Fakty i opinie

stat

Bronek na wózku skutecznie walczy o prawa niepełnosprawnych

Bronisław Waśniewski pokazuje, na jakie przeszkody mogą natrafić niepełnosprawni w centrum Gdyni.


Władze Sądu Rejonowego zobacz na mapie Gdyni w Gdyni w końcu uległy i zadeklarowały, że jeszcze w tym roku kupią i zamontują windę. - Jestem szczęśliwy, że po raz kolejny udało mi się coś zdziałać - cieszy się Bronek Waśniewski. Dzięki niemu niepełnosprawnym łatwiej jest też m.in. wejść do gdyńskich autobusów. Jak mówi jednak - potrzeb jest dużo więcej.



Bronek ma nadzieję, że montaż windy w sądzie, zapoczątkuje serię zmian w innych budynkach użyteczności publicznej w mieście.
Bronek ma nadzieję, że montaż windy w sądzie, zapoczątkuje serię zmian w innych budynkach użyteczności publicznej w mieście. fot. Monika Goldszmidt-Czarniak/Trojmiasto.pl
W budynku sądu już od wejścia na niepełnosprawnych czekają utrudnienia w postaci schodów. Dalej jest równie trudno.
W budynku sądu już od wejścia na niepełnosprawnych czekają utrudnienia w postaci schodów. Dalej jest równie trudno. fot. Monika Goldszmidt-Czarniak/Trojmiasto.pl

Czy działanie społeczne ma w obecnych czasach sens?

tak, ale trzeba być silnym i wytrwałym, wtedy można osiągnąć wiele 72%
to zależy w jakim zakresie, łatwiej załatwiać lokalne sprawy 15%
nie, szkoda na to czasu, nikt z pojednczymi osobami się nie liczy 13%
zakończona Łącznie głosów: 298
27-letni Bronisław Waśniewski mieszka z mamą w Redłowie. Niepełnosprawny, z czterokończynowym porażeniem, jest pełen pomysłów i wiary w to, że jego interwencje nie idą na marne.

Zapał do działania pojawił się u niego już podczas nauki w liceum nr VIII na Witominie. Nieprzystosowana w tamtym czasie do potrzeb osób niepełnosprawnych szkoła jako pierwsza testowała jego charakter. Któregoś razu musiał zamówić taksówkę, by pojechać do domu, gdzie mógł skorzystać z toalety. W szkole nie dał rady.

Zabrakło egzaminu z języka

Szybko okazało się, że test zdał z wynikiem bardzo dobrym, podobnie jak egzamin maturalny z dwóch przedmiotów. Do pełni szczęścia zabrakło wyniku z języka obcego. Indywidualny tryb nauczania, z którego musiał skorzystać w połowie nauki, nie pozwolił na rozwinięcie zdolności językowych.

- W międzyczasie zaczął mocno chorować. Znacznie obniżyła się jego odporność. Potrzebne były pieniądze na lekarstwa. Nie myśleliśmy wtedy o kształceniu. Liczyło się tylko zdrowie Bronka, które na szczęście znacznie poprawiło się w ostatnim czasie - wyjaśnia Joanna Waśniewska-Ciechorska, mama.

Udało się mu skończyć kurs archiwistyki. Później kolejny etapem miał być kurs związany z digitalizacją dokumentów. To otwierało możliwość do pracy przy komputerze. Na jego sfinansowanie zabrakło środków. Na inną pracę, niewymagającą pełnej sprawności, nie ma praktycznie szans.

- Chciałem pomóc na poczcie i sortować przesyłki. Byłbym w stanie to robić, jednak zostałem potraktowany jak intruz. W Urzędzie Miasta też nie mam szans na pracę, głównie z powodu mojej niewyraźnej wymowy. Pogodziłem się już z tym. Dodatkowo nie mam wyższego wykształcenia. Zostaje mi działalność społeczna - opowiada.

Miało być prawo

Sympatyczny młodzieniec postanowił, że krok po kroku będzie chciał zmieniać przestrzeń miejską w Gdyni. Wspiera go dwójka kolegów. Zostali ci najbardziej oddani. Reszta wyjechała za granicę, albo pozakładała rodziny. W działalności społecznej pomogła smykałka do wiedzy prawniczej, którą chciał zgłębiać na studiach. Z powodu perypetii musiały wystarczyć książki w domu.

- Czasem sama się zastanawiam, skąd ma taką wiedzę. Na pewno dużo czyta, edukując się w ten sposób. Stara się być ze wszystkimi wydarzeniami społecznymi na bieżąco. Nie ma dla niego problemu, gdy musi napisać odwołanie, czy nawet apelację - zaznacza pani Joanna.

Umiejętności nacisku i opór Bronka poznały już urzędy pocztowe w okolicy jego zamieszkania, które dzięki jego interwencjom zostały przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych.

- Poczta to budynek użyteczności publicznej i uważam, że powinien być przystosowany dla wszystkich, a nie tylko dla wybranych - dopowiada Bronisław.

Udało się autobusami, a sąd czekał

Na pieńku przez chwile miał z kierowcami komunikacji miejskiej. Ilekroć podjeżdżał nowoczesny autobus, Bronisław wraz z mamą oczekiwał na pomoc i wysunięcie platformy dla wózków będącej na wyposażeniu pojazdów. Błagalny wzrok pozostawał bez odzewu. Nawet, gdy się udawało przekonać kierowcę, to zardzewiały sprzęt wielokrotnie odmawiał posłuszeństwa. Pomogła dopiero interwencja u prezydenta Gdyni.

- Był zaskoczony, że taki problem w ogóle istnieje. Udało się i teraz platformy zawsze są wysuwane, a kierowcy zupełnie inaczej podchodzą do osób na wózkach. Mają to zresztą wpisane w obowiązkach pracowniczych - opowiada.

Od pięciu lat spokoju nie daje mu też inna kwestia. Chodzi o brak możliwości swobodnego poruszania się po budynku Sądu Rejonowego w Gdyni. Wejść do środka można od strony Jana z Kolna, jednak bez silnego pomocnika i sprytu nie da się tego zrobić.

Korespondencja z urzędnikami do tej pory nie dawała rezultatu. Najpierw na przeszkodzie stawał Wojewódzki Konserwator Zabytków, który opiekuje się powstałym w latach trzydziestych XX wieku budynkiem. I choć był projekt i pieniądze na realizację inwestycji, koncepcję odłożono na półkę. Gdy biuro konserwatora wreszcie wydało zgodę, okazało się, że środki finansowe już dawno zostały przeznaczone na inny cel.

- Chyba nie do końca traktowano tę sprawę poważnie do tej pory. Bez chęci ze strony urzędników nie można było nic zrobić. Zwykle spotykałem się właśnie z brakiem zainteresowania, a przecież sąd jest obiektem, który powinien być dostępny. Może nawet wcześniej takie zapotrzebowanie nie było po prostu zgłaszane - wyjaśnia.

Światełko w tunelu zapaliło się w ostatnich miesiącach. Skutek przyniosła dopiero korespondencja z urzędnikami najwyższego szczebla - Rzecznikiem Praw Obywatelskich i departamentami Ministerstwa Sprawiedliwości.

- Ministerstwo w odpowiedzi na moje pismo nakazało potraktowanie sprawy windy w gdyńskim sądzie jako priorytet. Biuro rzecznika z kolei zapewniło, że podejmą starania o zmiany w prawie budowlanym, które określą czas na przystosowanie budynków użyteczności publicznej do potrzeb osób niepełnosprawnych - tłumaczy.

20 stycznia prezes Sadu Apelacyjnego w Gdańsku, którego podlega gdyńska jednostka, potwierdził, że zakup windy i jej montaż w budynku jest planowany w najbliższych miesiącach.

- Jest ona ujęta w panach budżetowych na ten rok. Teraz czekamy na zatwierdzenie projektu przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Koszt jest niemały - 500 tys. zł, ale jeśli tylko będą środki finansowe, przystępujemy do działania - zapowiada Roman Kowalkowski, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.

O swojej gotowości zapewniają też w biurze Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

- Jest to budynek użyteczności publicznej i musi być odpowiednio przystosowany. Jeśli trafi do nas projekt, będziemy robili wizję lokalną, by wszystko zostało zrobione zgodnie ze sztuką konserwatorską - wyjaśnia Marcin Tymiński, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Poczta na 10 lutego do poprawki

Na celowniku Bronisława są kolejne budynki. Wciąż liczy, że uda się lepiej zorganizować wjazd na perony na gdyńskim dworcu. Może rozwiązana zostanie też sprawa ciężkich drzwi wejściowych, które nie tylko osobom na wózkach sprawiają problemy. Jak mówi, nie działa również winda dla niepełnosprawnych w komisariacie na Wzgórzu, choć to obiekt nowy.

"Oczkiem w głowie" Bronka jest teraz jednak budynek pocztowy przy ul. 10 lutego. Gdy stoimy przed nim, mija nas opiekunka pchająca osobę na wózku.

- Od strony ul. Władysława IV jest wejście do salonu Orange i winda dla niepełnosprawnych, tamtędy można wejść - sugeruje.

Idziemy w tę stronę. Na miejscu okazuje się, że owszem, winda jest, jednak nikt z pracowników nie ma klucza, by ją obsłużyć. Dodatkowo przejście do gmachu pocztowego nie jest możliwe.

Wracamy pod główne wejście. Naklejki na drzwiach sugerują, że jest on przystosowany dla osób niepełnosprawnych. Na twarzy Bronka pojawia się towarzyszący mu praktycznie przez cały czas uśmiech.

- Wysokie schody i już jesteś bez szans na wejście nawet z opiekunem. W środku są kolejne schody, więc o żadnym przystosowaniu nie może być mowy. Nie wiem, po co te naklejki. Chyba tylko, żeby dobrze wyglądały, a wystarczyłaby rampa podobna do tej przy dworcu oraz umożliwienie podjazdu na trzech wewnętrznych schodkach. Chyba trzeba będzie się tym zająć poważniej - zaznacza się Bronek.

Opinie (113) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.