Fakty i opinie

stat

Gdynia: Mieszkańcy sami usuwają nielegalne reklamy

Najnowszy artukuł na ten temat

Duży napis na sklepie w centrum Gdańska będzie musiał zniknąć

Szybka reakcja skutecznie zniechęca do wieszania kolejnych reklam. Jeśli to nowa moda, to z pewnością znacznie bardziej społecznie użyteczna niż nocne bazgroły po budynkach czy pociągach SKM.
Szybka reakcja skutecznie zniechęca do wieszania kolejnych reklam. Jeśli to nowa moda, to z pewnością znacznie bardziej społecznie użyteczna niż nocne bazgroły po budynkach czy pociągach SKM. fot. Jacek Piątek

Działają pod osłoną nocy, w zorganizowanej grupie, albo w pojedynkę. Są nieuchwytni, bezszelestni i popierani przez większą część społeczeństwa. Nie, to nie jest początek legendy o grupie Robin Hooda. To gdynianie, którzy usuwają nielegalne reklamy z przestrzeni publicznej.



Popierasz taki sposób usuwania reklam?

tak, myślę, że sam dołączyłabym do takich akcji 52%
tak, bo to jedyne skuteczne rozwiązanie 33%
raczej nie, to ryzykowne 2%
nie, powinni się tym zajmować urzędnicy, a nie samozwańcy 13%
zakończona Łącznie głosów: 2238
Zaczęli od Grabówka. Na ogrodzeniu za sklepem Kaufland zobacz na mapie Gdyni od lat wisiały płachty z reklamami "mydła i powidła". Był serwis opon, naprawa komputerów, fryzjer damsko-męski, a czasami nawet agencja towarzyska, udająca salon masażu. To wszystko jest już jednak przeszłością. Reklamy przestały się opłacać od kiedy ktoś regularnie zaczął je wycinać.

Samozwańczy obrońca przestrzeni publicznej szybko okrzyknięty został przez okolicznych mieszkańców Edwardem Nożycorękim. Nie wiadomo kim jest, czy działa w pojedynkę, czy w grupie. Wiadomo natomiast, że jest skuteczny. Od kilku tygodni reklamy pojawiają się niezwykle rzadko. A gdy ktoś powiesi nową, szybko jest pocięta.

- Oficjalnie nie pochwalam - śmieje się Jacek Piątek, miejski plastyk z Gdyni od miesięcy walczący z zaśmiecaniem przestrzeni publicznej. - Sam jednak też zdejmuję, ale tylko z miejskich budynków, bo na prywatnych często wiszą po konsultacji z właścicielem i nie zawsze jest to sprawa prawnie jednoznaczna - dodaje.

Pokazała to walka z reklamami choćby na Wielkim Kacku. Tam udało się usunąć reklamy, ale urzędnicze procedury zajęły długie tygodnie. I mogły zająć kolejne, gdyby nie to, że właściciel budynku nie wykorzystał wszystkich możliwości odwołań, jakie daje mu kulawe w tym zakresie polskie prawo.

Czytaj także: Co zrobić, by nasze miasta były piękniejsze.

Nocny łowca szpetnych reklam znalazł już też naśladowców, albo rozszerzył swoje pole działania. Reklamy na płotach i ogrodzeniach pocięte zostały także na Działkach Leśnych i Leszczynkach. To postępowanie na granicy prawa, ale do policji nie dotarły zgłoszenia o zniszczeniu mienia, więc można założyć, że afisze wisiały nielegalnie.

Opinie (190) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.