Fakty i opinie

stat

Sprawca napadów na banki pieniądze wydał na kasyno, taksówki i Wyspy Kanaryjskie

Mózgiem napadów był Stefan W. (stoi), drugi z oskarżonych, Tobias Ł., pomagał mu tylko podczas ostatniego ze skoków.
Mózgiem napadów był Stefan W. (stoi), drugi z oskarżonych, Tobias Ł., pomagał mu tylko podczas ostatniego ze skoków. fot. Trojmiasto.pl

Na kasyno, taksówki oraz urlop na Wyspach Kanaryjskich wydawał zrabowane w bankach pieniądze Stefan W., którego proces rozpoczął się w piątek przed gdańskim sądem.



Znajomy prosi cię o drobną pomoc w przedsięwzięciu, które jest niezgodne z prawem, co robisz?

odmawiam i zawiadamiam o wszystkim policję 9%
odmawiam, ale nic więcej z tym nie robię, nie chcę mieć z tym po prostu nic wspólnego 51%
zależy, o co konkretnie chodzi, jak o coś, co specjalnie nikomu nie wyrządzi krzywdy, to dlaczego nie? 23%
zgadzam się, jeżeli będę coś z tego mieć 6%
zgadzam się, koledzy są dla mnie ważniejsi niż paragrafy 11%
zakończona Łącznie głosów: 655
Na ławie oskarżonych zasiedli 22-letni Stefan W. oraz 24-letni Tobias Ł., obaj z Gdańska. Głównym oskarżonym jest pierwszy z nich: wykształcenie podstawowe, nigdy nigdzie nie pracował, przez jakiś czas żył z pieniędzy pochodzących ze spadku po zmarłym ojcu, pomagali mu także bliscy - m.in. bracia.

To on stał za wszystkimi czterema napadami. Trzech dokonał samodzielnie, w czwartym pomógł mu starszy kolega. Znali się "z podwórka" od wielu lat. Bliższy kontakt nawiązali dopiero na pół roku przed napadami, kiedy to Tobias Ł. (także wykształcenie podstawowe, przed napadem był barmanem w lokalu w centrum Gdańska) zaczął odwiedzać małą amatorską siłownię, którą Stefan W. urządził w swojej piwnicy.

Obaj przed sądem, a także wcześniej, podczas przesłuchań w prokuraturze, przyznali się do winy. W toku śledztwa złożyli też wyjaśnienia: Stefan W. - bardzo oszczędne i lakoniczne, Tobias Ł. - bardziej wylewne i szczegółowe. W piątek sąd odczytał ich treść.

Wynika z nich, że Stefan W. na pomysł napadania na banki i placówki SKOK wpadł spontanicznie, gdy skończyły mu się pieniądze. Jak twierdził: "banki okradały ludzi, więc on będzie okradać banki".

Łącznie dokonał czterech napadów: trzech na placówki SKOK i jednego na placówkę banku Credit Agricole. 8 maja zrabował 2580 zł, 15 maja - 6770 zł, 31 maja - 4020 zł, a 12 czerwca, podczas ostatniego z napadów - 2550 zł.

Tych ostatnich pieniędzy nie wydał, nie zdążył ich nawet policzyć, bo policja zatrzymała go tuż po napadzie. Wcześniej - jak sam tłumaczył - zrabowane środki przeznaczał "na taksówki, jedzenie i kasyno". A raczej kilka kasyn, bo grał nie tylko w Trójmieście. Po jednym z napadów wybrał się z Tobiasem Ł. do Warszawy, mężczyźni zamieszkali w hotelu Mariott i spędzili wieczór na grze w tamtejszym kasynie. Stefan W. część zrabowanych pieniędzy przeznaczył także na "krótkie wakacje" na Wyspach Kanaryjskich.

Z tego, że napada na banki, nie robił w swoim środowisku specjalnej tajemnicy. Na siłowni chwalił się braciom, kuzynowi i kolegom, skąd ma pieniądze. Do napadów przygotowywał się oglądając filmy w Internecie oraz sprawdzając okolicę za pomocą Google Street View. Wybierał takie placówki, przy których mieścił się postój taksówek - bo to właśnie nimi uciekał z miejsca napadu.

Przygotowując się do ostatniego z napadów, dzień przed skokiem, zauważył, że postój, który powinien znajdować się przy upatrzonym przez niego banku, był akurat nieczynny. Dlatego właśnie zwrócił się o pomoc do Tobiasa Ł. (nie miał za to dostać żadnych pieniędzy). Poprosił go, aby zamówił taksówkę, gdy on "pójdzie po pieniądze". Już po napadzie obaj mężczyźni wsiedli do samochodu i zamówili kurs... pod kasyno. Nie dojechali tam jednak - drogę zajechał im nieoznakowany radiowóz.

Podczas każdego z czterech napadów Stefan W. zastraszał personel placówki bronią. Za pierwszym razem był to pistolet gazowy, a podczas kolejnych skoków - pistolet alarmowy na naboje hukowe. Raz zresztą - podczas trzeciego z napadów - mężczyzna wystrzelił z niego w sufit, "żeby szybciej dano mu pieniądze".

Wedle zeznań Tobiasa Ł., Stefan W. był miłośnikiem militariów. Posiadał nie tylko wiatrówki i pistolet hukowy, ale też policyjne krótkofalówki, kajdanki i koszulki z napisem "policja". Jak zeznał jego wspólnik: "lubił przebierać się za policjanta".

Starał się też podchodzić do napadów "profesjonalnie". Po każdym ze skoków wyrzucał - do kilku różnych koszy na śmieci, zawsze tylko po jednej rzeczy - ubrania, które miał na sobie, gdy wchodził do banku oraz ciemne okulary, które zakładał za każdym razem, gdy - jak sam mówił - "szedł po pieniądze".

W piątek, przed sądem, specjalnej skruchy nie okazał. W przeciwieństwie do swojego kompana.

- Gdybym wiedział, że za taką niewielką pomoc w napadzie może grozić areszt i tak poważny wyrok, to nigdy bym się nie zgodził. Już wcześniej miałem wątpliwości, wiedziałem, że robię źle, ale chodziło tylko o pomoc koledze. Dziś zdaję sobie sprawę, że mogłem to przerwać, nie pomagać mu, zapobiec kolejnym napadom - mówił ze spuszczoną głową Tobias Ł.

Wedle jego słów Stefan W. miał bowiem plan dotyczący kolejnych napadów. Zamierzał dokonać dziesięciu skoków na placówki bankowe i finansowe, po czym chciał dokonać skoku życia i napaść na kasyno.

Obu oskarżonym grozi od 3 do 15 lat więzienia.

Czytaj więcej o napadach na banki w Trójmieście

Opinie (150) 9 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.