Fakty i opinie

stat

Tajemniczy wrak i jego 40 armat

Wydobycie armat z dna Bałtyku.



Podczas prac badawczych dna Bałtyku pod przyszłą farmę wiatrową, prywatna firma natknęła się na kilkanaście wraków statków. Razem z naukowcami, nurkami i Marynarką Wojenną wydobyła z jednego z nich 40 armat, naczynia i przyrządy nawigacyjne. A to dopiero początek cennych znalezisk.



Armaty tuż przed wydobyciem.
Armaty tuż przed wydobyciem. mat. prasowe
Dwie z wydobytych armat.
Dwie z wydobytych armat. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl
Gdyby nie prace badawcze Instytutu Morskiego w Gdańsku, który działał na zlecenie firmy Generpol, planującej postawić na Bałtyku farmę wiatrową, nie byłoby takiego odkrycia. A jest ono spore i według naukowców - to dopiero zapowiedź tego, co jeszcze przyjdzie im odkryć na dnie.

- Na Ławicy Słupskiej, na wysokości Ustki, na głębokości ok. 40 metrów odkryliśmy kilkanaście wraków, z czego szczególnie interesowały nas cztery. Dwa tygodnie temu wydobyliśmy cztery z blisko 40 dział, które pochodzą najprawdopodobniej z połowy XVIII wieku [naukowcy datują je wstępnie na rok 1771 - przyp. red] - mówi Iwona Pomian, kierownik działu Badań Podwodnych CMM, archeolog podwodny. - To wielka niespodzianka, tym ciekawsza, że z wraku pozostały tylko działa i kilka wręg. Niedaleko rozrzucone są szczątki drewnianego żaglowca. Jednak przedmioty pochodzące z niego, a więc rozmaite naczynia fajansowe, kamionka czy niezbita klepsydra, pochodzą z połowy XIX w.

Naukowcy na razie nie znają dokładnego wieku wraku, nie są w stanie też podać jego nazwy. Wydobyte działa posiadają jednak szwedzkie oznakowania, więc niewykluczone, że więcej informacji dostarczą szwedzkie archiwa.

Akcję wydobywczą, która rozpoczęła się 6 czerwca pod nazwą "Wiatrem gnane", zorganizowali: Centralne Muzeum Morskie, Instytut Morski i firma Generpol. W wydobyciu armat pomagali też nurkowie - wolontariusze i Marynarka Wojenna.

- Kiedy zszedłem na dno, ujrzałem naprawdę niesamowite rzeczy. Rzadko bowiem można zobaczyć taką ilość dział zebraną w jednym miejscu - mówi Dimitris Stavrakakis, nurek - wolontariusz. - Do tej pory słyszeliśmy lub sami natykaliśmy się na żaglowce, które miały dwa, góra trzy działka okrętowe, a tu mamy do czynienia z dużą ilością, sporych - bo niektóre dochodzą do trzech, czterech metrów - armat. Gdy je zobaczyłem, od razu skojarzyły mi się z działem Kmicica - uśmiecha się.

Nurkowie najpierw zrobili pomiary armat, potem przystąpili do ich wydobycia. Tym zajęła się głównie Marynarka Wojenna, która zaoferowała swój sprzęt i nurków.

- Do prac archeologicznych przygotowywaliśmy się od jakiegoś czasu. Ustalaliśmy całą logistykę podnoszenia armat. Nurkowie zjeżdżali dzwonem na głębokość 42 metrów, mocowali taśmy na armacie, które następnie, podczepiane do haka dźwigu, były wyciągane - opowiada kmdr Wiesław Wilk, szef Ratownictwa Morskiego Dowództwa Marynarki Wojennej. - Nasi nurkowie są specjalistami, pracowali już na wielu wrakach. Koszty tego przedsięwzięcia są kosztami rutynowego szkolenia marynarki.

Nurkowie mieli do dyspozycji też specjalistyczny sprzęt, czyli choćby tzw. "dzwon" - urządzenie stanowiące ich bazę pod wodą, gdzie mogli się skryć w razie potrzeby, czy połączyć z jednostką na górze.
Koszty akcji wziął na siebie Instytut Morski i firma Generpol z Gdańska, która planuje utworzyć na Bałtyku farmę wiatrową.

Opinie (46) 20 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.