Fot. Jerzy Bartkowski/KFP
Nowe prezydium sopockiej Rady Miasta. Od lewej: Cezary Jakubowski, Wojciech Fułek, Piotr Meler.
Jacek Karnowski, chociaż zwyciężył w wyborach na prezydenta Sopotu, łatwego życia w najbliższym czasie mieć nie będzie. Nie dość, że całe prezydium Rady Miasta składać się będzie z jego politycznych przeciwników, to popierający go klub PO w piątek... zmniejszył się.
- Czy zmiana układu sił w sopockiej radzie będzie dobra dla miasta?
-
tak, sytuacja, w której władza nie jest skupiona w jednych rękach jest lepsza od sytuacji, gdy i prezydent i rada wywodzą się z jednej opcji politycznej
43% -
trudno powiedzieć, ale sądzę, że zdrowy rozsądek weźmie górę nad animozjami i zarówno prezydent, jak i rada będą miały na względzie głównie dobro miasta
17% -
nie, przez najbliższe lata będziemy w Sopocie świadkami głównie politycznych przepychanek
40%
łącznie głosów: 698
Zaczęło się jednak zgodnie z planem. Na początku zgłoszono trzech kandydatów na przewodniczącego rady. PO i Samorządność wystawiły Wieczesława Augustyniaka, komitet Kocham Sopot - Wojciecha Fułka, a PiS - Piotra Melera. Po pierwszej turze tajnego głosowania, w której żaden z kandydatów nie otrzymał wymaganego poparcia więcej niż połowy radnych, z gry odpadł Meler, za którym głosowały jedynie cztery osoby. W kolejnym głosowaniu PiS poparł Fułka i, uzyskując 11 na 20 głosów, został on przewodniczącym rady.
- O zgrozo! - głośno skomentował odczytanie wyników głosowania Lesław Orski, szef klubu radnych PO. Chwilę później on i jego partyjni koledzy przełknąć musieli jednak kolejną gorzką pigułkę.
Głosowano, również tajnie, kandydatury dwóch wiceprzewodniczących rady. PO zgłosiło Barbarę Gierak-Pilarczyk, PiS - ponownie - Piotra Melera, a Kocham Sopot... Cezarego Jakubowskiego, wybranego dwa tygodnie temu z listy PO. Każdy z radnych zagłosować mógł na dwie osoby. Meler i Jakubowski otrzymali po 12 głosów. Gierak-Pilarczyk - jedynie osiem. - Zostaliśmy sprowadzeni do roli opozycji - skomentowała chwilę później Małgorzata Maj (PO).
Zarazem okazało się, że na dwie godziny przed rozpoczęciem obrad Jakubowski zrzekł się członkostwa w PO. - Chodziło o sprawy personalne, nie chciałem się zgodzić, aby Platforma wystawiła jako kandydata na szefa rady pana Augustyniaka. Byłby to sygnał, że w Sopocie nic się nie zmieniło, a to nie jest prawda, zmieniło się wiele. Zdecydowałem, że zostanę radnym niezależnym - tłumaczył świeżo upieczony wiceprzewodniczący, już wcześniej znany z niepokornego charakteru i sporej niezależności względem Jacka Karnowskiego.
Ten ostatni wyniki poszczególnych głosowań przyjmował z uśmiechem, chociaż raczej ironicznym niż radosnym. - Stało się to, co do dziś było w Sopocie tajemnicą Poliszynela. Koalicja Kocham Sopot i PiS stała się faktem. Mam tylko nadzieję, że oba ugrupowania będą patrzeć tylko i wyłącznie na interes miasta, gdy dochodzić będzie do głosowania istotnych dla Sopotu decyzji - stwierdził prezydent Sopotu.
Mniej dyplomatyczny okazał się radny Orski. - To porażka całego miasta, które będzie od tej pory rządzone przez PiS. Z przyjemnością ucieknę stąd do sejmu - powiedział nam wzburzony tuż po wyjściu z sali obrad.
Czy rzeczywiście koalicja Kocham Sopot-PiS stała się faktem?
Wojciech Fułek: - To dziennikarze i politolodzy są od interpretowania, a nie ja. Ja mogę tylko powiedzieć, że widzimy wiele elementów wspólnych między programem naszym, a programami zarówno PO, jak i Piotra Melera. Myślę, że jest do zrobienia wiele rzeczy, które będą do zaakceptowania dla wszystkich sopockich radnych. Będziemy także chcieli wprowadzać więcej uchwał o charakterze obywatelskim.
Andrzej Kałużny (PiS): - Jeżeli w ogóle można mówić o jakiejś koalicji, to będzie to koalicja programowa, ale bez uginania karku z naszej strony.




















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.