Fakty i opinie

stat

Canoe z rekordowego spływu Amazonką w Narodowym Muzeum Morskim

Zmagał się ze zmęczeniem, czasem, insektami, niesamowicie silnym nurtem, a nawet strzelano do niego - mimo to Marcin Gienieczko w tym roku samotnie spłynął Amazonką, a jego wyczyn ma trafić do "Księgi rekordów Guinnessa". Canoe, którym podróżnik przepłynął rzekę, trafiło do zbiorów Narodowego Muzeum Morskiego.



Czy lubisz podróżować?

tak, bardzo i to w nietypowe miejsca 48%
chętnie pojadę na jakąś wycieczkę chociaż raz do roku 37%
nie lubię, męczy mnie to 8%
podróżuję tylko wtedy, kiedy muszę 7%
zakończona Łącznie głosów: 118
W środę w NMM odbyło się uroczyste przekazanie prawie 5-metrowego canoe - czyli łodzi, którą mieszkający niedaleko Gdyni podróżnik Marcin Gienieczko spłynął blisko 6 tys. km Amazonkę. Do tej pory żaden człowiek nie dokonał takiego wyczynu na tego typu łodzi, dlatego trafi on wkrótce do "Księgi rekordów Guinnessa".

Podróżnik przed wyprawą "Energa Solo Amazon Expedition" dawał sobie jedynie 60 proc. szans na zakończenie jej z pełnym sukcesem. Przygotowywał się do niej dwa lata. Ekspedycja rozpoczęła się 17 maja na plaży Cerro La Virgen nad Pacyfikiem, a zakończyła się 4 września 2015 roku nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego.

Gienieczko podzielił ekspedycję na trzy etapy: rowerowy, rzeczny i biegowy. Pokonanie pierwszego zajęło mu 11 dni, przejechał w Andach 677 km, z podjazdami na wysokość 4700 m. 31 maja wsiadł na canoe w miejscowości San Francisco by spłynąć Amazonkę. Po 94 dniach i 5986 kilometrach, dotarł do Belem. Ostatnim etapem ekspedycji był 80-kilometrowy etap biegowy. Swoją podróż i wyczyn Gienieczko dedykował dzieciom z Pomorskiego Hospicjum dla Dzieci.

Za nim dotarł do głównego nurtu Amazonki spłynął rzekami Ene i Tambo, które leżą w bardzo niebezpiecznym regionie, z którego na cały świat wyruszają przemytnicy z ubitymi liśćmi koki.

- W tym rejonie rząd peruwiański nie ma w zasadzie władzy. Właśnie tam był jeden z bardziej dramatycznych momentów wyprawy. Ludzie z narkobiznesu strzelali do mnie z brzegu - opowiada podróżnik.
Gienieczko pod koniec rejsu po Amazonce.
Gienieczko pod koniec rejsu po Amazonce. fot. mat. prasowe
Obawiał się też kolejnego etapu na rzece Ukajali, bo mieszkają tam plemiona Indian nieprzychylne białemu człowiekowi (to podczas spływu Ukajali w 2011 r. zamordowana została przez miejscowych Indian para podróżników z Trójmiasta). Natomiast gdy wpłynął na główny nurt Amazonki, musiał się liczyć z dużym ruchem i grasującymi piratami.

- Zagrożeniem było to, że nie czuje się insektów, pająka który się skrada, anakondy czy innych węży. Były też inne problemy, bo dużym wyzwaniem było przepłynięcie na drugą stronę rzeki, o szerokości czasami 80 km. Ponadto Amazonka ma bardzo silny nurt, przed ujściem do Atlantyku pędziła razem ze mną 20 km na godzinę, to bardzo szybka rzeka nie spodziewałem się tego, dlatego była możliwość ustanowienia rekordu Guinnessa i rekordu świata za najszybsze przepłynięcie Amazonki w canoe - wyjaśnia Gienieczko.
Canoe, którym Marcin Gienieczko spłynął samotnie Amazonkę to dwuosobowa kanadyjka o długości 4,95 metra i wadze 40 kg. Łódź wykonana  jest z royalexu - kompozytowego materiału, wytrzymałego na urazy i odgniecenia, składającego się z winylu jako warstwy zewnętrznej i wytrzymałego tworzywa sztucznego ABS jako warstwy wewnętrznej. Wyporność łódki wynosi 500 kg, dzięki temu podróżnik mógł zabrać około 100 kg ekwipunku. Zaliczył tylko jedną wywrotkę w delcie Amazonki z powodu silnych wiatrów i prądów. W tej łodzi Gienieczko przepłynął m.in. rzekę Río Napo (lewy dopływ Amazonki) i Bałtyk z  Bornholmu do Darłowa.

Obecnie trafiła ona do NMM, które systematycznie powiększa muzealną kolekcję jednostek.

- To niezwykle cenny eksponat. Chętnie gromadzimy takie, które są przykładem niezwykłego hartu ducha i ogromnej determinacji swych kapitanów. Mamy już np. w swoich zbiorach ponton, na którym Arkadiusz Pawełek przepłynął Atlantyk - mówi Jerzy Litwin, dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego.
Kanadyjka docelowo będzie eksponowana obok trzech zabytkowych jachtów "Kumka IV", "Dal" i "Opty", w nowobudowanym tczewskim oddziale muzeum. Czytaj też: Superkajakiem przez Australię

Marcin Gienieczko ma na swoim koncie wiele ekstremalnych dokonań, m.in. przeszedł 600 km po zamarzniętej rzece Kołymie (przy temp. minus 50 stopni), pokonał pieszo i na wielbłądach Saharę Zachodnią (750 km w 18 dni), przejechał Australię rowerem, przepłynął pontonem największą rzekę Alaski Jukon (3,1 tys.km), a w canoe cały system rzeczny Mackenzie (4 tys. km) oraz syberyjską rzekę Lenę (ponad 4,3 tys. km)

Opinie (23) 5 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.