• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Z Trójmiasta do Tanzanii. W sklepie, który otworzyła płaci się plastikowymi odpadami

Julianna Jacewicz z Gdańska kieruje w Tanzanii fundacją, która pomaga mieszkańcom wioski Jambiani. Ostatnim projektem było otwarcie sklepu z artykułami pierwszej potrzeby, w którym można płacić zebranym na wyspie plastikiem.
Julianna Jacewicz z Gdańska kieruje w Tanzanii fundacją, która pomaga mieszkańcom wioski Jambiani. Ostatnim projektem było otwarcie sklepu z artykułami pierwszej potrzeby, w którym można płacić zebranym na wyspie plastikiem. fot. Chrystian Pietrzela

Ma 28 lat, pochodzi z Gdańska, a pasję do podróży połączyła z niesieniem pomocy innym. Julianna Jacewicz, po zjechaniu sporego kawałka świata, osiadła na wyspie Zanzibar w Tanzanii, gdzie kieruje fundacją w wiosce Jambiani.



Czy wyobrażasz sobie życie na innym kontynencie?

Zobacz wyniki (803)
Z Julką znamy się od liceum i od kiedy pamiętam - zawsze wyjeżdżała w takie miejsca, o których inni nawet nie mieliby odwagi pomarzyć. Podróżowała autostopem, sypiała pod gołym niebem lub w domach zupełnie obcych ludzi.

Dziś Julianna połączyła swoją pasję do podróży z pomocą mieszkańcom tanzańskiej wioski, w której zamieszkała rok temu.

Gdy byliśmy nastolatkami, podróżowałaś inaczej niż ja i nasi rówieśnicy. My jeździliśmy na biwak nad jezioro, a ty podróżowałaś stopem po Europie. Rodzice się nie bali?

Julianna Jacewicz: - Moja mama też zawsze dużo podróżowała, a tata był marynarzem. W wieku sześciu lat pierwszy raz przekroczyłam granicę Polski i dostałam moją pierwszą pieczątkę w paszporcie. Od tego momentu chciałam przekraczać tę granicę jak najczęściej.

Po raz pierwszy wyjechałam bez dorosłych, gdy miałam 16 lat z przyjaciółką Olgą pojechałyśmy do Francji, gdzie mieszkałyśmy u znajomych. Wtedy złapałam zajawkę na podróże na własną rękę i mieszkanie w lokalnych domach. Później dowiedziałam się o istnieniu Couchsurfingu. Możliwość nocowania za darmo była dla mnie idealnym rozwiązaniem. Podróże były dużo tańsze, a co najważniejsze, mogłam podróżować w sposób, jaki kocham - poznając lokalnych mieszkańców i doświadczając podróży w najlepszy dla mnie sposób.

Później wyruszałaś na coraz dalsze wyprawy.

- Apetyt rósł w miarę jedzenia. Najpierw Europa, potem podróż po zachodnim wybrzeżu USA, następnie Hawaje, podróż solo z plecakiem po Ameryce Centralnej i Kolumbii... i tak dalej. Jak to powiedział Ryszard Kapuściński "Wszak istnieje coś takiego, jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej".

Najciekawsze miejsca jakie odwiedziłaś to..?

- Palau, archipelag wysp na Pacyfiku. Możesz tam spotkać pod wodą ogromną ilość rekinów i płaszczek, przy okazji podziwiając wraki samolotów z II wojny światowej. Nigdy nie widziałam tak różnorodnych odcieni wody, jak na Palau. To właśnie tam wybrałam się również na odkrywanie bezludnych wysp kajakiem i nocowanie pod namiotem. Nigdy nie widziałam tak bajkowych i rajskich miejsc, jak na Palau, a do tego w ogóle niedotkniętych masową turystyką. Ponadto Palau jest bardzo bogate kulturowo. Mają bardzo ciekawe połączenie religii chrześcijańskiej z dawnymi wierzeniami.

Dodałabym jeszcze maleńki, rajski archipelag wysp San Blas, należących do Panamy oraz wyspy Kukurydzy, należące do Nikaragui.

Ale podróż, która wywarła na mnie największy wpływ, odbyłam do Demokratycznej Republika Konga. Niesamowicie zróżnicowany Park Narodowy Wirunga, gdzie mogłam podziwiać goryle parę metrów od siebie i wyprawa do lasów Ituri, gdzie po 30-godzinnej wyprawie i czterech godzinach wędrówki w buszu, zamieszkałam z najmniejszą grupą etniczną na świecie - Pigmejami Mbuti.



Jak się żyje na Unguji zwanej jako Zanzibar, należącej do Tanzanii?

- To wyspa przesympatycznych i wiecznie uśmiechniętych mieszkańców, choć ich życie wcale nie jest łatwe.

Mieszkasz w wiosce Jambiani. Co to za miejsce?

- Opisałabym je, jako idealne połączenie rajskich plaż z lokalną, wiejską atmosferą. Można się tu natknąć na spacerujące po plaży krowy, a w płytkich wodach znajdują się plantacje alg.

Opowiedz o nich.

- Jambiani z nich słynie. Lokalne kobiety zbierające algi często pojawiają się na fotografiach turystów. Ja jednak nie jestem fanką romantyzowania tej aktywności i już tłumaczę, dlaczego. Zbieraniem alg zajmowali się wcześniej mężczyźni. Zrezygnowali jednak, bo było za ciężko i dlatego zajęły się tym kobiety, które walczą o utrzymanie swoich rodzin. Pracuje się w pełnym słońcu, dźwiga się ciężkie worki z algami, które sprzedaje się po pół dolara za kilogram. Algi są przede wszystkim eksportowane do Azji. Zarabia na tym głównie rząd, pracownice mają z tego znacznie mniej. Dlatego szukamy alternatywnej pracy dla nich.

Jaka jest społeczność wioski?

Najstarszym mieszkańcem Jambiani był (zmarł pod koniec roku) legendarny Ali Pandu, nazywany również el Babu, czyli "dziadzia". Ali Pandu dożył 105 lat. Jego najstarszy syn miał 80 parę lat, a najmłodszy... osiem! Miał w swoim życiu siedem żon. Ali Pandu był radosnym, pełnym ciepła i energii człowiekiem. Zapytany o sekret długiego życia odpowiadał - brak stresu, dużo sportu i dużo seksu. Ten brak stresu bardzo obrazuje mieszkańców Jambiani - nie chcą się stresować, lubią żyć na spokojnie, w rodzinnej atmosferze. Pojęcie czasu nie ma tu znaczenia, spóźniają się praktycznie wszyscy i nikt się nie śpieszy.

Wspaniałym doświadczeniem jest ceremonia zaślubin. Łączy w sobie tradycje arabskie i hinduskie. Byłam już na paru w Jambiani, w tym dwóch z nich zaproszona jako gość. Wtedy też wraz z grupą kobiet zakładamy te same sukienki. To uroczystość wypełniona kobiecością, tańcem i muzyką. Tak gorących tańców nie widziałam nawet w Ameryce Południowej.

Na wyspie nazywają cię Sukari. Dlaczego?

- "Sukari" to słowo w języku swahili, które po polsku oznacza "cukier". Jest tutaj bardzo znana piosenka popularnej tanzańskiej piosenkarki Zucchu, która urodziła się na Zanzibarze. Wystarczyło, że pewnego razu zaśpiewałam i zatańczyłam ją z grupką dzieci, a wieść rozniosła się po całej wiosce. Od tego momentu stałam się Sukari i każdy kto mnie tak nazwie oczekuje, że zaśpiewam z nim refren.

Czym zajmuje się fundacja, w której pracujesz?

Próbujemy propagować świadome pomaganie. Moją prawą ręką jest Dulla, pochodzący z Jambiani, który ma bogate doświadczenie w innych organizacjach zajmujących się pomocą rozwojową. Jest też Suzy, którą zatrudniliśmy jako tłumacza do projektu Szyjąca Siostra, który teraz koordynuje. Suzy dodatkowo pomaga zarządzać centrum edukacji i uczy w nim angielskiego. Są też inni nauczyciele, menadżerka ekosklepu, inni pracownicy i wolontariusze.

Komu i jak pomagacie?

- Mieszkańcom Jambiani. Wspieramy lokalną klinikę poprzez sprzęt, organizację badań i szkoleń. W tym roku planujemy kupno sprzętu dentystycznego. Mamy już wolontariuszkę, mieszkającą tu grecką dentystykę. Uczymy angielskiego. W ramach projektu Szyjąca Siostra pomagamy ośmiu kobietom. Szyją m.in. torebki, portfele i koszulki, które sprzedają turystom. Szkolimy je też z przedsiębiorczości.

Niedługo otwieramy nowoczesną pracownię komputerową i ruszamy z zajęciami z przedmiotów ścisłych. Wspieramy lokalne szkoły i przedszkola. Robimy to dzięki datkom od polskich gości poprzez wydarzenia charytatywne.

Przebadaliśmy mieszkańców i okazało się, że 50 proc. z nich ma anemię. Wierzę, że jeśli wygramy z anemią, damy mieszkańcom dłuższe życie i poprawią się również wyniki w szkole.

Prowadzicie też sklep, w którym można płacić plastikiem. Ale nie chodzi o karty płatnicze, tylko o... plastikowe odpady.

- Ten projekt przeszedł nasze oczekiwania. Jest skierowany do najuboższych. Plastikowe odpady są poważnym problemem na wyspie. Ale jeśli się je pozbiera, to nie tylko wyspa stanie się czystsza, ale też można na tym zarobić. Nie promujemy rozdawnictwa, lecz oferujemy coś za pracę.

W sklepie, który prowadzi pochodząca z Jambiani Kauthar, plastik można wymienić na żywność, ubrania, zarówno nowe, jak i używane, obuwie, plecaki, akcesoria szkolne czy zabawki. Każda zebrana tona plastiku jest sprzedawana organizacji zajmującej się recyklingiem, która znajduje się na północy wyspy.

Znając cię, pewnie nie usiedzisz długo w jednym miejscu. Jakie masz plany na przyszłość?

- Sama jeszcze nie wiem. Na razie dobrze mi tu, gdzie jestem i nie chcę tego zmieniać. Przez jakiś czas pragnę rozwijać fundację. Myślę też, że chciałabym pozostać przy pomocy rozwojowej, niezależnie od miejsca zamieszkania. Marzyła mi się kiedyś praca w ONZ, kto wie, może kiedyś spróbuję i tam.

Chcę zawsze móc podróżować, a Tanzania jest świetną bazą wypadową do Afryki i na Bliski Wschód, a to również mój kierunek ze względu na to, że studiowałam arabistykę. W tym roku planuję wrócić do Demokratycznej Republiki Konga i na moje urodziny wejść na któryś z najbardziej aktywnych wulkanów na świecie - Nyamuragira lub Nyiragongo.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (123)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Najczęściej czytane