Fakty i opinie

stat

Urząd Morski nie ma czym latać nad morzem

Turbolet L-410 z powodu usterki silnika ma mieć ok. dwumiesięczną przerwę w lotach.
Turbolet L-410 z powodu usterki silnika ma mieć ok. dwumiesięczną przerwę w lotach. fot. archiwum Trojmiasto.pl

Przed rokiem Urząd Morski w Gdyni musiał wycofać z użytku stary śmigłowiec Mi-2, a niedawno wykryto usterkę silnika w samolocie typu L-410 Turbolet. Chwilowo więc urząd nie ma żadnego statku powietrznego, który strzegłby m.in. czystości polskiej części Bałtyku. Dlatego urzędnicy zwrócili się o pomoc do Marynarki Wojennej.



Czy widziałe(a)ś kiedykolwiek turbolet Urzędu Morskiego w Gdyni?

tak, wiele razy 16%
tak, zdarzyło mi się 10%
być może tak, ale nie byłem świadomy, że to turbolet 19%
nie widziałe(a)m 55%
zakończona Łącznie głosów: 192
- Mamy problem z silnikiem. Podczas przeglądu okazało się, że jest jakieś uszkodzenie - przyznaje Leszek Czerwiński, kierownik Inspektoratu Ochrony Środowiska Morskiego.
Usterkę wykryto w samolocie na kilka dni przed pokazem działań ratowniczych i antyterrorystycznych, który odbył się 20 czerwca w Gdyni. Z tego powodu L-410 Turbolet, który co roku uczestniczy w tej cyklicznej imprezie, tym razem nie zaprezentował się na gdyńskim niebie.

Przeczytaj też: Komandosi i antyterroryści ćwiczyli w Gdyni

Głównym zadaniem dwusilnikowego samolotu turbośmigłowego jest patrolowanie polskich obszarów morskich w celu ochrony środowiska. Maszyna o rozpiętości skrzydeł sięgającej prawie 20 metrów i masie prawie czterech ton, stacjonuje na lotnisku w Rębiechowie. W opinii pilotów turbolet to "dobry wołek roboczy".

Zobacz w akcji samolot Urzędu Morskiego w Gdyni. Materiał z 2012 r.


- Wprawdzie teraz mamy sytuację awaryjną, ale jeśliby przeanalizować ostatnich kilka lat eksploatacji, to wygląda to bardzo dobrze. W porównaniu do innych służb, jesteśmy wręcz prymusami w kwestii utrzymania gotowości do lotu - przekonuje Czerwiński.
Według jego szacunków, wykryta usterka silnika oznacza dla turboleta około dwumiesięczną przerwę w patrolowaniu. Samolot, po dopełnieniu licznych formalności, serwisowany będzie w Czechach. W tym czasie obowiązki jedynego statku powietrznego, którym obecnie dysponuje Urząd Morski w Gdyni, mają przejąć samoloty Marynarki Wojennej AN-28E. To maszyny dobrze znane inspektorom urzędu, którzy w ciągu roku latają z ich załogami na wspólne patrole. A wszystko w ramach współpracy z Marynarką Wojenną.

Pomoc Gdyńskiej Brygady Lotnictwa i Straży Granicznej

- Terminy lotów na tzw. monitoring ekologiczny wód Morza Bałtyckiego ustalane są z Urzędem Morskim na bieżąco. Zwykle wykonujemy ponad 20 takich misji w roku. W przyszłym miesiącu, na prośbę Urzędu Morskiego, liczba planowanych lotów została zwiększona. W miarę posiadanych możliwości staramy się być elastyczni i reagować na doraźne potrzeby w tym zakresie - tłumaczy kmdr ppor. Czesław Cichy, rzecznik Gdyńskiej Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej.
Poza tym Urząd Morski w Gdyni będzie otrzymywać informacje dot. ochrony środowiska polskiej części Bałtyku od lotnictwa Straży Granicznej. Taka współpraca trwa od lat.

- Polega ona na dwustronnej wymianie informacji na temat zanieczyszczeń, rybołówstwa, eksploracji oraz ruchu jednostek na polskich obszarach morskich. W przypadku zaobserwowania zdarzeń, typu zanieczyszczenia, nurkowania czy połowy, informacja taka jest przekazywana do Urzędu Morskiego - wyjaśnia ppor. SG Agnieszka Golias, rzecznik komendanta głównego SG.
Poza tym w razie pilnego zdarzenia Urząd Morski może poprosić o lot statku powietrznego SG w dane miejsce na Bałtyku.

- Tego typu sytuacje zdarzały się w poprzednich latach od pięciu do dziesięciu razy w roku - podaje Golias.
Jak podsumowuje Leszek Czerwiński, mimo chwilowych problemów technicznych turboleta, monitoring polskiej części morza - jedno z zadań urzędu - jest więc zapewniony.

Sprawa wycofanego z użytku Mi-2 i jego następcy

Obecnie turbolet to jedyny statek powietrzny gdyńskiego Urzędu Morskiego, ponieważ rok temu wycofano z użytku wysłużony śmigłowiec Mi-2. Maszyna zbudowana w 1977 r. w świdnickich zakładach, przez lata patrolowała porty i linię brzegową w Trójmieście, a także Półwysep Helski i Mierzeję Wiślaną. Jednak po tym, jak skończył się resurs na łopaty i to samo groziło innym elementom, śmigłowiec wysłano na lotniczą emeryturę.

Zobacz śmigłowiec, który dawniej latał w barwach Urzędu Morskiego


- Remont pochłonąłby kilka milionów złotych i dałby możliwość latania śmigłowcem może przez kolejne dwa lata. Zapadła więc decyzja, aby wycofać maszynę z użytku. Mi-2 to wiekowa konstrukcja i koszty utrzymania śmigłowca były za duże - tłumaczył wówczas Jarosław Bomba, zastępca głównego inspektora ochrony środowiska w Urzędzie Morskim w Gdyni.
Po wycofaniu z użytku Mi-2 rozważano trzy scenariusze: wynajem śmigłowca wraz z pilotem, kupno nowej maszyny lub otrzymanie używanej w spadku od Marynarki Wojennej, po tym, jak dostałaby nowe śmigłowce. Urząd rozważał także, aby do tego czasu część zadań powierzyć dronowi.

Przeczytaj także: Dron będzie pilnował bezpieczeństwa nad wybrzeżem

Sprawa drona utknęła w martwym punkcie z powodów prawnych. Jak tłumaczy Czerwiński, chodzi m.in. o brak możliwości szybkiego reagowania za pomocą dronów cywilnych.

- Polskie prawo nie przewiduje współdzielenia przestrzeni powietrznej między normalnym ruchem lotniczym, czyli na przykład samolotami a dronami. Jedyną możliwością, aby móc używać drona, byłoby wydzielanie dla nas specjalnie zamkniętych obszarów. Tyle że nie sprawdziłoby się to w przypadku działań operacyjnych, kiedy trzeba od razu lecieć i sprawdzać - wyjaśnia kierownik Inspektoratu Ochrony Środowiska Morskiego.
Z kolei w sprawie śmigłowca zapadła decyzja, aby go nie kupować.

Nowe maszyny tylko w przypadku nowych zadań

- Dyrektor [Andrzej Królikowski - dop. red.] miał ambicję i chciał rozszerzać zadania urzędu w zakresie działań lotniczych. Potem kolejny dyrektor [Tadeusz Hatalski - dop. red.] zadecydował, że jednak nie będziemy starać się o nowy śmigłowiec - informuje Leszek Czerwiński.
Jak przekonuje kierownik IOŚM, urząd zrezygnował z pozyskania śmigłowca, bo kierował się ekonomią i szacunkiem do pieniędzy podatników.

- Mi-2 po prostu był, więc z niego korzystaliśmy. Koszty lotu wielozadaniowego morskiego śmigłowca wyposażonego w dwa silniki są natomiast nieporównywalnie większe niż w przypadku Mi-2 - ocenia kierownik IOŚM.
Jego zdaniem zakup śmigłowca miałby sens jedynie w przypadku, kiedy urząd otrzymałby nowe zadania. Takie jak choćby lotniczy nadzór nad farmami wiatrowymi czy lotnicze ratownictwo.

- W takim przypadku musielibyśmy zwiększyć nasz potencjał i wielozadaniowy śmigłowiec by się przydał - ocenia Czerwiński.

Turbolet miał zaprezentować się na tegorocznym pokazie w Gdyni. Nie przyleciał, bo kilka dni wcześniej wykryto usterkę silnika

Opinie (46)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.