Fakty i opinie

Opłynął cały świat kutrem rybackim

Historia o człowieku, który kupił stary kuter rybacki, by przerobić go na jacht oceaniczny i wyruszyć nim w podróż dookoła świata mogłaby jawić nam się jako opowieść z filmu. I to takiego, w którym reżyser puścił wodze wyobraźni. Mogłaby, gdyby nie była najprawdziwszą historią kapitana Jerzego Wąsowicza i jego Antiki.



Ile trzeba mieć w sobie odwagi do marzeń, by w starym, odstawionym już na ląd kutrze rybackim zobaczyć jednostkę, która opłynie świat? Jak wiele trzeba mieć determinacji, żeby przez 10 lat mozolnie, krok po kroku dążyć do urzeczywistnienia swojego planu? I wreszcie: ile umiejętności, doświadczenia i wiary wymaga sześcioletnia podróż wokół globu, na początku której wszystkie służbowe dokumenty nieodwracalnie lądują w morzu?

Kapitan Jerzy Wąsowicz to postać niezwykła, ale powiedzieć tak, to właściwie jak gdyby nic nie powiedzieć. Zacznijmy więc od tego, co da się zmierzyć: za rejsy na pokładzie Antiki kapitan Wąsowicz otrzymał liczne nagrody państwowe, miejskie, żeglarskie i podróżnicze. To między innymi srebrny Sekstant, nagroda Conrada, Kolos, nagroda Rejs Roku, Pomorskiego Rejsu 50-lecia Pomorskiego Związku Żeglarskiego czy List Morski za promowanie miasta Gdańsk na świecie.

Kuter, który dostał drugie życie



Choć przez większość dotychczasowego życia kapitan, urodzony w roku 1944, mieszkał w Gdańsku, żeglować zaczął... w Lublinie. Pływał sportowo w kilku klasach żeglarskich, a w 1972 roku skupił się na żeglarstwie morskim. W tym czasie pracował w branży budowlanej.

Drogi kapitana Wąsowicza i Antiki zbiegły się w roku 1980. Wcześniej przez wiele lat jednostka, która miała w przyszłości stać się legendą, służyła jako kuter rybacki.

- Moi koledzy, Krzysztof z jachtu "Bonawentura" i Stasio z jachtu "Nunki", kupili stare kutry i zaczęli je przebudowywać - mówi kpt. Jerzy Wąsowicz. - Miałem okazję obserwować ten proces, co jakiś czas przyjeżdżałem na miejsce i coraz poważniej myślałem o tym, jak bardzo marzę o sprawieniu sobie podobnej jednostki.

10 lat przygotowań



Po zakupie i przetransportowaniu kutra do Górek Zachodnich rozpoczęła się gruntowna przebudowa konstrukcji, która ostatecznie potrwała aż dekadę. Jak łatwo się domyślić, po drodze były wzloty, upadki, a także... pożar, który pochłonął wszystkie zgromadzone dotychczas materiały.

Jerzy Wąsowicz był wówczas tylko jeden krok od podjęcia decyzji o rezygnacji z przedsięwzięcia. I tak było przecież zbyt zuchwałe! Gdy siedział załamany na pokładzie swojego drewnianego nabytku usłyszał, jak przechodzący obok studenci komentują stan kutra i plan na jakikolwiek jego remont. I choć nieładnie jest głośno pastwić się nad kimkolwiek, to właśnie ich słowa obudziły w Wąsowiczu sportową złość. Postanowił, że "jeszcze im pokaże".

Nowy początek



W 1991 roku, po zakończeniu przebudowy na jacht oceaniczny, Antica wyruszyła w sześcioletnią podróż dookoła świata, zabierając na pokładzie Jerzego Wąsowicza i Andrzeja Sochaja. W latach 1998-2000 odbyła też wyprawę do obu Ameryk. Obydwie podróże kapitan opisał w swoich książkach: "Antica. Spełnione marzenia" oraz "Prawdziwe wyzwanie. Dwa lata, dwa miesiące i dwa dni wokół Ameryki Południowej".

Choć po drodze załoga musiała mierzyć się z rekinami i wielorybami, groźnymi sztormami, a także... z mafią sardyńską, kapitan Antiki przyznaje, że była to jego wyprawa życia.

- Nie żałuję ani jednego dnia z całej tej sześcioletniej podróży - mówi.
Trasa wyprawy dookoła świata z lat 1991-1997.
Trasa wyprawy dookoła świata z lat 1991-1997. fot. archiwum prywatne kpt. Jerzego Wąsowicza

Antica rekordzistka



Dziś Antica to najprawdopodobniej jedyny na świecie bałtycki kuter rybacki, który opłynął przylądek Horn. Jacht dziewięć razy pokonał Ocean Atlantycki. To także jeden z zaledwie kilkunastu drewnianych jachtów oceanicznych w Polsce, a więc prawdziwe dziedzictwo narodowe.

Z racji wieku Antiki - sam kapitan określa ją "babcią" - jednostka wymaga już sporego remontu. Zbiórka uruchomiona na portalu crowdfundingowym zakończyła się w Prima Aprilis, ale kwota, którą udało się uzbierać była jak najbardziej realna: udało się zebrać ponad 101 tys. złotych. Oznacza to, że uda się zrobić wszystko, co zostało zaplanowane, a być może nawet więcej.

To jeszcze nie koniec



Antica ma wierną rzeszę fanów i przyjaciół, a także pracowity sezon przed sobą. Zaplanowano już wiele rejsów, i to nie tylko po Zatoce - odbędzie się też miesięczny rejs na Bornholm. We wrześniu trafi do Władysławowa, by przejść tam zasadniczą część remontu. Wszyscy mają nadzieję na to, że przed tą wyjątkową jednostką jeszcze wiele lat dobrej posługi.

- Antica jest dla mnie jak starsza siostra - pisał Mirek Wąsowicz, syn kapitana Jerzego Wąsowicza w opisie do zbiórki. - Jest w naszej rodzinie od zawsze. Mieliśmy swoje dobre chwile razem, ale były też momenty, gdy jej szczerze nie znosiłem. (...) Pogodziliśmy się dopiero po 20 latach gdy pierwszy raz, samodzielnie zabrałem ją w rejs. Teraz jesteśmy już jak doświadczone rodzeństwo, dogadujemy się. Co mi dała Antica przez te wszystkie lata? Dała mi otwartość na świat i ludzi. Dała mi przyjaźnie, które trwają do dziś i za które jestem jej niezmiernie wdzięczny. Bez niej nie byłbym tym kim jestem dziś. Teraz przyszedł taki moment, że mogę jej się za to wszystko odwdzięczyć.

Na Alaskę bez Antiki



"Babcia" Antica na co dzień stoi spokojnie w gdańskiej Marinie przy ul. Szafarnia 6Mapka. Jak zapowiada kapitan, pozostanie już na Bałtyku, przede wszystkim uczestnicząc w wydarzeniach dotyczących oldtimerów, które odbywają się w Europie kilka razy w roku.

Choć kuter, który okrążył świat, nie popłynie już na Alaskę - w jedno z niewielu miejsc, którego nie osiągnął - kapitan Wąsowicz wcale nie wyklucza takiej wyprawy na innej jednostce.

- Jeśli byłaby taka okazja... - mówi. - Musiałbym to rozważyć.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (96)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »