Fakty i opinie

stat

Pralines - wymarzony biznes zamiast pracy w korporacji

Dla mody rzuciła pracę w korporacji. Zamiast tworzyć bazy danych postanowiła projektować i tworzyć eleganckie ubrania dziecięce. Patrycja Bronk, właścicielka marki Pralines, opowiada o pomyśle na biznes, inspiracjach i "slow fashion".



Czy branża modowa jest obecnie modna? Powstaje coraz więcej małych lokalnych marek i coraz więcej widać na rynku produktów nieznanych szerzej projektantów.

Patrycja Bronk: - Moje produkty to rzeczy wytwarzane ręcznie. Rękodzieło jest coraz bardziej popularne i to nie tylko w Trójmieście, ale w całej Polsce. W Trójmieście, jeśli chodzi branżę modową, to jak na razie raczkujemy, w porównaniu do tego, co dzieje się np. w Warszawie. Ja kieruję swoje produkty do osób, które chcą ubierać dzieci w bardziej eleganckie stroje lub szukają kreacji na wyjątkowe okazje. W większości na rynku króluje tzw. "dresówka" i takich firm jest bardzo dużo. Jeśli chodzi o eleganckie ubrania - sukienki, płaszczyki, to nie ma zbyt dużej oferty na rynku.

Pani dotychczasowa działalność zawodowa nie była związana w żaden sposób z modą. Skąd więc pomysł na stworzenie eleganckiej marki dla dzieci?
Moje ubrania muszą być piękne i jak wskazuje nazwa marki, Pralines, słodkie. Nie są jednak przesłodzone i przestylizowane.

- Moi znajomi ze szkoły podstawowej pamiętają, że w zeszytach często rysowałam sukienki. Praca związana z modą była od zawsze moim marzeniem. Jednak moje życie zawodowe potoczyło się w ten sposób, że przez wiele lat pracowałam w korporacji. Byłam project managerem i skupiałam się głównie na bazach danych, co nie miało nic wspólnego z kreatywnością. Mimo wszystko marzenie z dzieciństwa co jakiś czas powracało. Przez dosyć długi czas powstrzymywał mnie od jego realizacji brak kierunkowego wykształcenia. Powtarzałam sobie, że skoro nie mam dyplomu ASP i nie jestem wykształconą projektantką mody, to nie mogę tego robić.

Pewnego dnia moje nastawienie się jednak zmieniło i stwierdziłam, że właściwie kto mi zabroni realizować się w branży modowej. Muszę po prostu w końcu spróbować. Dodatkowo całe życie obracałam się w tym środowisku. Moja mama jest wykwalifikowaną krawcową. Wiele kobiet w mojej rodzinie też "siedziało" w tej branży, dzięki czemu nie była mi więc całkowicie obca. Co jakiś czas powracały też inspiracje z moich zagranicznych podróży, a w szczególności z pobytu w Paryżu, gdzie pracowałam jako opiekunka do dzieci i zajmowałam się ich pięknymi ubrankami.

Produkt, który postanowiła Pani stworzyć skierowany jest jednak do dosyć wąskiej grupy klientów. Ubrania dla dzieci są przede wszystkim funkcjonalne. Elegancja schodzi często na drugi plan.

- Zazwyczaj projektanci tworzą coś, co jest bliskie ich sercu. Ja także identyfikuję się z tym, co tworzę. Patrzę na te ubrania i wiem, że sama bym je założyła, gdybym była dzieckiem. Mój produkt jest niszowy i nie jest skierowany do wszystkich. Ubrania, które mam w ofercie, są oczywiście nieco droższe niż te dostępne w sieciówkach. Jest to jednak wyrób hand made. Są to ubrania, które nie powstają w wielkiej ilości, co daje klientom poczucie wyjątkowości. Ogromną wagę przykładam do jakości. Czasami powstają tylko pojedyncze sztuki danego wzoru robione na wymiar. Zdarza się, że trafia do mnie klient, który nie ubiera na co dzień dziecka elegancko, ale z okazji ważnego wydarzenia chce dla niego kupić coś wyjątkowego.

Rozumiem, że nie są to ubrania "na jeden raz"?
Praca związana z modą była od zawsze moim marzeniem. Jednak moje życie zawodowe potoczyło się w ten sposób, że przez wiele lat pracowałam w korporacji. Mimo wszystko marzenie z dzieciństwa co jakiś czas powracało.

- Absolutnie nie. Nie jestem zwolenniczką takich zakupów. Popieram ideę "slow fashion", czyli kupujemy mniej ubrań za to lepszej jakości, co często wiąże się z wyższą ceną. Każdy taki zakup musi być jednak zakupem przemyślanym. Mój produkt jest skierowany do dzieci powyżej jednego roku. Oczywiście dzieci w tym wieku rosną dosyć szybko. Staram się jednak, aby moje ubrania i cały design były przydatne przez dłuższy czas. Sukienki są o kroju trapezowym i są tak zaprojektowane, że dostosowują się do rosnącego dziecka i po jakimś czasie mogą służyć, np. jako tunika. Wszystko jest pomyślane w ten sposób, aby moje ubrania dziecko nosiło jak najdłużej i aby rodzice nie mieli rzeczywiście poczucia, że kupili ubranie "na jeden raz". Nie ma nic gorszego niż rzeczy leżące w szafie. Ubrania są przecież wizytówką marki i projektanta.

Czym różni się projektowanie i szycie ubrań dla dzieci od tworzenia ubrań dla dorosłych?

- Dzieci inaczej się poruszają i są bardzo żwawe. Dorośli czasami zakładają ubrania niewygodne i niefunkcjonalne tylko dlatego, że coś im się podoba lub czują się w nich wyjątkowi. Dla dzieci nie ma takiej opcji. Ubranie musi być wygodne i użyteczne. Dodatkowo szycie małych rzeczy jest o wiele trudniejsze. Wszystkie elementy, które składają się na dany strój i muszą być złożone razem, są czasami tak malutkie, że wymaga to ogromnej precyzji.

Czy rynek mody dla dzieci podlega takim samym zasadom jak rynek "dorosły"? Jak pogodzić inspirację i pomysł projektanta z przyziemną użytecznością?

- To jest wyzwanie dla każdego projektanta. Moje ubrania muszą być piękne i jak wskazuje nazwa marki, Pralines, słodkie. Nie są jednak przesłodzone i przestylizowane. Nie mamy w kolekcji wściekłego różu dla dziewczynek i niebieskich ubrań dla chłopców. Wolimy bardziej stonowane kolory i pastele. W poprzedniej kolekcji zimowej postawiliśmy na brązy i beże, w aktualnej proponujemy modne odcienie szarości.
Moje produkty to rzeczy wytwarzane ręcznie. Rękodzieło jest coraz bardziej popularne i to nie tylko w Trójmieście, ale w całej Polsce. W Trójmieście, jeśli chodzi branżę modową jednak jak na razie raczkujemy.

Trendy w "dorosłej" modzie pokrywają się z tym, co tworzymy dla dzieci. Brakuje mi jednak cały czas w modzie dziecięcej, w Polsce, inspiracji wielkimi wybiegami mody. Jakkolwiek patetycznie to zabrzmi, to jednak muszę przyznać, że inspiruję się także wielkimi markami zagranicznymi typu: Dior, Saint Laurent. Przepiękną kolekcję wypuścił też na rynek dom Dolce & Gabbana. Staram się, aby moje ubrania pokrywały się z trendami światowymi i, nieskromnie przyznam, mam wrażenie, że udaje mi się często "wstrzelić" w te trendy.

Jak wygląda obecnie sieć sprzedaży? Gdzie można kupić ubrania marki Pralines?

- Jak na razie można kupić ubrania w jednym ze sklepów stacjonarnych w Warszawie. Jestem na etapie rozmów z kilkoma kolejnymi sklepami w stolicy oraz za granicą. Chcę się skoncentrować na Europie Zachodniej. Myślę też o kierunku wschodnim. Mam już kontakt z wieloma sklepami z Rosji i widzę stamtąd duże zainteresowanie. Ubrania są też oczywiście dostępnie w sieci. Kończę budowę sklepu internetowego, który rozpocznie działalność lada dzień. Moim marzeniem jest otwarcie własnego butiku. Mam już upatrzoną lokalizację, jednak to plany na trochę dalszą przyszłość.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (36)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.10.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.