Fakty i opinie

Historia gdyńskiej rodziny z dworku pod lasem w Cisowej

artykuł historyczny

Otoczone lasem ruiny widziały historię kilku pokoleń rodziny Malinowskich.

Ludzie i domy bywają nierozłączni często przez całe pokolenia. Tworzą i opowiadają historię. Tak właśnie jest ze wspominającym już tylko lepsze czasy dawnym "Dworkiem pod Lasem" w Cisowej. Jego współwłaściciel opowiedział nam do szpiku gdyńską historię swojej rodziny.



Od ilu pokoleń twoja rodzina zamieszkuje Trójmiasto?

jestem pierwszym pokoleniem 17%
moi rodzice się tu sprowadzili 27%
pierwsi byli moi dziadkowe 34%
od pokolenia pradziadków lub wcześniej 17%
nie wiem tego 2%
nie mieszkam w Trójmieście 3%
zakończona Łącznie głosów: 3769
Na rozpadającą się "leśniczówkę" pomiędzy ulicami Zbożową i Owsianą w CisowejMapka uwagę redakcji Trojmiasto.pl zwrócił czytelnik, prosząc o wyjaśnienie pochodzenia tego budynku w cyklu Nietypowe Budowle Trójmiasta. Odnaleźliśmy ten budynek.

- To nigdy nie była leśniczówka - zaprzecza Andrzej Jeziorowski, który wyszedł z domu obok. - Przed wojną ten budynek nazywano "Dworkiem pod Lasem". W czasach powojennych na mapach powstało przekłamanie i oznaczano go jako leśniczówkę, chociaż nigdy nie miał nic wspólnego z leśnictwem.
Andrzej Jeziorowski to trzecie pokolenie rodziny zamieszkującej znajdujący się tu niegdyś majątek. Obok mieszka również jego syn z rodziną, zatem historia znajduje ciąg dalszy.

Dolina z cegielnią



We wcinającej się w las dolinieMapka od pierwszej połowy XIX wieku do ok. 1907 r. funkcjonowała cegielnia (w dolinie do dnia dzisiejszego zachowały się fragmenty pieców do wypalania cegieł). Cały majątek miał około 6 ha. Z zapisów w księdze wieczystej nieruchomości, którą przeanalizował obecny właściciel wynika, że jego pierwszym "udokumentowanym" właścicielem był Niemiec. Nazywał się Penar i zarządzał cegielnią. Mieszkał w parterowym domu z dwuspadowym dachem pod istniejącym wówczas adresem Żytnia 40.

Następni właściciele, Państwo Ruczowie, w 1923 roku podzieli majątek: 2 ha trafiły do Państwa Reinhardt, a 4 ha (za pieniądze pochodzące z posagu jego żony Teofilii) kupił Bronisław Pobóg-Malinowski. Pochodził z Bydgoszczy, wywodził się z mieszczańskiej szlachty i wykształcenie odebrał na Oxfordzie. Korzenie Teofilii również były szlacheckie, urodziła się w majątku Giżewo koło Kruszwicy nad jeziorem Gopło. Jej bratem był komandor Zbigniew Przybyszewski, późniejszy bohaterski obrońca Helu. Przed wojną wielokrotnie bywał on w Cisowej.

- Rodziny moich dziadków oczekiwały, że ich dzieci zamieszkają w domu o reprezentacyjnym charakterze. Zatem po 1923 roku mój dziadek, stojący wtedy jeszcze we wsi Cisowa, dom zaczął rozbudowywać. To dzięki jego fantazji architektoniczno-przyrodniczej dom stał się bardzo ciekawym budynkiem - opowiada Andrzej Jeziorowski.
Jednocześnie dziadek Bronisław zalesioną górę i dolinę dawnego wyrobiska cegielni zaczął zamieniać w park. Do dnia dzisiejszego świadczą o tym resztki alejek na leśnych zboczach. Lubił też eksperymenty i wdrażał przywiezione z podróży nowinki. To w tym czasie na jednej jabłonce zaszczepione zostały cztery gatunki jabłek, na wzgórzu wiosną wyrastały nikomu nieznane szparagi, a w stodole jajka znosiły kury angielskiego gatunku. W majątku były także krowy na mleko na potrzeby rodziny oraz dwa konie spacerowe.

- Dziadek miał artystyczną duszę, a do tego możliwości finansowe, które pozwalały mu przenosić w to miejsce różne ciekawostki z podróży. Cała ta atmosfera spowodowała, że ten budynek do 1939 roku urósł do rangi znaczącego obiektu w tej okolicy. Korespondencja adresowana była do "Dworku pod Lasem", a w okolicy mówiono najczęściej o "Dworku Malinowskich". Wszyscy tu profesora Malinowskiego znali - wyjaśnia jego wnuk. - Najpierw, około 1928 roku dom został częściowo podniesiony o piętro. Powstał wtedy dodatkowy pokój i oranżeria spełniająca rolę ogrodu zimowego. Potem, około 1933 roku, piętro znalazło się nad całym, wcześniej parterowym, budynkiem.
Przed wojną dziadek Andrzeja Jeziorowskiego pracował jako wykładowca, m.in. w Krasnymstawie. Właśnie tam uczył komandora Zbigniewa Przybyszewskiego, brata swojej żony Teofilii. Gdy przeprowadził się do Cisowej pracował w Szkole Morskiej w Gdyni i Szkole Handlowej w Wejherowie, ale głównie prowadził kancelarię tłumacza przysięgłego w centrum Gdyni. Jedna pracownia była przy obecnej ulicy Dworcowej w Śródmieściu, druga w domu. Tłumaczył z języka angielskiego, niemieckiego i francuskiego. Zawodowo współpracował z ówcześnie działającymi na terenie Wolnego Miasta Gdańska instytucjami niemieckimi. I to go zgubiło.

- Znalazł się na gdyńskiej liście proskrypcyjnej inteligencji polskiej. Jednak był całkowicie przekonany, że kontakty przedwojenne zapewnią mu bezpieczeństwo. W październiku 1939 roku wrócił do Cisowej z wakacji na Kujawach, bo uważał, że potrzebny jest dozór domu. 11 listopada zginął w Piaśnicy - Andrzej Jeziorowski kończy opowieść o tym rozdziale historii swojej rodziny.

Powojenne popadnie w ruinę



Powojenne władze w "Dworku pod Lasem" zakwaterowały siedem rodzin. Teofilia Malinowska, gdy po wojnie przyjechała tu ze swoją córką Stefanią, zamieszkała na początku w stodole. Potem udało jej się odzyskać fragmenty mieszkania na piętrze. Do czasu aresztowania w 1950 roku bywał tu także jej brat, kmdr. Przybyszewski.

- Własność tej nieruchomości nie została mojej rodzinie nigdy zabrana, ale władze kwaterowały tu mieszkańców. Babcia jakoś żyła, ale nie była w stanie utrzymać tego domu we właściwym stanie, nie miała też żadnego prawa zarządzania tym budynkiem. Zmarła w 1960 roku - opowiada jej wnuk.
Kapliczka w lesie, za domem Andrzeja Jeziorowskiego to jedna z realizacji dziadka. Powstała ona po wizycie Bronisława Malinowskiego w Lourdes. fot. archiwum rodzinne/Trojmiasto.pl
W 1965 roku do dworku, już z własną rodziną, wróciła córka Teofilii - Stefania (mama Andrzeja Jeziorowskiego). Odzyskała 14-metrowy pokoik w dawnym dworku ojca.

- W 1985 roku na dole byli lokatorzy, na górze mieszkali moi rodzice. Żadnej inwestycji przy domu nie można było przeprowadzić, bo teren był zastrzeżony pod budowę szkoły i przedszkola, więc miasto "dbało", by zabudowania nie zwiększały swojej wartości do czasu wywłaszczenia pod miejską inwestycję. Kiedy zakładałem własną rodzinę rozbudowałem dla nas dawny domek letni z majątku dziadka. Do dzisiaj jest to mój dom - mówi Jeziorowski.
Budynek po dziadkach jest wpisany do ewidencji zabytków. Mimo jego opłakanego stanu, a nawet posiadanej zgody konserwatora zabytków na rozbiórkę obiektu ze względu na jego niską wartość historyczną, właściciel chciałby w przyszłości częściowo budynek zachować, a częściowo rozbudować. Są szanse, że zmiany rozpoczną się już w 2021 roku.

Opinie (133) ponad 10 zablokowanych

  • (7)

    Ciekawa historia...mam nadzieję że Gdynia sypnie ze swey sakiewki i wspomoże dukatami tak zacny zabytek.

    • 123 33

    • Nie wspomoże

      ewidencja to nie rejestr. W dodatku to taki dziwny twór, który nakłada na ciebie obowiązki i zero przywilejów.

      • 24 2

    • Svenus (4)

      Ile Ty masz lat ? I skąd pochodzisz ?
      Bo dziwnie piszesz np czuway, swey .

      W obecnym języku polskim nie ma takich końcówek.

      Pomijam fakt, że wg Ciebie znasz się na wszystkim, jesteś (wg Ciebie) człowiekiem wielu zawodów a Twój życiorys wystarczyłby dla kilkudziesięciu ludzi

      • 20 8

      • Svenisko (2)

        To tak zwany "komentator sportowy" komentuje dla sportu :)

        • 13 5

        • Raczej dla kasy.

          • 5 1

        • I ma bilet pilota pasterza z wyspy Bogoty na pacyfiku oceanicznym.

          • 5 1

      • Kilku miliardów

        • 0 0

    • Nie dukatami, z złotówkami.

      Nie ze swey, ale swojej sakiewki.
      Starasz się być oryginalny? Jesteś żałosny człowieku o dziwnym nicku.

      • 20 9

  • Ogólnie przepisy dotyczące zabytków są gniotem do potęgi (13)

    wiele obiektów dalej byłoby w użyciu gdyby nie konserwatorzy. A to się nie podobają okna zespolone, a to dach nie taki, a to kręci nosem na położenie tynku sprężarką bo koniecznie trzeba odtwarzać starą technologię, itd. Summa summarum prościej i taniej jest poczekać, aż dom się sam rozpadnie niż bawić w remont rudery, a przy bardziej liberalnym podejściu domek by służył po dostosowaniu do wymogów XXI wieku.

    W końcu architektura dla ludzi, a nie ludzie dla architektury.

    • 152 24

    • Zawsze mozesz spalic (1)

      i wybudowac cos od nowa ew. sprzedac teren pod deweloperke.
      To dosc popularna metoda modyfikacji zabytkow.

      • 23 5

      • zwłaszcza w Gdańsku

        no ale takie władze wybieracie

        • 10 13

    • a Koloseum wyglądałoby jak kolejny stadion

      • 12 4

    • (7)

      Nie było by żadnego zbytku bo by ludzie zburzyli i postawili wille karton-gipsu i blachodachówki...
      Jak się coś rozpadnie to musi być odbudowane. Wieczne problemy z konserwatorami mają ludzie którzy nie rozumieją ze muszą budynki wyremontować tak by wyglądały jak dawniej a nie świeciły plastikowymi oknami, drzwiami z marketu budowlanego i tynkiem strukturalnym w łaty ;D

      • 16 8

      • I cisy z Castoramy oraz Polbruk z promocji w auchanie

        • 12 5

      • wstawiłem plastikowe okna (4)

        i jest OK, przynajmniej nie wieje zimnem. Zabytkowi to nic nie odjęło. Na dach zamiast starej dachówki wjechała blacha i też nie ocenisz, że jest niehistorycznie.

        • 3 8

        • (1)

          Demagogia... Efekt takich modernizacji jest widoczny jak "udoskonalenia" na siostrach Godlewskich...

          • 13 3

          • Połóż se czarną dachówkę na twoim dziwolongu w stylu niewiadomym w każdym razie nie swoim.

            • 3 1

        • Jasne ze nie odbiera nic zabytkowi. Ale popisy tu wola czarne dachówki.

          • 1 0

        • i jeszcze z zewnątrz nakleiłeś gipsowe syrenki, nie tylko nic zabytkowi nie odjęło, ale i dodało!

          • 1 0

      • Kilkanaście okien nawet PVC, w oryginalnym kształcie, to spory koszt, a przeciez aspekty termiczne też są istotne AD 2020. Każdy woli drewnianą replikę, ale zrzucanie wyłącznej odpowiedzialności za taki wydatek na właściciela jest w naszych warunkach nierealne.

        • 0 0

    • Tak tak, Ci zli konserwatorzy, lepiej ich olać i wszędzie dać galerio-kloce oraz wieżowce na wynajem krótkoterminowy hehe

      • 9 9

    • Dokładnie w punkt

      2 lata szarpalem sie z tym pacanem z województwa, tym co go pozniej pogonili. Ile on krwi ludziom zepsòł. Sprawa skonczyla sie w min kultury a wszystko z powodu poreczy od schodow ktorej i tak nikt by nie ogladal bo bylaby w srodku domu.

      • 8 3

  • co to znaczy "opowiedzieć do szpiku"?! (9)

    nowomowa jakaś?

    • 112 10

    • "do szpiku gdyńską historię"

      profesorze Miodq.

      • 12 10

    • bo to vampiry, u nich tak sie mawia. u nas pogadamy do piwka, przy wudeczce a u nich wyglada to tak.

      • 5 5

    • (1)

      Niefortunnie użyte sformułowanie...

      • 11 0

      • nieudolne

        • 1 0

    • innymi słowy: taplać klopsa (1)

      • 5 0

      • Z checia

        • 0 0

    • To znaczy: (1)

      Opowiedzieć bardzo, bardzo, bardzo dokładnie.

      • 1 4

      • Nie ma w tej opowieści żadnej dokładności. Fragmenty opowiedziane, korzystne dla kogo ? Jedynie dla właścicieli, by ich z tego miejsca nie ruszono.

        • 6 0

    • Ja chcialem zadac to pytanie :(

      To moze chociaz: jak dworek moze cos wspominac?

      • 0 0

  • Czyli ta rozpadlina ma wlasciciela? (9)

    A Konfederacja twierdzi, ze prywatny wlasciciel zawsze lepszy ...

    • 34 66

    • Przeczytałeś cały artykuł? (5)

      Jakbyś to zrobił ze zrozumieniem to byś wiedział jak "miasto" i "władza ludowa" utrudniała prawowitym właścicielom dbanie o swój własny majątek!

      Dworek rozkwitał w prywatnych rękach dziadka pana Jeziorowskiego

      • 42 6

      • Komuna upadla 31 lat temu (3)

        Malo czasu na odbudowe?

        • 8 17

        • może już nie opłacało się odbudowywać? (1)

          a może właściciel urządził się już gdzie indziej?

          Szkody po komunizmie trzeba naprawiać pokoleniami, a mimo to wielu ludzi wciąż za nim tęskni.

          • 7 7

          • a ile pokolen trzeba zeby naprawic po solidarnosci, a ile po pisie?

            • 3 3

        • czasu niemało

          ale nie tylko czasem się odbudowuje...
          Własność prywatna nie jest panaceum i perpetum mobile... Wymaga ciąglego zasilania i zdecydowanie "jeść woła". Bez tego można tylko patrzeć, jak niszczeje.
          Co widać po połowie zabudowań Gdyni, szczególnie Działki Leśne i stare Orłowo...

          Zasobność bierze się z kapitału i pracy a nie z faktu posiadania...

          • 9 0

      • same ręce...

        to dużo za mało...

        • 4 0

    • Artykuł wyjaśnia jak socjalizm wszystko niszczy ... (2)

      :(

      • 24 8

      • to nie był socjalizm (1)

        tylko republika bezkarnej biurokracji, rodem z folwarcznch czworaków.
        Która "sprawiedliwość społeczną" uczyniła narzędziem zemsty i eksploatacji.

        I nie myśl, że ona zanikła. Ma sie dobrze i nadal nieźle funkcjonuje.
        Najczęściej nagłośniej krzyczy o "podłej komunie", jak złodziej, krzyczący aby go łapać...

        • 8 1

        • Mam beke gdy spotykam Polaka za granicą i on się "mści" na mnie za wszystko.

          • 3 0

  • Dziękuję za artykuł - niedawno wybrałem się w tamte strony obejrzeć oryginalne Cisowskie budynki. (1)

    • 53 1

    • A jakie są te "oryginały"?

      Trzy stodoły na krzyż, które już dawno zostały zburzone.

      • 9 14

  • Oby więcej takich ciekawostek. Rodzina zdaje się nie być ajfonowo-in-sr*-gramowa, czyli rodzina jest ciekawa i zdją się to być ciekawi "zwyki" normalni ludzie ) I wybaczam to, że ich przodkowie zapewne ukradli dworek Niemcom i strzelali z łuku na widok samolotow

    • 13 67

  • Jar wilanowski

    Też tam ciekawy domek stał z 1905r bodajże,na pewno ciekawa historię ma.

    • 21 1

  • Bardzo fajna historia... (2)

    W dzieciństwie mieszkałem na Owsianej 9 ...zawsze ten dom przykuwał moją uwagę. Biegało się po lesie, po polance ale nie znało się historia tego terenu. Nigdy nie słyszałem o cegielni. Pamiętam jak kolega opowiadał, że w tym domu mieszkał wymagający "straszny" nauczyciel fizyki??? Pamiętam jak kolega pokazał mi kapliczkę z fotografii. Byłem wielce zadziwiony, że w lesie jest kapliczka ...ale szybko zostaliśmy przepędzeni spod kapliczki przez właściciela;)

    • 47 2

    • Nauczyciel geografi

      • 9 1

    • przepędzeni spod kapliczki

      Polska to kraj kapliczek, krzyży,.. a tu jednak przepędzali? Widać dlatego dworek popadł w ruinę :)

      • 4 7

  • Maxi (7)

    Pan Andrzej Jeziorowski to moj byly nauczyciel geografii w Sz.P. nr. 31.
    Byl wymagajacy,ale nauczyl :-)

    • 60 7

    • Był tyranem i miał kompleksy (3)

      Andrew J.

      • 11 3

      • jak by ci na kwadrat dokwaterowali 7 nieokrzesanych rodzin z ruskiej dziczy (2)

        to też byś się na oddział psychiatryczny nadawał.

        • 15 4

        • Nie pierwszy i nie ostatni. (1)

          Do wielu domów i mieszkań dokwaterowano inne rodziny. Każdy chciał mieć jakiś dach nad głową. Widocznie takie było prawo. Na pewno nie były to rodziny z" ruskiej dziczy ". Bez przesady. Po prostu przyzwyczaili się, że sami mieszkali choć do końca nie mieli do ziemi własnych praw , to taki obcy stawał się od razu wrogiem.

          • 0 5

          • owczesne panstwo staralo sie by kazdy mial dach nad glowa, a zasoby po przedwojniu a potem wojnie skape

            • 1 0

    • a jak nie miałes butów przebranych to ci też wyżucił prz ez okno (2)

      • 5 0

      • Szkoda

        ze polonista nie byl wymagajacy

        • 23 0

      • a jak nie miales butow przebranych...

        Widocznie biegales po te buty non stop skoro z ortografia do dzisiaj nie tak.

        • 2 0

  • (4)

    To ruina to dworek ??? To jakaś samowola budowlana bez stylu.

    • 12 77

    • Najpierw przeczytaj artykuł, a potem odpowiedz sobie na pytanie. Czytanie nie boli. (3)

      • 9 4

      • (2)

        Bez urazy, ale niektórzy z powodów chyba nie obycia lub kompleksów narodowych doszukują się w byle ruinie znamion dworku lub pałacu. Zapraszam tych, którzy jeszcze nie mieli okazji wyjechać poza własne osiedle do np. odwiedzenia stron internetowych wpisując dworek, jeśli to kogoś zainteresuje warto też pojechać i zobaczyć wybrane. Możliwe, ze poglądy mogą się trochę odmienić. Można tez nie dokształcać się i pozostać przekonanym o wielkości swoich poglądów. Pozdrawiam.

        • 5 2

        • moze nie jest to klasyk

          z podcieniem i dachem mansardowym...
          Ale pewne podstawowe cechy ma. Tym bardziej, że nie jest naśladownictwem a efektem pomysłu własciciela na to miejsce. Zwłaszcza w warstwie mentalnej, jako miejsce zamieszkania kilku pokoleń jednej rodziny... A że wizje się "rozeszły"...

          • 5 0

        • Raczej kompleksy powodują że na widok maszkary folkswagen robisz w majty.
          A pięknej kompozycji nie poznasz bez certyfikatu.

          • 5 3

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.