubów zdobywał między innymi podczas pracy nad modelem Miedziowca. To średniowieczny statek, który zatonął na Zatoce Gdańskiej w wyniku pożaru. Wrak wydobyto jeszcze w czasach PRL-u, a przed laty Marek pracował nad modelem statku. Pamięcią wraca również do XIX-wiecznego żaglowca z Kurlandii.

- Jest to model rekonstrukcyjny wykonany z jesionu, sosny i dębu. Budowa, z małymi przerwami, zajęła mi 18 miesięcy - wspomina. I wyjaśnia, jak odnaleźć się w niełatwej i czasochłonnej pracy modelarza: - Przede wszystkim potrzebne jest doświadczenie i cierpliwość przy składaniu tego wszystkiego.

Zobacz też miniaturowe skody, fordy i bentleye

Opinie (36)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.