Wypadek na Fecie
"Rękopis Alfonsa van Worden" poznańskiego teatru Biuro podróży, choć jest sztuką spokojną wywołał wiele emocji wśród gdańskiej publiczności. Przyczyną zamieszania było zasłabnięcie jednego z widzów spektaklu. Problem powstał w momencie, kiedy okazało się, że karetka pogotowia Falck ma trudności z przebiciem się przez tłum widzów i dotarciem pod scenę ustawioną na Targu Węglowym. "Gazeta Trójmiasto" napisała, że z pomocą karetce zmierzającej do poszkodowanego nie przyszła ani Straż Miejska, ani policja, przez co cała akcja trwała 15 minut.
- Pogotowie pojawiło się natychmiast i istotnie musiało przedrzeć się przez tłum, ale nie trwało to tak długo - mówi E. Twardowska. - Poza tym placu pilnowała Straż Miejska i policja.
Incydent wydarzył się o godzinie 22.30. O tej porze strażników nie było już na Targu Węglowym.
- W sobotę zakończyliśmy pracę o godzinie 22 - informuje Mariusz Kowalik, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Gdańsku. - Organizator, w którego gestii leży zabezpieczenie masowej imprezy nie zgłosił zapotrzebowania na przedłużenie naszej służby. My natomiast nie przedłużamy pracy z własnej woli, bo wiąże się to z kosztami. W momencie kiedy doszło do wypadku byliśmy więc "po godzinach".
Zdaniem M. Kowalika z wcześniejszych ustaleń z Młodzieżowym Klubem Twórczym "Plama", który organizował Fetę wynikało, że klub ma prywatną firmę ochroniarską, a SM wspomaga imprezę w określonych godzinach. Według rzecznika SM współpraca z organizatorem od początku nie przebiegała wzorowo, były bowiem trudności w skontaktowaniu się. Z taką wersją nie zgadza się natomiast E. Twardowska, która twierdzi, że "dzwonili do siebie na okrągło".
- To niemożliwe, żeby nie było zabezpieczenia. Aby zrobić imprezę muszę mieć wszelkie pozwolenia. A skoro gazeta podała, że spektakl oglądało 200 osób, to nie jest to impreza masowa. Poza tym miałam do dyspozycji własne firmy porządkowe. Zainteresowałam się też losem poszkodowanego widza - podkreśla. - Od pogotowia usłyszałam, że był trzeźwy i najzwyczajniej poczuł się słabo.
Według policji za przejezdność dróg odpowiada organizator. Gabriela Sikora, rzecznik Wojewódzkiej Komendy Policji podkreśla, że nie doszło do zdarzenia o charakterze kryminalnym, a policja podczas imprezy była obecna w pobliżu.
- Co to za zarzuty, że nie było policji? A co, spała? A jeśli dziennikarz napisał, że nie było jej na miejscu, to po to, żeby przyciągnąć uwagę czytelnika.
