Trójmiejskie "afterownie". Gdzie ich szukać?
Poranni imprezowicze często mają jeszcze sporo energii.
Afterownia to taki klub, gdzie schodzą się ludzie, gdy już wszystko zamknięte. Na parkiecie gorąco się robi około ósmej, a imprezy kończą się... po południu. Czy są takie miejsca w Trójmieście?
W Warszawie jest klub Lustra, w którym imprezy się rozkręcają koło ósmej, a kończą koło południa. Wydaje mi się, że takich klubów w Trójmieście nie ma.Jedną z pierwszych "afterowni" w Sopocie był klub Pompon przy ul. 1 Maja, który powstał w 2006 roku. Z początku był to klub, w którym bywały osoby homoseksualne, później przerodził się w rasowy klub "poranny". Później całonocnych utracjuszy przejęła sąsiednia Klubowa - mikroskopijny klubik, w którym nad ranem panował niezwykły tłok, a wystrój przypominał enerdowskie lata 70. Inny klub gejowski - Faktoria - również w pewnym momencie został "przerobiony" na afterownię. Co ciekawe, ten ostatni klub sąsiadował z piekarnią - oba lokale były czynne w podobnych godzinach. Wszystkie te kluby już nie istnieją.
- Afterownie mają to do siebie, że właścicielom trudno nad nimi zapanować - mówi jeden z menadżerów znanego sopockiego klubu. - Nad ranem w takich miejscach pojawia się często sporo towarzystwa szemranego, panie do towarzystwa, panowie handlujący narkotykami. Jak raz się pojawią, trudno się ich pozbyć. Dlatego m.in. padła jedna z ostatnich sopockich afterowni, czyli Pepe.
Co to jest afterownia?
- To takie miejsca, gdzie schodzi się branża gastronomiczna - śmieje się DJ Vibe. - Barmani, kelnerki, DJ-e schodzą po skończonej szychcie i zaglądają na chwilę, żeby się odprężyć po robocie. Czasami się zdarza, że jakaś impreza się rozkręci i potrwa długo, nawet do południa. Wtedy idzie fama na miasto i ludzie zaczynają zaglądać. Przychodzą znajomi, znajomi znajomych i tak to się kręci.
W całym Trójmieście sławą knajpy (niemal) 24-godzinnej cieszy się Cafe Absinthe
- W Warszawie sławny jest klub Lustra - mówi DJ Vibe. - Tam o godzinie szóstej jest tak, jak w normalnym klubie o 22:30. Ktoś tam zajrzy, ktoś wypije drinka. Imprezy się rozkręcają koło ósmej - dziewiątej, wtedy na parkiecie jest największy ruch. Impreza się kończy koło południa. Wydaje mi się, że takich klubów w Trójmieście nie ma.
O piątej koniec imprezy
Sopockie afterownie mają problem z powodu przepisów wprowadzonych przez tamtejszy magistrat. Wszystkie imprezy muszą zakończyć się o godzinie 5 nad ranem. Od feralnych oczepin studenckich w 2014 roku urzędnicy sopoccy sumiennie kontrolują kluby (o czym przekonała się Zatoka Sztuki), więc nawet w Sfinksie, który słynął z porannych tańców, imprezy kończą się przeważnie zgodnie z przepisami.
- To nie jest dobry przepis - mówi menedżer jednego z sopockich klubów. - Równo o piątej na ulicy nagle robi się tłum. Wiadomo - ludzie są podpici, "rozbawieni", czasem robi się naprawdę niebezpiecznie. Chcą się dalej bawić, ale nie mają gdzie, więc idą do sklepów nocnych i potem piją na ławkach. Chyba lepiej, żeby mieli miejsce dla siebie w jakiejś afterowni.
Niektóre kluby próbują obchodzić ten przepis. O piątej zamykają drzwi, ale zostawiają jeszcze jeden parkiet czynny, przeważnie pod ziemią, tak żeby muzyka nie była słyszalna na zewnątrz. Jeszcze niedawno branża gastronomiczna spotykała się na tarasie na najwyższym piętrze Versalki. Tam imprezy się kręciły do dziewiątej. Ale Versalki już nie ma.
A może plażing?
Jest jednak jedno miejsce, które wybierane jest i będzie na "aftery" bez względu na koniunkturę.
- Po zakończonych melanżach zwykle chodzimy na plażę - mówi 23-letni Filip z Gdyni. - Impreza się kończy, pada hasło - idziemy na wschód słońca. Każdy zamawia jeszcze ostatniego drinka i w drogę!
