Fakty i opinie

stat

Odwiedzili rodzinne strony dzięki Caritas i czytelnikom Trojmiasto.pl

Do Grodna na Białorusi, Warszawy i Opola Lubelskiego pojechali seniorzy na co dzień mieszkający w gdańskim Centrum Pomocowym im. Jana Pawła II. Wyjazd w rodzinne strony zorganizowali im pracownicy Centrum Wolontariatu Caritas Archidiecezji Gdańskiej, a wsparli hojnie m.in. czytelnicy Trojmiasto.pl.



Czy wsparłeś kiedyś akcję charytatywną?

nie, nigdy 8%
raczej nie, ale chyba zacznę to robić 5%
tak, raz lub dwa razy 42%
tak, robię to regularnie 45%
zakończona Łącznie głosów: 478
O akcji "Drzewo Marzeń" informowaliśmy w połowie grudnia 2018. roku. Koordynatorzy Centrum Wolontariatu Caritas Archidiecezji Gdańskiej postanowili wówczas zebrać pieniądze na spełnienie marzeń o podróży w rodzinne strony osób, które na co dzień zamieszkują Centrum Pomocowe im. Jana Pawła II w Gdańsku.

- Widzimy, że sytuacja materialna dzieci znacznie się poprawiła. W związku z tym podjęliśmy decyzję o zorganizowaniu zbiórki pieniędzy na realizację marzeń seniorów, przebywających na stałe w Centrum Pomocowym na Przymorzu - mówiła wówczas Karolina Lewandowska, koordynator Centrum Wolontariatu Caritas Archidiecezji Gdańskiej.
Oszacowano, że podróże dojdą do skutku, jeśli uda się zebrać 4 tys. zł. Zbiórkę prowadzono za pośrednictwem portalu zrzutka.pl. Pieniędzy wpływało niewiele, do czasu gdy poinformowaliśmy o niej w artykule Koncert, podróż w rodzinne strony, wejście do morza. O czym marzą seniorzy. Czytelnicy Trojmiasto.pl jak zwykle nie zawiedli. W godzinę po publikacji udało się uzbierać zaplanowaną kwotę. Ostatecznie zebrano ponad 6 tys. zł.

Wcześniej w Centrum im. Jana Pawła II stanęło "Drzewo Marzeń Seniorów". Zawieszono na nim piórka, na których zapisane były marzenia podopiecznych centrum pomocowego.

Podopieczni centrum pomocowego swoje marzenia mieli wydrukowane na kartkach.
Podopieczni centrum pomocowego swoje marzenia mieli wydrukowane na kartkach. fot. Caritas Archidiecezji Gdańskiej
- Seniorzy wstydzą się opowiadać o swoich potrzebach, twierdzą, że niczego nie potrzebują. Jedna z podopiecznych długo nie chciała powiedzieć, o czym marzy, bo nie wiedziała, czy zdąży zrealizować swoje marzenie. Pierwszy o chęci odwiedzenia rodzinnych stron odważył się powiedzieć pan Piotr, który wprawdzie nie jest seniorem, ale jest niepełnosprawny. Po nim otworzyli się pan Andrzej i pani Ania - opowiada Alicja Szostek z Centrum Wolontariatu Caritas Archidiecezji Gdańskiej.
O tym, że znaleźli się dobroczyńcy, którzy pomogli im w organizacji podróży w rodzinne strony, seniorzy dowiedzieli się przed świętami Bożego Narodzenia. Od razu zaczęło się planowanie.

- Organizacja podróży była wyzwaniem, bo każdemu seniorowi musiał towarzyszyć opiekun. Razem planowali szczegóły wyjazdu i wyszukiwali miejscowe atrakcje - mówi Karolina Lewandowska.

Najdalej do Grodna na Białorusi



Pierwsze wyjazdy zaczęły się latem. 75-letni pan Andrzej urodził się w Grodnie, które dziś znajduje się na Białorusi. Po wojnie jego rodzinę deportowano do Białegostoku.

- Kiedy dowiedzieliśmy się, że udało się zebrać pieniądze i będziemy mogli być może ostatni raz odwiedzić rodzinne strony, nie mogłem w to uwierzyć. Uwierzyłem, gdy przekroczyliśmy granicę kraju. Popłynęły łzy... łzy szczęścia i wzruszenia. Grodno znam z opowiadań, bo opuściłem je, gdy miałem roczek. Jestem Polakiem, ale w moich żyłach płynie białoruska krew. Zwiedziłem miasto i odwiedziłem na cmentarzu mojego brata i babcię. To było dla mnie wyjątkowe przeżycie - wzrusza się pan Andrzej.
52-letni pan Piotr seniorem nie jest, ale z powodu niepełnosprawności również zamieszkuje Centrum Pomocowe im. Jana Pawła II. Także jego marzenie się spełniło - pojechał do rodzinnego Opola Lubelskiego.

- Ostatni raz byłem w domu 38 lat temu. To było coś wspaniałego, byłem w szoku, bo miasteczko się bardzo zmieniło. Dużo zobaczyłem i chciałbym w przyszłości jeszcze raz tam pojechać - cieszy się pan Piotr.
85-letnia pani Ania urodziła się w Warszawie, ale szkołę podstawową ukończyła już w Gdańsku. Zburzoną stolicę pani Ania opuściła zaraz po wojnie. Dziś także nie dowierza, jak bardzo zmieniło się miasto.

- Po tylu latach wróciłam do domu, do Czerniakowa. Odwiedziłam rodzinę na cmentarzu, byłam w parku. To nie jest ta sama Warszawa, którą opuszczałam po wojnie. Całe życie spędziłam nad morzem, ale kiedy przyjechaliśmy do stolicy, w sercu poczułam, że mogłabym tam mieszkać - mówiła pani Ania.
W projekcie "Drzewo Marzeń" uczestniczyło pięć osób, z których trzy odwiedziły rodzinne strony. Dwie seniorki, pani Jadzia i pani Mirka miały pojechać do Tomaszowa Mazowieckiego i Wąwolnicy, ale z powodów zdrowotnych wyjazd został na razie odłożony.