Fakty i opinie

stat

Modernizacja Marynarki Wojennej: plany, z których niewiele wyszło

Najnowszy artukuł na ten temat

Nauta i Stocznia Wojenna straciły kontrakt na budowę okrętu "Ratownik"

Nowoczesne okręty w polskim porcie? Gdy przypłyną sojusznicy

Kilka miesięcy temu można było zwiedzać wnętrza amerykańskiego niszczyciela USS Gravely, który przypłynął z wizytą do Gdyni.


Na początku grudnia przywódcy państw NATO spotkali się w Londynie. Komentatorzy nadal sprzeczają się czy można liczyć na sukces szczytu, porażkę czy brak przełomu. Nas jednak powinna zainteresować deklaracja, jaka padła ze strony polskiej delegacji, zwłaszcza w kwestii spraw morskich.



Jedną z omawianych w stolicy Wielkiej Brytanii kwestii była inicjatywa gotowości, zwana inaczej "4x30". W jej ramach zakłada się wydzielenie 30 batalionów zmechanizowanych, 30 eskadr lotniczych i 30 okrętów gotowych do działań w ciągu 30 dni. Jak możemy wyczytać w komunikatach:

"Mają to być siły gotowe, wkraczające do akcji w drugiej gotowości po własnych wojskach państw sojuszniczych, wielonarodowych jednostkach takich, jak batalionowe grupy bojowe rozlokowane na wschodniej flance w ramach programów eFP i tFP oraz wojskach VJTF - szpicy NATO, która ma być gotowa do działania w ciągu tygodnia".
Polska, o czym poinformował szef BBN, Paweł Soloch, zadeklarowała udział w tej inicjatywie:

  • dwóch batalionów sił lądowych,
  • dwóch eskadr samolotów F-16,
  • dwóch okrętów zwalczania min.

Patrząc na te ostatnie jako żywo może przypomnieć się popularny ostatnio nie tylko wśród marynarzy żart o tym, że Polska chciała wysłać swe okręty na pomoc Ukrainie, ale nie zgodził się na to konserwator zabytków.

Czyżby zatem teraz taka zgoda się pojawiła?

W jednym z ostatnich artykułów poświęconych Marynarce Wojennej opisywaliśmy zły stan polskich sił podwodnych (choć tu obok teoretycznie trwającego projektu Orka pojawiło się ostatecznie rozwiązanie pomostowe, czyli przejęcie okrętów od Szwedów).

Dziś postaramy się przedstawić stan sił nawodnych oraz co stało się z tak dumnie prezentowanymi projektami ich modernizacji.

Wodowanie niszczyciela min ORP Albatros w październiku 2019


Marynarka Wojenna RP: modernizacja modernizacji



Modernizacja - to słowo pojawia się niemalże w każdej rozmowie dotyczącej Polskiej Marynarki Wojennej. Odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki oraz przez mniej lub bardziej ważnych decydentów, wyjaśnia w zasadzie wszystko i nic. Trzeba otwarcie powiedzieć, że ostatnie lata zostały bezpowrotnie stracone. Nie można nie odnieść wrażenia, że brak jest jakiegokolwiek spójnego planu, który miałby realnie poprawić stan naszej floty. Niestety nadal króluje myśl: "jakoś to będzie".

Nie raz pisaliśmy na łamach naszego portalu o trudnych początkach Marynarki Wojennej tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Wtedy jednak kraj, który po 123 latach niewoli pojawił się ponownie na mapach świata, potrafił lepiej zadbać o swe morskie interesy, niż obecna Rzeczpospolita.

Choć zmagano się z wieloma problemami gospodarczymi, pojawiły się fundusze na zakup nowoczesnych, jak na tamte czasy, okrętów. Dokonywaliśmy zakupów nowych okrętów we Francji, Anglii czy Holandii, dodatkowo w stoczniach krajowych budując niezwykle udane jednostki.

Kto wie, czy gdyby nie wybuch wojny, obok jednostek typu Jaskółka, nie pojawiłby się kontrtorpedowce - stępkę pod pierwszy ORP Huragan położono 15 kwietnia 1939 roku w Gdyni.

Informacje na stornie MON o modernizacjach jednostek Sił Zbrojnych RP.
Informacje na stornie MON o modernizacjach jednostek Sił Zbrojnych RP. zrzut ekranu ze strony MON
Dziś, choć sytuacja ekonomiczna naszego kraju jest nieporównywalnie lepsza niż wtedy, o jakichkolwiek zakupach za granicą nie mamy nawet co marzyć. Chyba, że któryś z naszych sojuszników zgodzi się odstąpić jakiś ze swoich używanych okrętów, co i tak zostanie ogłoszone jako wielki sukces.

Poza udanym projektem Kormoranbudową holowników na nic lepszego ze strony polskich stoczni również nie mamy co liczyć. Wystarczy wspomnieć 20-letnią epopeję Ślązaka, w której, zamiast nowoczesnej uzbrojonej w rakiety fregaty, mamy okręt artyleryjski niemalże taki, jak w dwudziestoleciu międzywojennym, gdy o rakietach nikt jeszcze nie śnił.

Trzon sił nawodnych to, jakżeby inaczej, rozwiązanie pomostowe, czyli fregaty Oliver Hazard Perry. Miały być "na chwilę", by zachować ciągłość szkolenia polskich marynarzy. W planach miały być zastąpione przez nowoczesne jednostki projektu Miecznik.

Jak się okazało, życie szybko zweryfikowało te plany - początkowo obie fregaty miały zostać wycofane do 2024 roku, jednak obecnie ostrożnie podaje się tu rok 2030. Oba okręty weszły do służby w 1980 roku, zatem dziś liczą sobie 39 lat.

Plan na poprawę oczywiście jest jeden - modernizacja. A potem modernizacja do modernizacji i znów "jakoś to będzie". Niestety nawet najlepsza modernizacja nie cofnie czasu.

Po co nam 17 trałowców?



Najliczniej reprezentowaną grupą okrętów w naszej flocie są trałowce. Złośliwi mówią, że mamy ich tyle, że spokojnie moglibyśmy przetrałować wzdłuż i wszerz cały Bałtyk i okoliczne wody. Fakt, liczba 17 jednostek robi wrażenie, szkopuł w tym, że nie są one w stanie wykorzystywać nowoczesnych rozwiązań znajdujących się na niszczycielach min, przez co pracują na takich zasadach, jak podczas II wojny światowej.

Podniesienie bandery na ORP Ślązak. Listopad 2019


Wspomnieliśmy o niszczycielach min - obecnie mamy cztery takie jednostki. Trzy, typu Flaming, są dość wyjątkowe, gdyż, jak czytamy na stronie 8 Flotylli Obrony Wybrzeża: "łączą w sobie cechy trałowca i jednocześnie niszczyciela min. Swoje możliwości walki minowej uzyskały dzięki kompleksowej modernizacji." Nie zmienia to faktu, że jednostki są z połowy lat 60.

Na 30 grudnia zaplanowano opuszczenie bandery i wycofanie ze służby jednego z trałowców: ORP Mewa, zwanego też okrętem papieskim (na jego pokładzie Jan Paweł II płynął po wodach Zatoki Gdańskiej z Gdyni do Gdańska) i pierwszą polską jednostką, która weszła w skład sił morskich NATO.

ORP Kormoran i długo, długo nic



Najnowocześniejszy niszczyciel min, czyli ORP Kormoran, jest jednym z nielicznych nowoczesnych okrętów w naszej flocie. Otwartym pozostaje tylko pytanie: dlaczego to nie on, a wiekowy ORP Flaming neutralizował ostatnio znalezione morskie niewybuchy nieopodal Świnoujścia?

Okręt podwodny ORP Bielik wchodzi do Stoczni Remontowej. Jesień 2019


Nie można zapominać tu o najbardziej zapracowanym polskim okręcie, czyli o ORP Kontradmirał X. Czernicki. Jako jednostka dowodzenia siłami obrony przeciwminowej doskonale się sprawdza, ale nie należy zapominać, że w skład Polskiej Marynarki Wojennej wszedł niejako przez przypadek, po tym, jak jego kadłub przez wiele lat niszczał przy nabrzeżu portowym. Obok wspomnianej wcześniej roli jednostki dowodzenia, jednostka może służyć również jako okręt-baza zaopatrując inne okręty w żywność, amunicję i paliwo.

Małe okręty rakietowe projektu 660 również znalazły się pod polską banderą przez przypadek. Budowane początkowo dla NRD, ostatecznie włączone zostały w skład polskiej floty, ale długo "rakietowymi" były wyłącznie z nazwy. Wystarczy powiedzieć, że podniesienie bander na trzech jednostkach odbywało się kolejno w 1992, 1994 i 1995 roku, a pełna integracja z nowoczesnymi pociskami jakimi obecnie dysponują, czyli BRS-15 Mk.3 zakończyła się w 2015 roku. Wcześniej jednostki "przechodziły modernizację". Okręty miały zostać wycofane w latach 2022 - 2025, ale na chwilę obecną nie podaje się nawet przybliżonej daty opuszczenia bandery.

Dzień otwarty koszar 13. Dywizjonu Trałowców


W skład Polskiej Marynarki Wojennej wchodzą również trzy kutry transportowe oraz pięć okrętów transportowo - minowych typu Lublin. Trzeba przyznać, że wspomniane okręty mają bardzo ładną linię i prezentują się ciekawie, szkoda tylko, że nic poza tym. Koncepcję ich wykorzystania datuje się jeszcze na okres ostatniej wojny światowej. Dziś stawia się głównie jednostki uniwersalne, typu desantowe-doki mogące przeprowadzić desant tak z morza, jak i z powietrza czy też jednostki modułowe, jak na przykład duńskie okręty typu Absalon, które w zależności od konfiguracji mogą być okrętem szpitalnym, desantowym czy jednostką dowodzenia.

ORP Kaszub, czyli nasza jedyna korweta do zwalczania okrętów podwodnych, miał zostać wycofany w 2017 roku. Tak zakładały plany, gdy w 1987 roku podnoszono na okręcie po raz pierwszy banderę. Przewidywano również, że jednostka będzie pierwszą z serii liczącej 4-5 jednostek, ale tu też życie zweryfikowało plany.

ORP Kaszub wpływa do portu w Gdyni.
ORP Kaszub wpływa do portu w Gdyni. fot. Patryk Szczerba/trojmiasto.pl
Kaszub podczas swej służby przeszedł niejedną modernizację - podczas jednej z nich, w 2016 roku, na jego rufie zainstalowano zestaw artyleryjski Tryton, czyli armatę 35 mm Oerlikon wraz z urządzeniami do kierowania ogniem. Na chwile obecną nie ma jednoznacznych planów dotyczących wycofania jednostki.

O ORP Ślązak ostatnio pisano dużo, w tym również na naszym portalu, więc odnotujmy teraz tylko fakt, że ostatnio udało się podnieść na nim biało-czerwoną banderę.

I to tyle jeśli chodzi o jednostki uderzeniowe Polskiej Marynarki Wojennej. Trzeba zaznaczyć, że w jej skład wchodzą jeszcze okręty ratownicze (a w zasadzie jeden ORP Lech, bo drugi - Piast - od 2015 roku znajduje się w remoncie), okręt szkolny (ORP Wodnik, który również obecnie znajduje się w stoczni remontowej) oraz okręty hydrograficzne, rozpoznania radioelektronicznego i pomocnicze. Jak zatem widać, choć potęgą morską raczej nie jesteśmy, to plany, aby to zmienić mamy nader ambitne.

Gdy wejdziemy na oficjalną stronę Ministerstwa Obrony Narodowej, w zakładce "Modernizacja Sił Zbrojnych RP", poza odnośnikiem do ORP Ślązak, budowy nowych holowników czy informacji o Morskiej Jednostce Rakietowej, nie znajdziemy żadnych informacji o planach zmian w naszej flocie.

Plany Modernizacji Sił Zbrojnych RP były imponujące i przedstawiały się następująco:

  • Niszczyciele min typu Kormoran II - projekt jest nader szczęśliwy, gdyż przebiega bez większych problemów i opóźnień. Wszystko wskazuje na to, że planowane na rok 2021 zakończenie budowy trzeciej, ostatniej jednostki obędzie się w terminie.
  • Projekt Holownik - podobnie jak w przypadku Kormorana prace idą bez większych opóźnień. Powstaje tylko pytanie, czy naszej flocie naprawdę na chwilę obecną niezbędnych jest aż sześć nowych holowników.
  • Projekt okrętu obrony wybrzeża Miecznik - według pierwotnych planów z 2013 roku obecnie powinniśmy posiadać już trzy jednostki tego typu w służbie. Na chwilę obecną przebiega proces "redefinicji" wymagań oraz dodatkowych analiz. Nowe założenia mówią o tym, iż w latach 2021 - 2035 mamy pozyskać dwa okręty.
  • Projekt okrętu patrolowego z funkcją zwalczania min Czapla - plan z 2013 roku przewidywał, że w latach 2020 - 2022 zakończona zostanie budowa trzech okrętów. W zmienionym Planie Modernizacji technicznej na lata 2017 - 2026 jednostek już nie przewidywano, a obecnie, po redefinicji wymagań operacyjnych, zrezygnowano z programu.
  • Projekt lekkich okrętów rakietowych Murena to swoista nowość, która pojawiła się w Planie Modernizacji na lata 2021 - 2035. Zakłada on budowę sześciu okrętów o wyporności 450 ton, długości ok. 50 metrów i prędkości ok 50 węzłów. W skład uzbrojenia ma wchodzić osiem rakiet przeciw okrętowych, armata dziobowa (57 lub 76 mm) oraz armata lub armaty przeciwlotnicze kal. 35 mm lub 23 mm.
  • Projekt systemu ochrony sił morskich w portach Ostryga - całkowicie inny wymiar dla naszej Marynarki Wojennej. Plan zakładał wyposażenie portów oraz red w specjalistyczną elektronikę taką jak sonary, czujniki ruchu czy kamery termowizyjne. W przypadku ewentualnego zagrożenia sygnał zostanie przekazany do Centrum Zarządzania Ochroną Sił, a żołnierze będą mogli podjąć odpowiednie czynności zaradcze, takie jak na przykład wysłanie bezzałogowej łodzi celem zneutralizowania zagrożenia. Póki co realizacja została wstrzymana, a jej wznowienie uzależnione jest od znalezienia odpowiednich funduszy.
  • Projekt pływającej stacji demagnetyzacyjnej Magneto - pierwotnie zakładano budowę dwóch okrętów, projektu jednak próżno szukać w Planie Modernizacji Technicznej, bowiem wstrzymano go z powodu braku funduszy.
  • Projekt Transhol zakładał budowę dziewięciu małych okrętów transportowych i komunikacyjnych, ale ze względu na brak środków został zawieszony.
  • Projekt okrętu rozpoznania radiotelegraficznego Delfin - pierwotnie projekt ujęto w Planie Modernizacji Technicznej na lata 2017 - 2026, który zakładał budowę jednego lub dwóch okrętów. W nowym planie na lata 2021 - 2035 Delfin już nie występuje.
  • Projekt okrętu hydrograficznego Hydrograf - były co prawda zapewnienia o potrzebie budowy takich okrętów, ale nie znalazły się one niestety w żadnym Planie Modernizacji Technicznej.
  • Projekt okrętu ratowniczego Ratownik - w 2019 roku miało nastąpić rozpoczęcie budowy pierwszej jednostki, którą miano zakończyć w 2022 roku. Tak zakładał plan na lata 2017 - 2026. W nowym na lata 2021 - 2035 Ratownik już nie występuje.


Czy zatem Polska jest w stanie wystawić dwa okręty, by wypełnić zobowiązania z Londynu? Zapewne tak - możemy przypuszczać, że uda się tam ORP Kormoran i  Kontradmirał X. Czernicki. Może zamiast nich, gotowość ogłosi któryś z niszczycieli min typu Flaming, dając tym samym możliwość marynarzom innych flot zobaczenia na własne oczy kwiatu myśli technologicznej rodem z Układu Warszawskiego, ale - oczywiście! - zmodernizowanego.

Niezaprzeczalne jest jedno - Polska Marynarka Wojenna obrała kurs na dno i niestety ani holowniki, ani dwa pozostałe Kormorany, ani nawet najnowszy "patrolowiec" nie są w stanie tego zmienić.