Niszczeje młyn przy Potoku Oliwskim


Dziurawy dach, góry śmieci we wnętrzach i zdewastowane pomieszczenia. Zrekonstruowany w latach 90. XX wieku budynek młyna przy ul. Pomorskiej w Gdańsku zobacz na mapie Gdańska popada w ruinę. Jego właściciel - Spółdzielnia Pracy "Radius" - obecnie nie interesuje się poprawą losu obiektu, za to nią zainteresowany jest komornik sądowy. Dług wobec miasta za użytkowanie wieczyste wynosi bowiem ponad 170 tys. zł.



Jaka przyszłość twoim zdaniem czeka zrekonstruowany młyn w Oliwie?

Zobacz wyniki (407)
- Kiedyś brama była otwarta, samochody parkowały przed młynem, pies też stróżował. Ale to było dawniej, bo od lat budynek jest pusty - opowiada Krystyna, która spaceruje nieopodal z psem.

Biało-czarny budynek, który stoi nad Potokiem Oliwskim, wygląda niczym szachulcowy młyn sprzed kilku stuleci. Ale to nie zabytek - konstrukcję ma żelbetową. Wybudowano go w latach 90. ubiegłego wieku na miejscu starego młyna, który pamiętał jeszcze czasy polskich królów.

- Wiadomo, że młyn w 1591 roku przekazał opat Dawid Konarski zasłużonemu dla oliwskiego klasztoru cystersów Janowi Doryngowskiemu, a ponad 80 lat później trafił w ręce Gottfrieda Güntera, skąd wzięła się nazwa Günthershof. Następnie obok wybudowano dworek, do którego zawitał nawet francuski książę Conti. Był wtedy jednym z pretendentów do polskiego tronu - po tym, jak zmarł król Jan III Sobieski - tłumaczy Piotr Leżyński, badacz dziejów Oliwy i twórca strony www.dawnaoliwa.pl.

Przez wieki budynek młyna zmieniał swoje funkcje. Od 1736 r. działała w nim kuźnica miedzi, a następnie produkowano tu kaszę i tłoczono olej. Na początku XIX wieku przebudowano go zaś na fabrykę, w której powstawały między innymi karabiny.

- Po czym do 1860 roku funkcjonowała tu odlewnia żelaza i fabryka maszyn, a później był to już młyn zbożowy. Do 1945 roku należał do rodziny Czachowskich - wylicza Leżyński.

Tak wyglądał Güntershofer Mühle w okresie międzywojennym. Po lewej stronie młyna widać nieistniejący już dworek.
Tak wyglądał Güntershofer Mühle w okresie międzywojennym. Po lewej stronie młyna widać nieistniejący już dworek.
Budynek przetrwał obie wojny światowe. Po ostatniej gospodarował w nim stary młynarz, który przeżył tu rodzinną tragedię.

- Na wakacje przyjeżdżał do młynarza wnuczek. Chłopiec razem z innymi dziećmi bawił się w policjantów i złodziei. No i jak to bywa w tej zabawie, pierwsi muszą w końcu złapać tych drugich. Złodzieja obwiązali taką klejącą taśmą izolacyjną jak do przewodów elektrycznych i zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Nie wiadomo jak chłopiec wpadł do stawu przy młynie i wszyscy uciekli. Młody uczeń utopił się. Tragedia - opowiada Benon Lisiński, przedwojenny mieszkaniec Oliwy.

Jak wspomina emeryt, stary młynarz w rok czy dwa po wypadku opuścił budynek. Następnie młyn zarządzany był przez Związek Samopomocy Chłopskiej, po czym do obiektu wprowadziła się Spółdzielnia Pracy "Gedania".

- Produkowano tu między innymi opakowania ze styropianu. Robiono to metodą mokrą, do której niezbędna była para. Z budynku obok, gdzie była kotłownia, para szła do młyna. A że miał on drewnianą konstrukcję, wilgoć niszczyła stropy i nawet interwencja prasy nie pomogła. Ucięto dyskusję, informując, że to produkcja dla wojska - nie kryje żalu Lisiński.

Doprowadzony do ruiny budynek groził zawaleniem, więc w 1989 r. rozpoczęła się rozbiórka. Odbudowywano go w latach 90. przy użyciu ówczesnych materiałów. Obiekt, w którym powstały biura, należał już wtedy do Spółdzielni Pracy "Radius". Ponadto przez lata działała tu - oferująca sejfy i meble - firma Gobi. Z czasem zmieniła ona jednak swoją siedzibę.

Zdjęcie młyna wykonane w okresie, kiedy w środku znajdowały się jeszcze biura.
Zdjęcie młyna wykonane w okresie, kiedy w środku znajdowały się jeszcze biura.
Tymczasem opuszczony budynek należący do Spółdzielni Pracy "Radius", powoli zaczął niszczeć. Do tego latem 2012 r. wybuchł w nim pożar. Ogień zaczął trawić dach i poddasze, ale strażakom udało się ocalić obiekt.

- Dziura w dachu, jaka powstała po pożarze nadal pokryta jest jedynie prowizoryczną, coraz bardziej nieszczelną folią. Szkoda tego budynku - zwraca uwagę Jerzyna Kozak, która napisała w sprawie obiektu do naszego portalu.

Poza dachem pogarsza się również stan wnętrz. W pomieszczeniach, które zajęli bezdomni, zalegają góry śmieci: połamane meble, zerwana wykładzina i różnorakie folie.

- Zauważyłam, że jacyś mężczyźni wchodzą do środka, a któregoś dnia z rana widziałam, jak jeden z nich mył się w pobliskim potoku - opowiada Irena, mieszkanka Żabianki.

- Oczywiście, obiekt jest znany strażnikom - przyznaje Miłosz Jurgielewicz z gdańskiej Straży Miejskiej, po czym wyjaśnia: Chociaż obiekt przy ul. Pomorskiej 98 leży na ogrodzonym terenie prywatnym, to prowadzimy w tym rejonie działania patrolowe, zorientowane głównie na niesienie pomocy osobom bezdomnym. Reagujemy również na zgłoszenia mieszkańców. W tym roku wpłynęło jedno.

Jedno z pomieszczeń zrekonstruowanego młyna.
Jedno z pomieszczeń zrekonstruowanego młyna. fot. trojmiasto.tv
Budynkiem zainteresowane jest po części również miasto. Spółdzielnia Pracy "Radius" przez lata nie płaciła bowiem za użytkowanie wieczyste nieruchomości.

- Są już wyroki sądowe i sprawy u komornika. Łącznie na 175 365,34 złotych - wylicza Dariusz Wołodźko z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

Na razie egzekucja komornicza nie przyniosła oczekiwanych efektów. Problem z właścicielem mają również media, które interesują się sprawą. Spółdzielnia Pracy "Radius" nie posiada bowiem numeru telefonu, a adres jej siedziby to... budynek przy Pomorskiej 98, gdzie mieszkają bezdomni. Stąd kłopoty z uzyskaniem komentarza.

- Obiekty takie jak młyn czy zabytkowa zajezdnia w Oliwie dodają charakteru dzielnicy i naprawdę szkoda, że nikt o nie nie dba - martwi się Jerzyna Kozak.

Czytaj także: Gdańsk 1945 oczami syna przedwojennego krawca

Opinie (62) 2 zablokowane

  • Wywłaszczyć tą spółdzielnię. (2)

    Później sprzedać komuś kto zrobi tam pub.

    • 135 7

    • Uzytkowanie wieczyste.nie motywuje do dzialania. Ten przezytek komunizmu.

      • 19 3

    • do odpowiedzialności pociągnąć osoby z Zarządu spółdzielni.
      Miały nieruchomość i dopuściły do jej degradacji - zadziałały na szkodę spółdzielców.
      Czemu nie złożyły wniosku o upadłość?
      Żadne wywłaszczenie - po prostu miasto winno dochodzić zaległości i poprżez licytację komorniczą uzyskać nowego właściciela i płatnika podatków.

      • 10 0

  • Problem sprowadza się do tego, czy można odebrać zabytek (dobro kultury) właścicielowi, który się nim nie interesuje. (3)

    Z jednej strony mamy święte prawo własności, a z drugiej szkoda, aby taki zabytek uległ dewastacji. W tym jednak przypadku sprawa jest prosta. Skoro "interesuje się" tym komornik, to Miasto powinno wykupić nieruchomość i zadbać o nią. Tak mi się wydaje ...

    • 70 7

    • oczywiście, że można odebrać

      reguluje to ustawa o ochronie i opiece nad zabytkami. procedura jest jednak długa a skarb państwa nie ma odpowiednich środków, by dbać o wszystkie "bezpańskie" zabytki. prawo jest więc martwe.

      • 2 1

    • Chyba nie przeczytałeś artykułu: to nie jest zabytek, bo wybudowano go w latach 90-tych.

      trzeba czytać całość, a nie nagłówki.

      • 9 2

    • (...)

      Jedynym zabytkiem były fundamenty.
      Budynek w całosci odbudowany z prywatnych pieniedzy.
      Co wam ludzie do niego i praw własności.
      Odwalcie się i zajmijcie swoja kasa i domami.

      • 1 1

  • (3)

    Należy ten pseudozabytkowy budynek zburzyć i powiększyć teren parku.

    • 14 94

    • jakiego parku?

      • 5 1

    • zrobić wybieg dla idiotów

      • 11 2

    • z ciebie taki pisior jak z Bula purysta językowy

      • 2 0

  • Czemu mnie to nie dziwi.... Pojawi się teraz developer, i nawet żelbet się zapali, zobaczycie. (2)

    I potem pach - i będzie zamknięte płotem odgrodzone osiedle ze szlabanem i strażnikami dla bogaczy, a do okolicznych pozostałości parku będą wychodzili psami sr*ć.
    Tak się robi byznes.

    • 78 4

    • i bardzo dobrze. przynajmniej bedize z tego jakis uzytek.

      • 1 14

    • sr*nie psami - calkiem ciekawa koncepcja, nie trzeba sie samemu babrac w fekaliach

      • 1 2

  • Pamiętam jak za dzieciaka robiliśmy przy ruinach młyna ognisko.

    Piekło się kiełbaski, ziemniaki, a trochę później popijało się piwko i winko z pobliskiego Lubapolu. Obok była lina na której się bujało nad rzeczką. Piękne czasy.

    • 47 10

  • Odnowić, restaurować i jeszcze raz odnowić.

    Proponuję wydać tysiąc pięćset sto dziewięćset na odnowienie, zagospodarowanie i zorganizowanie muzeum tego i owego w środku. Oczywiście z budżetu miasta. Unia też może coś dorzucić, bo to przecież nie nasze pieniądze.

    • 29 5

  • Widać, że to wina ludzi pijących alkohol.

    Zdelegalizować!

    • 22 7

  • Stara Oliwa

    Kolejny przykład jak to Zasiedzieli Włodarze przy bierności Radnych dopuszczają do "zabicia" klimatu Starej Oliwy. Tu zniszczyć łąkę,tam tuż obok parku postawić komercję no i przez środek Dzielnicy puścić tranzyt do Obwodnicy.
    Bo co innego zbudować sobie pomnik np. ECS czy PGE Arena a co innego rozwiązywać codzienne problemy mieszkańców.

    • 40 10

  • Kupię - spłacę dług. (3)

    I zaadoptuje na cele społecznie użyteczne - ale wiecie jaka będzie odpowiedź Białego - zastępcy Adasia? Że nie, się nie da, nie jestem "odpowiednim" człowiekiem...

    Kilka razy już próbowałem.

    • 62 5

    • podpisz się PO nie SS w piśmie to dostaniesz. A nie jesteś developerem? kolesiem? Rodziną?to zapomnij

      • 23 0

    • przeciez ty soba nic nie reprezentujesz. nie masz zadnego majatku wiec nie gwaratujesz, ze sie cokolwiek zmieni. myslisz ze tego nie sprawdzilem?

      • 2 8

    • Deweloper z Kartuz dostanie

      a następnie kolejne pieniądze z funduszy europejskich na hotel.

      • 11 0

  • Idzie lato.

    Jak nie zrobi się tam porządku to nasze nosy tego nie wytrzymają.

    • 19 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.