Fakty i opinie

stat

Piwna pasja miejskiego konserwatora zabytków


Z Madagaskaru, Bhutanu, a nawet z Papui-Nowej Gwinei. W swojej kolekcji Grzegorz Sulikowski ma piwne etykiety ze 125 krajów. Mieszkaniec Gdańska, który rozpoczął zbieranie na początku lat 90. ubiegłego wieku, posiada dziś około 25 tys. etykiet.



Czy kolekcjonujesz jakieś przedmioty?

tak i od lat regularnie powiększam swoją kolekcję 25%
tak, ale od niedawna 9%
kiedyś to robiłem, ale mi się znudziło 47%
nie, to strata czasu 19%
zakończona Łącznie głosów: 277
Na kanadyjskiej wyje wilk, a na argentyńskiej pręży się iguana. Zwierzęta często goszczą na piwnych etykietach. Grzegorz Sulikowski ma więc wielki papierowy zwierzyniec. I to z rzadkimi gatunkami.

- To etykieta piwa z Bhutanu w Himalajach z sympatyczną pandą małą, a to rajski ptak na etykiecie z Papui-Nowej Gwinei - prezentuje Grzegorz Sulikowski, na co dzień miejski konserwator zabytków w Gdańsku.
Zobacz ponad 50 odcinków cyklu Pasjonaci

- Założenie mam na razie takie, aby mieć z każdego kraju na świecie przynajmniej jedną etykietę - tłumaczy obecność w swojej kolekcji przedmiotów z bardzo dalekich zakątków.
A zaczynał od etykiet z butelek piwa, które pojawiły się w polskich sklepach na początku lat 90. ubiegłego wieku. Był to czas ustrojowej transformacji i sporych zmian. Także tych piwnych.

- Nagle zrobiło się kolorowo na półkach z piwem. To był taki impuls, który spowodował, że zacząłem zbierać etykiety - wspomina po latach.
Poza zagranicznymi etykietami pan Grzegorz odkrywał też wiele polskich z czasów PRL-u, o istnieniu których nie wiedział. Zaskoczeniem były dla niego zwłaszcza ich wzory.

- Po II wojnie światowej w Polsce były tysiące etykiet, tyle że zaopatrzone w nie butelki z piwem były na przykład dostępne jedynie na jakimś terenie bądź tylko przez krótki okres czasu. Jeżdżąc na spotkania kolekcjonerów okazywało się, że są etykiety, które mają bardzo interesujące wzory - opowiada kolekcjoner.
Ciepła woda, skalpel i rozpuszczalnik

Obecnie pasjonat ma etykiety ze 125 krajów. W dokładnie opisanych segregatorach spoczywa ok. 25 tysięcy sztuk. Pan Grzegorz nie uważa jednak tego za wielką kolekcję.

- Są osoby, które mają zdecydowanie większe. Natomiast ta kolekcja sprawia przyjemność, a jednocześnie pozwala człowiekowi ogarnąć taką liczbę etykiet. Przeglądając ją wiele razy, mam na tyle wyrobiony wzrok i pamięć, że wiem, jakich etykiet nie mam - przyznaje Grzegorz.
Pasjonat nie zamierza bowiem poprzestawać na 25 tysiącach. Chce, aby kolekcje stale rosła. Choć wprowadził też pewne ograniczenie.

- Ustaliłem sobie limit roczny na tysiąc etykiet. Oczywiście, nie wypijam w roku tyle piw, bo byłoby to szkodliwe dla zdrowia i mało dydaktyczne. Natomiast są inne sposoby ich pozyskiwania. Przede wszystkim wymiany z innymi kolekcjonerami i spotkania na festiwalach piwa, gdzie można otrzymać sporą liczbę etykiet od browarników.
Przeczytaj też: Zbiera butelki ze starych browarów

Bywa też, że etykiety do kolekcji trzeba najpierw odklejać z butelek. Jak przyznaje pasjonat, najprostszym sposobem jest wymoczenie butelki w ciepłej wodzie.

- Tak można odzyskać 60 proc. etykiet z butelek. Poza tym są też etykiety wykonane z twardego papieru, które trzeba odciągać i te bardzo uparte, które wymagają nagrzania butelki i zdejmowania skalpelem - zdradza pasjonat.
Kolekcjoner próbował też używać rozpuszczalnika, bo niektóre kleje bywały na tyle mocne, że nie mógł w żaden sposób oddzielić etykiet od butelek. Tyle że metoda okazała się ryzykowna, bo nie każda etykieta dobrze znosi rozpuszczalnik.

Końskie łby i słup graniczny

W kolekcji Grzegorza osobny segregator poświęcony jest browarowi we Wrzeszczu. Są tu etykiety choćby piwa "Patrycjusz", "Gdańskie Eksportowe" czy "Piwo Morskie".

- Te ostatnie powstawało na początku lat 80. ubiegłego wieku, kiedy w Polsce panował kryzys i były bardzo duże problemy z dostaniem wielu produktów. Gdyby spytać się piwosza z tamtego okresu, jakie było najgorsze piwo, to niewątpliwie wymieniłby "Morskie" - przekonuje kolekcjoner.
- A to już etykiety Heveliusa - prezentuje pasjonat i opowiada. - Było to pod koniec lat 80. Zaczęło się poprawiać w kraju, więc poprawił się zarówno wygląd etykiet, jak i piwo. Hevelius był bardzo dobrym, markowym piwem.
Przeczytaj też: Historia browaru we Wrzeszczu

Najstarszą etykietą z browaru we Wrzeszczu, jaką pan Grzegorz ma w kolekcji, jest prostokątna z logo Polskiego Przemysłu Fermentacyjnego. Jak wyjaśnia pasjonat, pochodzi ona z drugiej połowy lat 40. XX wieku. Natomiast najstarszą w całej kolekcji jest niewielka etykieta z Warszawy.

- Pochodzi z browaru Seweryn Jung i jest to mniej więcej okres I wojny światowej. Jest dopracowana i kolorowa, więc już wtedy potrafiono dbać o etykiety. Musiały w końcu przyciągać wzrok klientów.
Rozpoznawalne etykiety piwne to bowiem podstawa. I tak na pilznerze z Madagaskaru widać trzy końskie łby, na lagerze z Lesotho głowę lwa, a na polskim z Bieszczad dwa misie z kuflami złocistego napoju.

- Niektóre etykiety to takie małe graficzne dzieła sztuki. Naprawdę miło jest na nie popatrzeć - puentuje kolekcjoner.

Szalone konstrukcje i dziwaczne rozwiązania, czyli początki broni pancernej

Opinie (78) 8 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.