Formoza szuka kandydatów na komandosów

Rusza rekrutacja do stacjonującej w Gdyni elitarnej jednostki morskich komandosów Formoza. Kandydaci muszą wykazać się nie tylko ponadprzeciętną sprawnością fizyczną, ale też wytrzymałością psychiczną. Podczas rekrutacji w ekstremalnych sytuacjach będą pod stałą obserwacją psychologów. Opowiada nam o tym komandos Formozy.



Etapy rekrutacji do Formozy.
Etapy rekrutacji do Formozy. mat. prasowe
O działaniach polskich komandosów dowiadujemy się najczęściej po latach. Ich akcje są oczywiście ściśle tajne, ale wiadomo, że ostatnio mają miejsce głównie poza granicami naszego kraju, gdzie w ramach sojuszy nasi żołnierze wspomagają akcje wojsk zagranicznych. Często te najbardziej spektakularne - polegające na odbijaniu zakładników, przechwytywaniu magazynów broni czy likwidowaniu ośrodków szkoleniowych.

Formoza szuka właśnie komandosów, którzy chcieliby zasilić jej szeregi. Ilu? Nie wiadomo, bo nawet liczebność jednostki jest tajna, ale każdy kto ukończy tzw. selekcję, ma gwarancję zatrudnienia. Nietrudno się więc domyślić, że wymagania są wyśrubowane.

Siła, szybkość i chłodna głowa - rozmawiamy z komandosem Formozy



Na początek trzeba przejść testy sprawnościowe, gdzie wykazać się trzeba siłą, szybkością i wytrzymałością - także psychiczną, bo jednym z najważniejszych elementów jest rozmowa z psychologiem. Od rozmawiających z nami komandosów wiemy, że pytania potrafią zaskoczyć i nie są to zagadki w stylu dawnych rekruterów z korporacji, którzy dopytywali na rozmowach kwalifikacyjnych, jakim zwierzęciem albo instrumentem chciałbyś być...

To jednak dopiero początek.

- Prawdziwe piekło ma nazwę "Bieszczady". Jedziesz w teren, nie wiesz kiedy, bo rozkaz przychodzi, jest odwoływany, potem znowu itd. Musisz cały czas być w szczytowej formie. Jak już pojedziesz, to śpisz w lesie bez namiotu, masz zakaz rozpalania ogniska, wykonujesz zadania, brniesz przez rzeki i strumienie, potem pod górę po kilkadziesiąt kilometrów dziennie. Sen? Jaki sen, instruktorzy się zmieniają i gdy tylko zmrużysz oko, pobudka i kolejna akcja - opowiada nam komandos po "selekcji". - Potem jest niby koniec, siadasz spokojnie z psychologiem i rzeczywiście wygląda to na podsumowanie i ostatni dzień. Po godzinie snu pobudka i dalej w teren. W końcu tracisz rachubę dni z braku snu, zmęczenia, wyziębienia i ciągłego głodu, kończącego się jedzeniem korzeni czy robali.
Co ciekawe, na tym etapie odpada część kandydatów, ale nie z powodu wyczerpania psychicznego czy fizycznego, a... kontuzji.

- Jesteś skonany, zbiegasz z góry, źle stawiasz stopę i już po wszystkim: nie zmieścisz się w czasie ze zwichniętą kostką, choć niejeden próbował. Nie ma nic gorszego, niż przegrać z samym sobą, wiedząc, że było się dobrze przygotowanym. Ale w życiu, jak na polu walki, trzeba też mieć szczęście - opowiada nasz rozmówca.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (242)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »