Fakty i opinie

Willa Stolzenfelsa - świadectwo zaniedbania

13 czerwca Naczelny Sąd Administracyjny uchylił zaskarżone przez Janusza Gocławskiego i Tadeusza Kowalkowskiego, właścicieli zabudowanej nieruchomości przy ul. Haffnera 86 w Sopocie, postanowienie generalnego konserwatora zabytków.

Przedmiotem odwołania był neorenesansowy dworek z 1870 roku. Właściciele zarejestrowanej w obiekcie spółki "Inwest Tur" otrzymali nakaz zabezpieczenia do końca listopada zniszczonej willi przed dalszą degradacją i dewastacją.

W ciągu minionych dziesięciu lat willa wielokrotnie zmieniała właścicieli. W 1994 roku wojewoda gdański przekazał obiekt gminie Sopot. Trzy lata później sopoccy radni zamienili działkę przy ul. Haffnera 86 na działkę położoną w Gdańsku Kokoszkach. Równocześnie zwrócili archidiecezji gdańskiej, właścicielowi działki w Gdańsku, różnicę między wartością obu terenów (1,5 mln zł). W 1998 roku działający w imieniu archidiecezji ks. prałat Albin Potracki zbył za 1,5 mln zł nieruchomość. Akta księgi wieczystej podają, że budynek nie był przeznaczony na działalność gospodarczą. Mimo to kupujący nabyli willę na siedzibę firmy oferującej usługi turystyczne, remontowo-budowlane, handel kwiatami i artykułami przemysłowymi.

Chociaż firma "Inwest Tur" zarejestrowała swoją działalność w budynku w lutym 1998 roku, willa stała pusta. Pozostawiona bez dozoru gospodarza posiadłość popadała w ruinę. W marcu ub. roku Janusz Gocławski i Tadeusz Kowalkowski starali się o pozwolenie na zburzenie obiektu, co zaskutkowało rozpoczęciem przez miejskiego konserwatora procedury związanej z wpisaniem willi do rejestru zabytków. W sierpniu ub. roku willa uzyskała status zabytku. Właściciele odwołali się od tej decyzji do pomorskiego, następnie generalnego konserwatora zabytków, aż sprawa trafiła do NSA. Jednym z argumentów, jakiego użyli, były pieniądze. Koszt całkowitego remontu przewyższał według nich koszty budowy nowego obiektu.

Powstał nawet projekt nowoczesnego hotelu z podziemnym parkingiem. Decyzja NSA przekreślała zburzenie obiektu, więc Janusz Gocławski i Tadeusz Kowalkowski postanowili sprzedać willę. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że wśród zainteresowanych był m.in. bank Millennium, firma z Wrocławia oraz jedno z ministerstw. W sierpniu br. sprzedający willę Stolzenfelsa zawarli przedwstępną umowę z Robertem W. i Romanem A. (nazwiska znane red.).

- Obecni właściciele przedstawili nam dokumenty umożliwiające przebudowanie obiektu. Inne informacje uzyskaliśmy w Urzędzie Miasta - powiedział "Głosowi" Roman A. - Na ostateczną decyzję mamy czas do końca grudnia, ale nie jesteśmy zainteresowani wejściem w ten niejasny układ.

Janusz Gocławski i Tadeusz Kowalkowski mimo wcześniejszych deklaracji o remoncie, nie zrobili niczego w kierunku zabezpieczenia budynku przed postępującą degradacją. Wnętrza zostały zdewastowane, pozbawione drewnianego parkietu, pieców. W krótkim czasie willa Stolzenfelsa stała się miejscem spotkań bezdomnych oraz nadużywających alkoholu i narkotyków.
- Właściciele nie zrobili niczego w kierunku zabezpieczenia ich własności - stwierdziła Elżbieta Sieniawska, inspektor Wojewódzkiego Oddziału Służby Ochrony Zabytków w Gdańsku. - Bez problemu można wejść do wewnątrz. Podczas wizji lokalnej, która odbyła się we wrześniu, zastaliśmy tam bezdomnego.

W razie niewykonania nakazu pomorski wojewódzki konserwator zabytków może jedynie nałożyć na właścicieli karę grzywny lub skierować sprawę do prokuratury. Takie restrykcje są niewspółmierne do wartości dobra kultury, a procedury trwają miesiącami i nie działają na korzyść prawie całkowicie zrujnowanego zabytku.

Opinie (2)

  • Czarna mafia

    No i oczywiście klecha dostał dworek i go zbył za kase.
    Ale AWS juz sie skonczyla. Tylko co teraz z dworkiem???
    Hm.... Pewnie niemcy go wykupia.

    • 1 0

  • Wcześniej

    O tym bulwersującym przypadku pisałem wcześniej.
    Czytaj - Tygodnik Antyklerykalny "FAKTY i MITY" Nr.43 /2001
    z dnia 26.10.br. , a w nim artykuł "Dobroć za milion dolarów".
    Takie są niestety skutki proklerykalnych działań większości
    samorządów lokalnych i braku kontroli ogółu społeczeństwa
    nad przydziałem "darów" będących tylko przedmiotem
    dalszego zbycia. Resztę pozostawiam bez komentarza.

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.