Fakty i opinie

stat

W Chyloni rozdają zupę potrzebującym

Zobacz spotkanie Zupa Chylońska

W soboty około godz. 15 przy mostku w parku Kilońskim zobacz na mapie Gdyni w Chyloni od roku, bez względu na pogodę, spotykają się ludzie chcący pomagać potrzebującym. To pora, kiedy chętni jedzą wspólnie przygotowaną przez wolontariuszy zupę. Spotkanie pod nazwą Zupa Chylońska co tydzień gromadzi blisko setkę osób.



Czy działasz w wolontariacie?

tak, regularnie 9%
tak, ale sporadycznie 13%
tylko przy okazji WOŚP czy świąt 16%
nie, nie mam na to czasu ani chęci 62%
zakończona Łącznie głosów: 378
Wszystko zaczęło się od organizacji wigilijnych spotkań dla bezdomnych i ubogich przez parafię św. Mikołaja w Chyloni. Tam prezentem dla obecnych potrafiły być zużyte świece z kościoła. Idea regularnego wspierania ubogich posiłkiem zrodziła się w 2017 roku wśród wolontariuszy parafialnego Caritas. Jak zawsze w takich przypadkach, najpierw była chęć pomocy, później spotkania członków. Wreszcie zapadła decyzja, by od rozmów przejść do czynów.

Od idei do czynu



- Pojawiały się różne pomysły, jak np. rozdawanie kanapek. Chcieliśmy zacząć po wakacjach, gdy zrobi się chłodniej i nasza pomoc okaże się potrzebna. Któregoś dnia proboszcz parafii, ks. Jacek Socha zaproponował, by spróbować gotować zupę. I została zupa. To wychodziło ponad pomoc, o której myśleliśmy. Do przyrządzania i rozdawania posiłku musieliśmy się przygotować - mówi Renata Młyńska, jedna z organizatorek Zupy Chylońskiej.
Trzeba było zorganizować termosy, wyzwaniem okazał się też zakup ogromnego garnka. Inspiracją dla społeczników z Gdyni były podobne działania prowadzone w Sopocie.

Czytaj też: Zupa na Monciaku: co niedzielę pomagają bezdomnym w Sopocie

- Organizatorzy tamtej zupy dali nam kilka porad. Jedną z nich jest brak tolerancji dla spożywania alkoholu podczas spotkania. Trzymamy się jej. Dzięki temu, że rozumieją ją też odwiedzający nas w sobotę, mamy miłą i przyjemną atmosferę. Nigdy nie było awantur czy interwencji policji. To wielka wartość naszego spotkania - opowiada ks. Jacek Socha.

Policjanci zapraszali na zupę



Zresztą zdarzało się, że policjanci aktywnie włączyli się w akcję. Wśród wolontariuszy funkcjonuje anegdota o tym, jak jeden z zaprzyjaźnionych policjantów, legitymując bezdomnego przy Centrum Riviera, dał mu po upomnieniu zaproszenie na... Zupę Chylońską, z której legitymowany skorzystał.



Pomagają starsi, młodsi, wierzący. Zdarzają się też ci, którzy nie są na co dzień blisko Kościoła. Co ważne, nie wszyscy pomagają gotując. Jak mówią organizatorzy, jest grupa osób, która przychodzi, by podyskutować z przybyłymi na zupę, wesprzeć ich, pomóc czy doradzić. Bo wielu z czekających na zupę przychodzi i chce, oprócz zjedzenia zupy, spotkać się i po prostu pobyć razem. Zaprzyjaźniają się z wolontariuszami.

Jest 50 litrów, będzie 100



Co sobotę wolontariusze gotują 50 litrów zupy w jednym garnku, ale został kupiony już dwa razy większy garnek, bo potrzebujących z tygodnia na tydzień przybywa.

- Zupy wystarcza, ale chcielibyśmy, żeby można było zabrać ją ze sobą. Sporo osób jest autentycznie głodnych, chciałyby móc zabrać zupę ze sobą. Na początku było to możliwe, obecnie już nie wystarcza nam jej - dodaje Renata Młyńska.
Trudno się dziwić, słysząc jak bardzo inicjatywa rozwija się. Na pierwszych spotkaniach chętnych na zupę było około dwudziestu. Ostatnio ich liczba dobiła do prawie setki. Organizatorzy podkreślają, że nie wszyscy są bezdomnymi. Wielu to samotni mężczyźni, którzy często po prostu nie potrafią przygotować sobie samodzielnie ciepłego posiłku.

Co sobotę inna grupa i inna zupa



Zupę gotuje sześć grup. W skład każdej z nich wchodzi od sześciu do dziewięciu osób. Za każdym razem posiłek jest inny i przygotowywany przez inną grupę. To daje szansę na zaangażowanie, i jednocześnie nie powoduje zniechęcenia. Od poniedziałku trwa zbieranie produktów - zaś sama zupa powstaje od piątkowego wieczoru w kuchni domu parafialnego.

- Osoby zgłaszały się same. Większość to ludzie z parafii, skupieni w różnych wspólnotach, ale nie tylko. Myślę, że byli też tacy, którzy czekali na taką inicjatywę pomocową i Zupa Chylońska okazała się dla nich szansą, którą potrafili wykorzystać - wskazuje ks. Jacek Socha.
Nie brakowało niespodzianek. Ks. Jacek uśmiecha się, przytaczając historię z jednego z wakacyjnych spotkań, gdy do wolontariuszy dołączyli przebywający w Gdyni amerykańscy żołnierze, co okazało się dla przybyłych niezapomnianą atrakcją.

Pomoc może być niesiona nie tylko poprzez ciepły posiłek, ale także przez pomoc materialną w postaci leków, ubrań czy odzieży fundowanej przez sponsorów z lokalnego oddziału Lions Club tym, którzy zdobędą zaufanie wolontariuszy lub realnej pomocy w zyskaniu mieszkania. Tak było w przypadku pana Piotra. Po kilku spotkaniach okazało się, że mieszka on w parku pod gołym niebem. Dzięki zaangażowaniu jednego wolontariusza udało się znaleźć mężczyźnie mieszkanie w Kamieniu.

- Mieszka tam, jest bardzo szczęśliwy. Mnie w pracy odwiedza dwa razy w tygodniu, opowiadając, co się dzieje i wspominając nas bardzo ciepło - opowiada Justyna Karpluk.

Najważniejszy jest człowiek



Jak przyznają organizatorzy, okoliczni mieszkańcy reagują różnie. Wielu popiera inicjatywę, utożsamiając się z nią, a nawet piekąc ciasta i przynosząc dodatkowe smakołyki. Zdarzają się też jednak tacy, dla których zupa to niepotrzebne utwierdzanie potrzebujących w przeświadczeniu, że warto być bezdomnym.

- Nam zależy na spotkaniu z człowiekiem. To główny motyw naszego działania. To piękne, że Zupa Chylońska łączy nas w taki sposób - kończy ks. Jacek Socha.
Więcej informacji o Zupie Chylońskiej można znaleźć na Facebooku

Opinie (151) ponad 20 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.