Fakty i opinie

stat

Sytuacja poawaryjna na Ołowiance. Przyroda sobie radzi

Na nabrzeżu Motławy pracuje napowietrzacz wody mający poprawić warunki tlenowe potrzebne do życia organizmom żywym
Na nabrzeżu Motławy pracuje napowietrzacz wody mający poprawić warunki tlenowe potrzebne do życia organizmom żywym fot. SNG

Rozmowa z profesorem Janem Marcinem Węsławskim, dyrektorem Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie na temat skutków dla środowiska awaryjnego zrzutu ścieków do Motławy w Gdańsku.



Na ile ścieki bytowe z gospodarstw domowych, które przez 66 godzin płynęły do Motławy w ramach awaryjnego zrzutu ścieków, mogą być groźne dla flory i fauny w rzece i wodach Zatoki Gdańskiej?

Prof. Jan Marcin Węsławski: Ścieki z gospodarstw domowych w mieście, ze swojej definicji, nie zawierają trwale szkodliwych substancji. To głównie odpady organiczne i chemiczne środki czystości. Na tym rozwija się mikroflora bakterii i innych mikroorganizmów. Główny problem, to zużycie tlenu przez szybko rozwijające się mikroby, ponieważ na brak tlenu szybko reagują ryby i inne wodne organizmy.

Podobnie jak ze wszystkimi zanieczyszczeniami najważniejsze jest rozcieńczenie. Jeżeli wlejemy słoik ścieków bytowych do akwarium, z pewnością ryby zginą i trzeba będzie wymieniać wodę. Jeżeli usuwamy ścieki do płynącej (nawet bardzo wolno) rzeki, to ulegają one rozcieńczeniu, któremu bardzo pomaga wiatr i deszcz.

Niektóre środowiska mówią o katastrofie ekologicznej. Czy sytuacja jest faktycznie taka dramatyczna?

Katastrofa ekologiczna to określenie spoza obszaru nauki. Używa się go do przypadków, gdy masowo giną zwierzęta, zmienia się krajobraz, obszar przestaje się nadawać do zamieszkania. Nic takiego nie nastąpiło. Nie obserwujemy masowego śnięcia ryb ani zmian w przybrzeżnym ekosystemie.

Ile czasu potrzeba, aby środowisko "poradziło sobie" z ilością ścieków, która oszacowana została na ok. 100 000 metrów sześciennych?

Wszystko zależy od rozcieńczenia. Mikroorganizmy żyjące w piasku plaży, mielizn czy w piaszczystych brzegach rzeki, potrafią rozkładać do postaci wody i mineralnych związków do 40 kg mokrej masy organicznej na jeden metr kwadratowy rocznie. Da się pewnie policzyć, ile kilogramów mokrej masy organicznej jest w tym zrzucie. Przyjmując, że w jednym litrze tych ścieków jest około 0,4 g mokrej masy organicznej, czyli razem to około 4 tony - to taka ilość materii organicznej jest zutylizowana dość szybko w wodach morskich.

Dla zwiększenia ilości tlenu w wodzie SNG zamontowało na nabrzeżu Motławy napowietrzacz, trzy kolejne urządzenia napowietrzające zostały zamontowane na wodach Kanału na Stępce - czy takie działania mają szanse pomóc środowisku?

Mieszanie wody powierzchniowej to rutynowe działania w takich sytuacjach, podejmowane np. na wielkich jeziorach w Kanadzie czy na miejskich rzekach w USA. Trzeba tylko uważać, żeby mieszanie nie sięgnęło dna i nie podniosły się odkładane od lat muliste osady. Na niewielkim obszarze i półzamkniętych zbiornikach to dobra metoda.

Badania jakości wody na kąpieliskach przeprowadzane naprzemiennie przez Wojewódzką Stację Sanitarno-Epidemiologiczna, a teraz także Saur Neptun Gdańsk wskazują, że normy bakterii nie zostały przekroczone. Czy ta sytuacja może się jeszcze zmienić?

Bakterie mnożą się błyskawicznie i reagują na wzrost temperatury i materii organicznej do rozłożenia. Jeżeli te ścieki z rozlewu dostaną się do morza, dzięki prądom morskim i wiatrom będą wymieszane i nie powinno być z nimi problemu.

Zbliża się sezon letni. Czy turyści, rozważający wybór Gdańska na urlopowy wypoczynek, mają się czego obawiać?

W mojej ocenie, rozlew tej wielkości, jeżeli będzie dobrze wymieszany w morzu, nie powinien powodować długotrwałych skutków.

W latach 80. zrzut ścieków do rzek, a tym samym do Zatoki Gdańskiej był praktykowany. Czy te sytuacje ekologiczne można w ogóle porównywać?

Do końca lat 80. Polska zrzucała do morza praktycznie nieoczyszczone ścieki, zarówno bytowe, jak i dużo groźniejsze - przemysłowe. Kiedy studiowałem oceanografię w latach 70., Zatoka była zamknięta do kąpieli i miano koncentracji bakterii E. coli sięgało 20 tys. komórek na mililitr. Dzisiaj nie przekracza 50 komórek na 100 ml. To był prawdziwy kryzys środowiska, choć wciąż nie katastrofa. Od lat przyzwyczailiśmy się do pitnej wody w kranach i czystych kąpielisk, stąd zrozumiała obawa przed tego typu awariami.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (104)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Polityka prywatności
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.