Fakty i opinie

stat

Wydobyto zatopiony latarniowiec z basenu dawnej Stoczni Gdańskiej

Wydobyto zatopiony dziewięć lat temu latarniowiec, który spoczywał na dnie basenu dawnej Stoczni Gdańskiej.



Od zeszłego tygodnia przy latarniowcu pracowała wyspecjalizowana grupa nurków, jednak ze względu na niekorzystne warunki pogodowe nie można było przystąpić do jego wydobycia. Dopiero w środę rozpoczęto wyciąganie statku z wody.

W czwartek z samego rana "Motorfyrskib No II" stykał się jeszcze dolną częścią z lustrem wody, ale około godz. 10:30 przy pomocy dźwigu wydobyto go ponad powierzchnię wody, a po godz. 11 spoczął na kei.

- Przy pomocy dźwigu "Maja" podnieśliśmy rufę latarniowca i zamontowaliśmy w przepustach pod statkiem specjalne zawiesia. Następnie tę samą operację wykonaliśmy z dziobem statku. Całość trwała około ośmiu godzin. Dzięki tym zabiegom byliśmy w stanie całkowicie wydobyć latarniowiec - mówi pan Wojciech z ekipy nurków.
Około godz. 10:30 przy pomocy dźwigu statek wydobyto całkowicie.
Około godz. 10:30 przy pomocy dźwigu statek wydobyto całkowicie. fot. Czytelnik / trojmiasto.pl

Latarniowiec na dnie od 2009 roku



Latarniowiec poszedł na dno w 2009 r.
Latarniowiec poszedł na dno w 2009 r. fot. Arnold Szymczewski / Trojmiasto.pl
W październiku 2006 r. do gdańskiej stoczni przypłynął duński statek "Motorfyrskib No II". Remont znacznej części klepek poszycia oraz obicia papą i okucia miedzianą blachą kadłuba zlecił wtedy Duńczyk Jorgen Olsen. Z niewiadomych przyczyn naprawa i odbudowa statku zostały przerwane, a sam latarniowiec w 2009 r. poszedł na dno.

Co ciekawe, właściciel latarniowca odrzucał propozycje składane przez Centralne Muzeum Morskie. Dotyczyły one m.in. uratowania wybranych elementów statku.

Przez wiele lat statek - a raczej wystający ponad powierzchnię wody maszt zakończony latarnią - traktowany był jako atrakcja turystyczna.

- Cieszę się, że latarniowiec jest już na powierzchni. Co do dalszych planów, to w pierwszej kolejności wykonamy inwentaryzację stanu technicznego. Będziemy też rozmawiali z osobami, które wcześniej awizowały przełożenie na byłych właścieli. Na pewno nie mamy zamiaru niszczyć latarniowca - mówi Marek Siemaszko, prezes firmy SAFE CO LTD, do której należy statek.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (96)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.