Fakty i opinie

Nielegalne wyścigi samochodowe na Zaspie

Najnowszy artukuł na ten temat

Wyścigi przyczyną śmiertelnego wypadku?

Ściagające się auta ruszają na znak dany przez mężczyznę kierującego zaimprowizowanym startem.
Ściagające się auta ruszają na znak dany przez mężczyznę kierującego zaimprowizowanym startem. fot. trojmiasto.pl
Wieczornemu mini-zlotowi z oddali przygladają się policjanci w radiowozie.
Wieczornemu mini-zlotowi z oddali przygladają się policjanci w radiowozie. fot. trojmiasto.pl
Wyścigi podrasowanych aut trudno nazwać tajnymi, skoro odbywają się w centrum miasta i uczestniczy w nich co najmniej stu kierowców i drugie tyle gapiów.

Czwartek wieczór, ok. godz. 21. Choć jest pierwszy listopada i pada deszcz, na dawnym pasie startowym na gdańskiej Zaspie kłębi się spory tłum. Gdyby nie dziwaczna pora dnia można by pomyśleć, że odbywa się tu giełda samochodowa: wokół zaparkowanych w rzędach samochodów przechadza się przynajmniej sto osób. Wśród spacerujących przeważają młodzi mężczyźni, można nawet powiedzieć: młodzieńcy.

Przy blaszanej hali targowej stoi kilkadziesiąt aut, ale co chwila zjeżdżają kolejne. - No właśnie widzę, ze wjeżdżasz. Stoimy tam gdzie zwykle, właśnie ci macham - mówi do telefonu komórkowego mężczyzna stojący na przedzielających plac betonowych kręgach. Położono je tu kilka lat temu, by uniemożliwiały kierowcom ściganie się i wykonywanie niebezpiecznych ewolucji. Dziś zapewniają gapiom lepszy widok na to, co dzieje się na placu. Czyli wyścigi i ewolucje.

Jak policja powinna reagować na wyścigi aut na ulicach Trójmiasta?

stanowczo i surowo, wypisując mandaty i kierując sprawy do sądów 38%
monitorując to zjawisko i interweniować tylko w drastycznych przypadkach 13%
powinna pomagać organizatorom, zamykając określone ulice na czas wyścigów 49%
zakończona Łącznie głosów: 2457
Ciągnący się wzdłuż al. Jana Pawła II betonowy plac to pozostałość dawnego pasa startowego. Choć jest wyraźnie oddzielony od ulicy ma status drogi publicznej. Dlatego kilka lat temu policjanci pozbyli się stąd początkujących kierowców trenujących tu przed egzaminem na prawo jazdy. Kursanci zniknęli, w ich miejsce pojawili się miłośnicy podrasowanych aut i wyścigów równoległych.

Nagle kilkadziesiąt metrów od hali targowej rozlega się ryk silników i większość leniwie dotąd snujących się gapiów biegnie w tamtą stronę. Co się dzieje? Kilku kierowców postanowiło "rozgrzać się" przed główną atrakcją wieczoru jazdą po okręgu. Najpierw dwie, potem trzy, ostatecznie cztery maszyny ścigają się wpadając w kontrolowane (chyba) poślizgi, mijając się o kilkanaście centymetrów, zmieniając się na prowadzeniu. Wyścig trwa kilkadziesiąt sekund, po których kierowcy wracają na swoje miejsca na parkingu.

W pewnym momencie nieformalni organizatorzy spotkania dają znak, że czas już na największą atrakcję wieczoru, czyli wyścigi na al. Jana Pawła. Gapie ustawiają się w ciasny, kilkudziesięciometrowy szpaler wzdłuż jezdni prowadzącej znad morza. W rękach aparaty fotograficzne i telefony komórkowe. - Pamiętajcie: filmiki od razu na youtuba! - krzyczy ktoś.

Na środku jezdni, tuż przy wyjeździe z parkingu ustawia się mężczyzna, który daje znak kierowcom do startu. Na jego gesty parami podjeżdżają kolejne auta: mercedesy, volkswageny, nawet niewielkie fiaty. Chwila koncentracji, znak do startu, auta ostro ruszają, by kilkadziesiąt metrów dalej zwolnić i zawrócić. Tak naprawdę liczy się dobry start, który pokazuje możliwości maszyn i refleks kierowców. Ci ostatni dobierają się w pary dość przypadkowo, choć wodzirej czasami daje znać: "ty poczekaj, ty podjedź, będziesz się ścigał z tym gościem w audi".

Od czasu do czasu dochodzi do śmiesznych sytuacji: do czekającego na starcie samochodu podjeżdża inny, ale ku zdumieniu widzów nie zatrzymuje się obok, lecz wolno mija szpaler gapiów i jedzie dalej. - He, he, znowu partyzant przejechał - widzowie żegnają śmiechem bogu ducha winnego kierowcę, który przypadkowo został wzięty za jednego ze ścigających się. Bo odcinek Jana Pawła zaanektowany przez organizatorów wyścigów jest przecież zwykłą ulicą, na której trwa normalny ruch. Co chwilę przejeżdżają tędy karetki z nieodległego szpitala św. Wojciecha na Zaspie czy miejskie autobusy.

- Jedźcie wolno, jedźcie wolno! - krzyczą nagle mężczyźni kierujący zaimprowizowanym startem do kierowców aut, którzy właśnie mieli się zmierzyć ze sobą. Co się stało? Przed chwilą jeden ze ścigających się wrócił z na linię startu z informacją, że "za przystankiem stoi psiarnia z radarem".

- Szybcy są - w głosie gapiów słychać złość, ale i podziw. - Ostatnio przyjechali dopiero po półtorej godzinie.

Idziemy kilkadziesiąt metrów w stronę wiaduktu nad al. Jana Pawła II. Rzeczywiście, tuż za przystankiem stoi policyjna furgonetka. Obok niej dwa fiaty, seicento lub cinquecento, z naklejoną na szybie nazwą klubu miłośników motoryzacji. Ich właściciele jeszcze parę chwil wcześniej z powodzeniem ścigali się z kierowcami w o wiele większych samochodach. Teraz jeden z nich siedzi w radiowozie, gdzie policjant wypisuje mu mandat.

Czy radiowóz rzeczywiście pojawił się przed chwilą, czy może policjanci obserwowali spotkanie kierowców od początku? O to, czy policja wie o takich spotkaniach i im przeciwdziała zapytaliśmy naczelnika wydziału ruchu drogowego KWP Gdańsk nadkomisarza Janusza Staniszewskiego.

- Monitorujemy te spotkania od kilku lat. Kiedyś kierowcy spotykali się w tym miejscu w środy ok. godz. 18, teraz najczęściej spotykają się w czwartki ok. godz. 21 - przyznaje szef pomorskiej drogówki.

Dodaje, że policjanci wiedzą także o innych miejscach spotkań żądnych wrażeń kierowców podrasowanych aut. Jego zdaniem podobne spotkania odbywają się także na Westerplatte, w Pruszczu Gdańskim, czy na giełdzie w Barniewicach.

Dlaczego dyskretna kontrola to jedyna reakcja policji na proceder, który nie dość, że groźny dla jego uczestników, to jeszcze może zagrozić życiu innych kierowców i widzów? Przecież ścigające się czy wirujące w ewolucjach samochody mogą wjechać w tłoczących się ze wszystkich stron gapiów i spowodować katastrofę.

Janusz Staniszewski nie mówi tego wprost, ale pomiędzy jego słowami można wyczytać, że policja woli mieć kierowców na oku, niż ścigać ich po całym mieście. - Dopóki nie będziemy mieć większej ilości zamontowanych na stałe wideorejestratorów, trudno będzie nam zwalczyć ten proceder. Policjanci jednak zawsze sugerują kierowcom biorącym udział w takich mini-zlotach by swoimi - często nieprzeciętnymi - umiejętnościami i samochodami chwalili się w rajdach organizowanych przez Polski Związek Motorowy. Nie wszystkich jednak to interesuje, część wybiera adrenalinę związaną z - otoczonymi aurą tajemniczości - spotkaniami na pasie startowym.

Opinie (401) ponad 50 zablokowanych

  • Ale jaja, jak z filmu...

    • 0 1

  • ...

    Jeden wielki farmazon ten artykuł..

    • 0 2

  • (6)

    Trzeba było nie stawiać betonowych donic. Ścigali się chociaż po placu, a nie po ulicy..
    Walić mandaty aż będzie trzeszczeć! Ścigać można się na torze, a nie na ulicy gdzie odbywa się ruch. Debilizm tych "kierowców" nie zna granic..:/

    • 6 3

    • Wybudujecie najpierw tory zdatne do jazdy , pozniej , ludzie juz nie wytrzymuja i puszcza cisnienie, zawsze znajda sie takie osoby co beda chcialy miec troszke wiecej adrenaliny, lecz najpierw nalezy zastosowac profilaktyke, dac ty, ludziom szanse, dac miejsca gdzie beda mogli sobie poszalec lub cwiczyc technike jazdy(tory, wyscigowe), niestety nasza policja nawet nie promuje/lobuje tego rodzaju profilaktyki, a szkoda, takie wyscigi sa niebezpieczne/zle - to nei podlega dyskusji ale decydenci sami do tego doprowadzaja nie dajac alternatyw , niszczac systematycznie w tym kraju sport motorowy.

      • 1 0

    • Pokaż mi tor w Trójmieście debilu

      • 1 0

    • a gdzie w województwie Pomorskim jest tor ?

      • 0 0

    • pff

      powaznych wypadkow na takich zbiorowiskach jest mniej niz na polskich krajowkach- porzadne drogi i porzadne tory wyscigowe- nie bedzie problemu

      • 0 0

    • hahaha pieprzysz na sto dwa

      wsiadaj do swojego fiata 126 p i jedź lepiej na lody

      • 0 0

    • pomysl chlopcze

      czy w Gdansku jest tor? No wlasnie, nie ma, wiec jak sie na nim scigac? Glupie spoleczenstwo zxamiast dawac kase Rydzykowi to powinni tor wybudowac w gdansku..

      • 0 0

  • hehe

    Za dużo szybkich i wćiekłych się naoglądali...

    • 1 3

  • takie fajne..

    a zabronione. A dlaczego nie mozna wyznaczyc jakiejs ulicy na takie wyscigi? Jakos cyklicznie moglyby sie odbywac, miejsce na pewno by sie znalazlo przy odrobinie dobrej woli wladz miasta, a widok wspanialy:-) Sama chetnie bym obejrzala..Szkoda, ze nie wiedzialam wczesniej.

    • 2 4

  • (1)

    Bo ulice nie są od wyścigów.. Z różnych względów, chociażby ich stanu, projektu (np. krawężniki). Do tego wyścigi zabezpiecza się karetką i strażą pożarną. Fajnie to wygląda do czasu aż komuś się coś stanie. Głupotę trzeba tępić.

    • 4 2

    • no to o tym wlasnie mowie..

      Wladze miasta powinny zadbac i o takie dyscypliny. Nie wszyscy sa fanami pilki noznej.

      • 0 0

  • Żenada artykuł

    1. "Młodzi ludzie, można nawet powiedzieć - młodzieńcy" - uśmiałem się :))) ale polot

    2. Sensacja, ścigają się na 100-metrowym odcinku - jeszcze do jednego z przedmówców - jakby były tory to by się ścigali na torze... Miasto buduje skateparki, ścianki do wspinaczki, boiska to i o sportach motorowych mogłoby pomyśleć

    • 3 2

  • .

    Ja bywam tam co tydzien i tylko czekam az ktorys wjedzie w tłum gapiów ...

    • 1 2

  • bla bla bla

    nikt nikogo nie zmusza do bycia gapiem;]
    Toru i tak nie będzie, a nawet jakby był to każda impreza musiała by mieć oficjalnego organizatora, zabezpieczenie, ochronę, karetkę, straż itp, a to kosztuje.
    Ci młodzi ludzie nie maja pieniędzy na oprawę tylko na samochód i paliwo najczęściej.

    Swoją drogą pewnie spory kawałek z nich (wszyscy?) nie tylko na JP się ściga.

    • 1 1

  • nie tylko tam

    na skwerze, na parkingach reala czy renka, za gdynią... jest pełno miejsc w których są zloty a pałkarze na szczęście nic nie są w stanie zrobić. Lepiej na terenie zamkniętym przez organizatorów, z pachołkami, niż po ulicach w środku miasta. Redaktorzyna nie napisał, że przy puszcaniu samochodów sprawdza się, czy droga jest czysta i nie ma możliwości kolizji.

    • 2 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.