Fakty i opinie

stat

K jak klub płatnych zabójców

Na potrzeby procesu zbudowano specjalną szklaną klatkę.
Na potrzeby procesu zbudowano specjalną szklaną klatkę. fot. Łukasz Głowala/KFP

Trzy dożywocia i kilka wieloletnich wyroków - tak zakończyła się działalność trójmiejskiej bandy ochrzczonej przez media, jako "klub płatnych zabójców". Prokuratorzy liczyli, że członkowie gangu stoją również za morderstwem generała policji Marka Papały i bossa mafii "Nikosia". Jednak opowieści oskarżonych okazały się konfabulacją.



Zaniedbany grób Artura Zirajewskiego na cmentarzu Łostowickim w Gdańsku.
Zaniedbany grób Artura Zirajewskiego na cmentarzu Łostowickim w Gdańsku. fot. trojmiasto.pl
Specjalnie na potrzeby procesu klubu płatnych zabójców w gdańskim sądzie zbudowano szklaną klatkę, w której trzymano oskarżonych. Osłonę zrobiono z kuloodpornego szkła. W klatce zasiedli: Siergiej Sienkiv "Sanitariusz" (tak go nazwali policjanci, bo sprzątał), Mariusz Nawrocki "Gajowy", Artur Zirajewski "Iwan", Daniel Zacharzewski "Zachar", Czesław Kowalczyk "Czester", Marek Ruprecht, Adam Sienkiewicz "Siena"Andrzej Szumera. Choć media okrzyknęły bandę klubem płatnych zabójców, to śledczy od początku wskazywali, że to klub "wątpliwej jakości".

Mówi prokurator: - Tak jak pan umawia się z kolegami na piwo, tak oni umawiali się na mokrą robotę. Nie ma w tym choćby odrobiony profesjonalizmu, znanego z filmów o płatnych zabójcach. Chłopaki skrzykiwali się, by kogoś załatwić i jechali zabić.

Tak było w przypadku zabójstwa Piotra Suleja - właściciela warsztatu z Gdańska. Wiosną 1998 r. bandyci porwali go sprzed własnego domu na oczach jego żony. Kolegów skrzyknął Artur Zirajewski. Powód? Podejrzewał, że Sulej jest wtyczką policji. Najpierw wywieźli go do agencji towarzyskiej, gdzie pobili, a "Iwan" wepchnął mu do ust kilkanaście tabletek uspokajających. Odurzonego biznesmena wywieźli w Bory Tucholskie. Najpierw dusili przy pomocy foliowej siatki, a kiedy pękła Sienkiv zarzucił porwanemu sznur na szyję. Potem oblali benzyną bmw biznesmena, podpalili i wrócili do Gdańska.

- Nikt nie podejrzewał, że od tego zabójstwa zacznie się polowanie na kilkanaście osób podejrzanych o zabójstwa, podkładanie bomb i porachunki w trójmiejskim półświatku - wspomina prokurator zaangażowany w śledztwo.

Pierwszy wpada "Iwan", którego zapamiętała żona Piotra Suleja. Dość szybko zaczyna sypać kompanów. W ciągu kilku miesięcy policjanci wyłapują pierwszych podejrzanych. Ostatnia zbrodnia klubu ma miejsce w grudniu 1998 r. Wtedy ginie Adam Kwaśny - konkubent byłej partnerki Mariusza Nawrockiego. Powodem zabójstwa jest zazdrość.

Klubowi zarzuca się cztery morderstwa: bossów półświatka "Schwarzeneggera""Taty" oraz biznesmena Piotra Suleja i trenera jeździectwa Adama Kwaśnego. Do tego dochodzą zamachy na znanego biznesmena Macieja N. oraz zamachy bombowe na dyskotekę Kazamaty.

Zabójca jak galareta

Siergiej Sienkiv wygląda niepozornie. To on według śledczych miał być cynglem bandy. Jego obraz jest jednak daleki od filmowej wersji płatnego zabójcy. Mówi jeden z oskarżonych: - Po zamachu na N. Sienkiv wpadł do samochodu i położył się na tylnym siedzeniu. Trząsł się, jak galareta. Nie wytrzymał stresu.

Media zrobiły z niego komandosa Specnazu, jednak prawda nie była tak sensacyjna. Sienkiv był w Armii Czerwonej kierowcą i hydraulikiem. Po przyjeździe do Polski stał na bramce w kilku agencjach towarzyskich. Potem został wciągnięty do grupy "Zachara" i zaczęła się jego kariera w gdańskim półświatku.

Opowiada współwięzień z aresztu przy ul. Kurkowej w Gdańsku: - Cichy typ. Raczej spokojny człowiek. W areszcie nikomu nie wadził, choć dużo podróżował z uwagi na swoje zeznania w sprawie zabójstwa generała Papały. Prędzej "Iwan" miał charakter mordercy, niż Siergiej.

Sienkiva prokuratura chciała oskarżyć też o zabójstwo "Nikosia", ale niewiele z tego wyszło, choć Ukrainiec przyznał się do mordu. Czemu to zrobił? Do dziś nie wiadomo. Choć "Sanitariusz" nie został rozliczony jeszcze za wszystkie zbrodnie, to i tak dostał dożywocie za uduszenie Suleja. O przedterminowe zwolnienie będzie mógł się ubiegać w 2028 r.

Kain i Abel po trójmiejsku

Drugi cyngiel bandy to "Czester". Choć wcześniej nie był karany, to od lat był związany z trójmiejskim półświatkiem. Wyrok dożywocia przyjmował ze spokojem. To właśnie on miał zastrzelić Adama Kwaśnego. Zaaranżowali to w ten sposób, że auto "Czestera" otarło samochód Kwaśnego, a gdy ten wysiadł został zastrzelony. "Czester" wycelował też w konkubinę Adama Kwaśnego, ale nie pociągnął za spust. To zabójstwo zlecił Mariusz Nawrocki "Gajowy". Powodem zbrodni była zazdrość. Kwaśny nie miał żadnych związków z półświatkiem. Jedynym jego błędem było to, że związał się z Iwoną C.

***

Aktualizacja: po 12 latach pobytu w wiezieniu Czesław Kowalczyk został ostatecznie uniewinniony z zarzutu popełnienia morderstwa i wyszedł na wolność. Więcej szczegółów w artykule Przesiedział ponad 12 lat za zabójstwo, został uznany za niewinnego
***


Trzecie dożywocie otrzymał Marek Ruprecht. Ten były komandos LWP z Sienkivem porwał i zamordował Suleja. Mówi śledczy: - Gdyby życie trochę inaczej się potoczyło i Marek spotkałby na drodze innych ludzi, równie dobrze mógłby być po drugiej stronie barykady. A tak skończyło się, jak skończyło. Chłop najszybciej wyjdzie na wolność około 2030 roku.

Ruprechtowi zarzucono również usiłowanie zabójstwa Macieja N., jednego z najbogatszych Polaków. Co łączyło N. z tymi pospolitymi przestępcami? Przez kilkanaście miesięcy śledztwa policja nie potrafiła dojść, że za zamachami stoi jego brat - Mariusz Nawrocki ps. Gajowy. To właśnie on zlecał morderstwa swojego brata. Powodem miała być walka o względy rodziców i chęć przejęcia interesów młodszego Macieja. "Gajowy" za zlecanie morderstw dostał 25 lat więzienia.

Sensacje "Iwana" za łagodny wyrok

Najsławniejszym członkiem klubu, już po wsadzeniu do więzienia, został Artur Zirajewski "Iwan" (zmarły w styczniu 2010 r.). Ten żołnierz gangu "Zachara" sławę zyskał dzięki zeznaniom w sprawie zabójstwa generała policji Marka Papały. Oskarżył o zlecenie mordu polonijnego biznesmena Edwarda Mazura.

Opowiada współwięzień - Wszyscy wiedzieli, że Zirajewski ma krew na rękach, a dzięki zeznaniom w sprawie Papały mógł liczyć na niższy wyrok. Mimo uczestnictwa w zabójstwach prokuratura i sąd go łagodnie potraktowały.

"Iwan" dostał jedynie 15 lat. Za niecałe dwa lata wyszedłby na wolność. Tajemnicę zeznań w sprawie Mazura zabrał jednak do grobu, zmarł w więziennym szpitalu na początku 2010 roku. Jego bezpośredni boss "Zachar" oskarżony o zlecenie zabójstwa "Schwarzeneggera" został w końcu uniewinniony. Zginął jednak w bandyckich porachunkach w Gdańsku, w połowie 2009 r. Pozostali członkowie bandy Tomasz Nowosad, "Siena" i Andrzej Szumera pełnili pomniejsze funkcje w działalności grupy.

Podczas wieloletniego procesu większość oskarżonych współpracowała z organami ścigania, a wieloletnie wyroki okazały się wystarczającym straszakiem dla podsądnych. Proces, choć mocno reklamowany przez prokuraturę, nie był pełnym sukcesem organów ścigania. Śledczym nie udało się rozwikłać najgłośniejszych zabójstw, które były skutkiem wojny gangów w latach 90. Nikt nie został prawomocnie skazany za morderstwa "Schwarzeneggera" czy "Nikosia". Te zbrodnie są do dziś niewyjaśnione. Czas pokaże też, ile okażą się warte zeznania "Iwana" w sprawie zabójstwa Marka Papały.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (83)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.