Codzienne ognisko na koczowisku w samym centrum Gdańska

Ewelina Oleksy
23 września 2026, godz. 12:50
Opinie (150)
aktualizacja: godz. 10:44 (24 września 2026)
  • Lubię to Lubię to 3
  • Super Super 7
  • Trzymaj się Trzymaj się
  • Ha ha Ha ha 13
  • Wow Wow 5
  • Przykro mi Przykro mi 1
  • Wrr Wrr 40
  • Wszystkie 69

W historycznym centrum Gdańska, na ul. ChmielnejMapka, koczująca tam osoba bezdomna codziennie rozpala ognisko. - Czy musi dojść do tragedii, żeby służby się tym zajęły? - pyta pan Paweł, mieszkaniec okolicznego osiedla. Straż Miejska informuje, że jeszcze dziś - 23 września - wyśle tam patrol. Ponownie, bo interweniowała w tej sprawie już w sierpniu. Działania podejmuje też MOPR.




Aktualizacja, 24.09

W czwartek, 24 września, na miejscu podejmowana jest kolejna interwencja służb - strażników miejskich i pracowników MOPR.

- Mężczyzna konsekwentnie jest namawiany do przyjęcia oferty pomocy, ale odmawia. Zadeklarował jednak, że opuści ten teren. Będziemy to sprawdzać, jednocześnie wystosowaliśmy pismo do prywatnego właściciela tego terenu ws. jego uprzątnięcia - informuje Andrzej Hinz ze Straży Miejskiej.

Jak służby powinny zareagować w tej sytuacji?

Koczowisko osoby bezdomnej od dłuższego czasu mieści się nad Motławą, tuż obok historycznych spichlerzy, między hotelem Qubus, siedzibą Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska a nowymi apartamentowcami.

Ogniska nad Motławą palą się codziennie



- Od kilku miesięcy mieszka tam bezdomny człowiek, który regularnie pali w tym miejscu ogniska. Już teraz ogniska są właściwie codziennie. Podejrzewam, że jesienią, gdy zrobi się chłodniej, problem się jeszcze bardziej nasili, aż w końcu dojdzie do tragedii - napisał do redakcji Trojmiasto.pl pan Paweł, mieszkaniec pobliskiego osiedla, który ogniska widzi z okna oraz czuje dym, jaki się z nich wydobywa.
Czytelnik zwraca uwagę na duże zagrożenie pożarowe.

Katalog.trojmiasto.pl – Widzisz pożar? Dzwoń po straż


Obawy, że w końcu dojdzie do tragedii



- Te ogniska są rozpalane w centrum miasta, tuż obok nieczynnych spichlerzy, które wydają się szczególnie podatne na podpalenie, a także w pobliżu hotelu, licznych apartamentów i urzędów. Osoba bezdomna, będąca pod wpływem alkoholu, może nie być w stanie odpowiednio kontrolować ognia. Wystarczy, że zaśnie, a wiatr przeniesie ogień w inne miejsce - i może dojść do poważnego problemu - wskazuje pan Paweł.

Mężczyzna twierdzi, że "nikt z tym nic nie robi od wielu miesięcy". Sprawę zgłosił do kilku miejskich instytucji.

- Mam nadzieję, że może ktoś się tym w końcu zainteresuje, zanim któregoś dnia dojdzie do tragedii. To jest historyczne centrum miasta. A truizmem jest mówić, że z ogniem nie ma żartów - podkreśla mężczyzna.
Na wspomnianym koczowisku służby podejmowały już interwencję w połowie sierpnia. Teraz zamierzają ją powtórzyć.

Straż Miejska podejmie interwencję. Ponownie



O sprawie Trojmiasto.pl od razu poinformowało Straż Miejską w Gdańsku.

- Jeszcze dziś pojawi się tam patrol i podejmie interwencję - poinformował w środę, 23 września, Andrzej Hinz ze Straży Miejskiej.
Okazuje się jednak, że nie będzie to pierwsza interwencja w tej sprawie, bo problem jest strażnikom znany.

W połowie sierpnia mundurowi podejmowali tam już interwencję. Wtedy ognisko paliło się rano, a na miejscu strażnicy zastali dwie osoby - kobietę i mężczyznę.

Jak ustalono, ognisko służyło im do przygotowania posiłku.

Domy i ośrodki pomocy społecznej w Trójmieście


- Podczas interwencji funkcjonariusze zauważyli, że mężczyzna leżący na materacu uskarża się na silny ból podbrzusza. Niezwłocznie wezwano zespół ratownictwa medycznego. Stan mężczyzny stopniowo się pogarszał, a dodatkowo pojawiły się wymioty. Po przybyciu ratowników medycznych początkowo odmówił transportu do szpitala, prosząc jedynie o podanie środka przeciwbólowego. Dzięki rozmowie przeprowadzonej przez strażników został jednak przekonany, że jego stan wymaga specjalistycznej diagnostyki i leczenia. Ostatecznie wyraził zgodę na przewiezienie do szpitala - informowała Straż Miejska.
Po wyjściu ze szpitala mężczyzna powrócił jednak do miejsca, z którego został zabrany. Strażnicy o sytuacji powiadomili Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie.

MOPR działa, ale osoby z koczowiska odmawiają pomocy



Jak informuje Trojmiasto.pl Marcin Męczykowski, wicedyrektor MOPR sytuacja na ul. Chmielnej jest stale monitorowana.

- Pracownicy MOPR regularnie podejmują działania w tym miejscu we współpracy z zespołem ratunkowo-sanitarnym Stowarzyszenia na Rzecz Ratownictwa "ADIUTARE" oraz streetworkerami Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Dostępna oferta obejmuje m.in. schronienie, wsparcie medyczne i socjalne oraz pomoc w aktywizacji społecznej i zawodowej. Ze względu na zagrożenie związane z przebywaniem bezpośrednio przy Motławie o sytuacji powiadomiony został również Komisariat II Policji w Gdańsku z prośbą o działania prewencyjne. MOPR nie ma jednak uprawnień do przymusowego usuwania osób z określonego miejsca. Możemy proponować pomoc, motywować do zmiany sytuacji i wspólnie z zainteresowaną osobą opracować plan wsparcia. Skorzystanie z dobrowolnych form pomocy wymaga jednak jej zgody i współpracy - mówi Męczykowski.
Wicedyrektor deklaruje, że oferta pomocy dla osób z koczowiska będzie ponawiana. Do tej pory propozycje były odrzucane.

Miejsca

Zobacz także

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (150)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze