Fakty i opinie

stat

Jak Czesi (groźnie) na Gdańsk spoglądali

artykuł historyczny
Pisał Jan Długosz: „...wszystko wojsko, tak konne jako i piesze, rzuciwszy się w bród morski jak tylko mogło najgłębiej, po falach wyprawiało sobie gonitwy; harcowali jedni z drugimi, i przez długi czas bawili się taką igraszką. Wielu zaś spomiędzy Czechów nalewało wodę morską w flaszki, i zaniosło ją potem do swoich, na pamiątkę tak dalekiej wyprawy.” Obraz Adolfa Liebschera pt. „Czesi nad Bałtykiem”.
Pisał Jan Długosz: „...wszystko wojsko, tak konne jako i piesze, rzuciwszy się w bród morski jak tylko mogło najgłębiej, po falach wyprawiało sobie gonitwy; harcowali jedni z drugimi, i przez długi czas bawili się taką igraszką. Wielu zaś spomiędzy Czechów nalewało wodę morską w flaszki, i zaniosło ją potem do swoich, na pamiątkę tak dalekiej wyprawy.” Obraz Adolfa Liebschera pt. „Czesi nad Bałtykiem”. fot. ao-institut.cz/Galerie/Ceska-zeme/

Co trójmiejskie plaże mogą mieć wspólnego z "trylogią husycką" Andrzeja Sapkowskiego, poza tym, że niektórzy plażowicze pewnie zaczytywali się tą powieścią? Kilka lat po opisanych na jej kartach wydarzeniach, jeden z bohaterów książki stanął wojennym zagonem nad Zatoką Gdańską i napędził niezłego stracha mieszkańcom tych ziem.



Na obrazie Hugo Schüllingera pt. „Czesi nad Morzem Bałtyckim”, widać m. in. charakterystyczny husycki wóz bojowy.
Na obrazie Hugo Schüllingera pt. „Czesi nad Morzem Bałtyckim”, widać m. in. charakterystyczny husycki wóz bojowy. fot. ao-institut.cz/Galerie/Ceska-zeme/
Tablica w prezbiterium oliwskiej katedry. W piątej linijce od dołu wymienieni „hussitae haeretici”. Z albumu M. i A. Szypowskich „Oliwa. Muzyka wieków”, Wydawnictwo Interpress.
Tablica w prezbiterium oliwskiej katedry. W piątej linijce od dołu wymienieni „hussitae haeretici”. Z albumu M. i A. Szypowskich „Oliwa. Muzyka wieków”, Wydawnictwo Interpress.
Tym wojownikiem był Jan Czapek z San (Jan Čapek ze Sán), w tamtym czasie hejtman (dowódca) grupy najwaleczniejszych zwolenników nauk Jana Husa, którzy - od śmierci w 1425 r. swojego wielkiego wodza, Jana Żiżki - nazywali sami siebie "sierotkami".

Z jakiego powodu oddział groźnych "sierotek", tych "bożych bojowników" zapuścił się z dalekich Moraw i Czech aż nad Bałtyk? Geopolityka. Królestwo Polskie w ostatnich latach panowania Władysława Jagiełły, przeszło dwadzieścia lat po Grunwaldzie, było już europejskim mocarstwem. Próbując je osłabić, jego przeciwnicy - Zygmunt Luksemburski i zakon krzyżacki - starali się rozbić unię polsko-litewską, po śmierci wielkiego księcia Witolda popierając ambicje najmłodszego brata króla Władysława, niejakiego Świdrygiełły. W ramach dywersji i dążąc do osłabienia sił Polski, wojska krzyżackie najechały i spustoszyły ziemię dobrzyńską, Kujawy i Krajnę, zajmując ważny zamek w Nieszawie.

W tym samym czasie czescy husyci stanowili postrach rycerstwa z krajów ościennych, a odparcie w latach 1420-1431 pięciu kierowanych przeciwko nim krucjat dało im sławę niezwyciężonych żołnierzy. W 1432 r. hejtman Jan Czapek przybył do Polski i złożył ofertę wspólnej walki przeciw zakonowi krzyżackiemu. Umowę zawarto, mimo iż wielu przedstawicieli kościoła w Polsce sprzeciwiało się jakimkolwiek układom z "heretykami". Czapek wysłał następnie do wielkiego mistrza krzyżackiego list informujący o przymierzu polsko-czeskim i wzywający do zaniechania napaści na Polskę. Reakcją krzyżaków były gorączkowe przygotowania do obrony i rozpaczliwe apele do miast i rycerstwa o pomoc przeciw husytom.

Kampania rozpoczęła się w czerwcu 1433 r. Czesi, w sile 900 jeźdźców, 7 tys. pieszych i 350 okutych wozów bojowych, wspierani przez 200 polskich konnych, wtargnęli na ziemie krzyżackie od zachodu. Pod Myśliborzem dołączył do nich Sędziwój z Ostroroga z rycerstwem wielkopolskim, a następnie pod Chojnicami główne siły polskie, które prowadził kasztelan krakowski Mikołaj z Michałowa.

Zgodnie ze strategicznymi założeniami, wyprawa miała charakter odwetowy, zmierzający do spustoszenia kraju i zastraszenia jego mieszkańców, nie zaś do podboju. Po złupieniu miast Nowej Marchii (m. in. Strzelce, Dobiegniew, Choszczno, Myślibórz) wyprawa zmitrężyła kilka tygodni, bezskutecznie oblegając Chojnice. Ciągnąc dalej ku morzu, Czesi spustoszyli klasztor w Pelplinie, a wojska polskie nadspodziewanie łatwo zajęły Tczew. Tu w pełni pokazał się brutalny charakter tej wojny. Gdy husyci odkryli pośród wziętych do niewoli obrońców Tczewa wielu zaciężnych Czechów, spalili ich na stosie za to, iż "przeciw własnemu narodowi dawali pomoc Niemcom, i przyszli do Prus najemniczym orężem wojować z królem polskim i Polakami, którzy dla wspólności języka zawsze byli Czechom przychylni."

1 września 1433 r. Czesi i Polacy stanęli na Biskupiej Górce zobacz na mapie Gdańska, skąd oczom ich ukazał się Gdańsk i Morze Bałtyckie. Według miejscowego kronikarza "było ich tylu na wysokim wierzchołku, że podobni byli do mrówek". Zaś Jan Długosz opisuje: "... stali przez cztery dni obozem, i bijąc z dział i kusz do miasta, znacznie mury osłabili; łatwo bowiem było z góry miotać na nie pociski."

Ostrzał i działania zaczepne spowodowały pewne zniszczenia w mieście, m. in. spłonął szpital i kościół św. Jakuba zobacz na mapie Gdańska, leżący wtedy poza zasięgiem fortyfikacji. Gdańsk był jednak zbyt dobrze ufortyfikowany, by porywać się na jego zdobywanie. Zamiast tego husyci, dla których ulubionym celem byli księża i klasztory katolickie, zaatakowali jeszcze klasztor w Oliwie zobacz na mapie Gdańska. Tamtejszym cystersom udało się chyba ujść z życiem, ale klasztor z kościołem został obrabowany i spalony.

Następnie oddziały polsko-czeskie pomaszerowały nad morze, gdzie, według słów Długosza "...wszystko wojsko, tak konne jako i piesze, rzuciwszy się w bród morski jak tylko mogło najgłębiej, po falach wyprawiało sobie gonitwy; harcowali jedni z drugimi, i przez długi czas bawili się taką igraszką. Piękny to był i wesoły dzień dla rycerstwa polskiego, które spustoszywszy srodze kraje nieprzyjacielskie, dotarło zwycięsko i bez szkody aż do morskiego oceanu. Zaczem wielu z Polaków pasowano wtedy na rycerzy i przyjęto za wykonaniem uroczystej przysięgi w poczet rycerski. Wielu zaś spomiędzy Czechów nalewało wodę morską w flaszki, i zaniosło ją potem do swoich, na pamiątkę tak dalekiej wyprawy."

W Gdańsku trwałym śladem pamięci o tych wydarzeniach jest, znajdująca się w prezbiterium Katedry Oliwskiej tablica z 1613 r. Wśród wymienionych na niej klęsk i zniszczeń, jakie na przestrzeni dziejów spotkały kościół i klasztor oliwski, wymienia się pod rokiem 1433 (data dzienna została błędnie podana jako 4 grudnia) zniszczenie ogniem i żelazem przez "husytów heretyków".

Jest też, całkiem niedaleko Jelitkowa, ulica Husytów zobacz na mapie Gdańskana Osiedlu Wejhera - ciekawe, czy jej mieszkańcy domyślają się, czemu nosi akurat taką nazwę?

W Czechach pamięć o rajdzie nad Bałtyk przechowała się przez wieki i miała duże znaczenie dla kształtowania się czeskiej dumy narodowej. W XIX wieku powstawały liczne obrazy, a nawet wiersze opiewające walkę "sierotek" Jana Czapka, uważaną za jeden z największych wyczynów dawnych Czechów.

Marcin Stąporek - autor artykułu pracował w Muzeum Archeologicznym w Gdańsku i Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Gdańsku. Obecnie jest pracownikiem Biura Prezydenta Gdańska ds. Kultury. Jest historycznym publicystą, związanym z gdańską Akademią Rzygaczy.

Opinie (107) 9 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.