Fakty i opinie

stat

Co wkładamy do koszyków ze święconką

Pokarmy i przedmioty jakie przynosimy do poświęcenia

W Wielką Sobotę, zgodnie z polską tradycją, w kościele katolickim odbywa się święcenie pokarmów. Sprawdziliśmy, co przynieśli do poświęcenia mieszkańcy Trójmiasta - czy pozostali wierni tradycji, czy może poniosła ich fantazja?



Święcisz pokarmy w Wielką Sobotę?

tak, zawsze

63%

przeważnie tak

7%

kiedyś to robiłe(a)m, ale teraz już nie

19%

nie, nigdy

11%
Zwyczaj święcenia pokarmów znany jest w Polsce od XIV wieku. Święcenie pokarmów odbywało się początkowo w domach, ponieważ poświęcone musiało być wszystko, co miało znaleźć się na świątecznym stole. Z biegiem czasu (w dużej mierze ze względów praktycznych, bo ksiądz po takim odwiedzaniu domów był zbyt zmęczony, aby celebrować wieczorną liturgię) przekonano ludzi, że święcenie ma wymiar symboliczny, a te kilka kluczowych produktów każdy jest przecież w stanie sam do kościoła przynieść.

- Do Gdańska przeprowadziłam się w 1972 roku - wcześniej mieszkałam w małej wiosce pod Gniewem - wspominała pani Władysława, która przyszła dziś ze święconką do Bazyliki Mariackiej. - W mojej wsi parafia była niewielka, więc w Wielką Sobotę święcenie pokarmów odbywało się w domach. Na nakrytym białym obrusem stole układaliśmy wszystko, co mieliśmy przygotowane na święta. Kiedy po przeprowadzce do Gdańska dowiedziałam się, że tu ze święconką chodzi się do kościoła, zachodziłam w głowę, jak to wszystko pomieszczę w koszyku! Kupiłam największy koszyk, jaki znalazłam. Upchałam do niego całą gotowaną szynkę, 8 jajek, kiełbasy, całą babkę, mały bochenek chleba, sól, chrzan. Gdy przyszłam do kościoła najadłam się wstydu, bo tu wszyscy mieli małe koszyczki, a w nich wszystko to, co przyniosłam ja, ale po kawałku. Rok później byłam już mądrzejsza i dziś - jak państwo widzą - koszyczek mam mały, a w nim wszystko to, co być powinno. Tyle że nie w całości, a właśnie po kawałku - śmiała się.

Co powinno znaleźć się w koszyku?



Produkty przynoszone do poświęcenia zmieniały się przez wieki. Obowiązujący obecnie rytuał (łac. ritualis od ritus oznaczającego "obrządek", "zwyczaj") mówi o poświęceniu chleba i pieczywa świątecznego, mięsa, wędlin, jaj i wszelkich pokarmów.

Najważniejsze miejsce - wbrew pozorom - zajmują nie jajka, a chleb, symbolizujący Ciało Chrystusa, podstawowy pokarm niezbędny do życia.

Mięsa, wędliny i wszelkie pokarmy błogosławione są na pamiątkę baranka paschalnego i świątecznych potraw, które Jezus spożył z apostołami podczas Ostatniej Wieczerzy.

Błogosławiona jest także sól, która ma symbolizować ochronę od zepsucia.

Jajka uważane są za symbol ukrytego jeszcze życia i odradzania się życia w przyrodzie, stąd też łączy się je ze zmartwychwstaniem Jezusa i zwycięstwem nad śmiercią.

W koszyczku wielkanocnym nie może zabraknąć baranka z cukru, masła, czekolady lub ciasta. Jest on symbolem świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Baranek ukazuje zwycięstwo Chrystusa, który jak Baranek Ofiarny oddał swoje życie za ludzi, by następnie zmartwychwstać i odnieść zwycięstwo nad grzechem i śmiercią. Zwykle w koszyczku znajduje się także wędlina, symbol dostatku, a także chrzan i pieprz, czasami czekoladowy zajączek.

Co gdańszczanie włożyli do koszyków?



Gdańszczanie postawili głównie na tradycyjny zestaw, chociaż zdarzały się też niecodzienne produkty, m.in. słodycze, owoce, zabawki, a nawet emblematy klubowe.

- Jestem fanem piłkarskim i zawsze do koszyczka dorzucam proporczyk mojej ulubionej drużyny - mówił Marian z Nowego Portu.
- My mamy trzy koszyczki - opowiadała Karolina, mama 4-letnich Tomka i Zuzi. - W moim jest to, co zgodnie z tradycją być powinno - pisanki, chleb, po kawałku babki, szynki i białej kiełbasy, sól i pieprz. Dzieci swoje koszyczki pakują same i mają w nich czekoladowe jajeczka oraz zajączki, cytrusy, jajka z niespodzianką, a Tomek dorzucił nawet resoraka. Śmiał się, że jeśli ją poświęci to może tatusiowi wymodli takiego samego Bentleya.

A co po poświęceniu dzieje się z zawartością koszyka?



- Pozostaje nietknięta aż do wielkanocnego śniadania - mówi Karolina. - Zawartość koszyczka jest dzielona na tyle części, ile osób zasiada przy naszym wielkanocnym stole. Każdy ma obowiązek zjeść wszystko to, co znajdzie się na jego talerzu. Dopiero później można zabrać się za konsumpcję pozostałych potraw znajdujących się na stole.