Fakty i opinie

stat

Dlaczego w Trójmieście nie ma śniegu?

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zimy zmieniają swoje oblicze - są coraz mniej śnieżne.
W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zimy zmieniają swoje oblicze - są coraz mniej śnieżne. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Na Kasprowym Wierchu ponad dwa metry, na Śnieżce niespełna metr, a w Gdańsku, Sopocie i Gdyni ani centymetra śniegu. Dlaczego w Trójmieście coraz trudniej o śnieżną zimę? Takie pytanie zadaliśmy specjalistom z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej - Państwowego Instytutu Badawczego.



Czy tęsknisz za śnieżną zimą w Trójmieście?

tak, cały czas czekam na prawdziwą zimę

53%

najbardziej na śnieżną zimę czeka/ją moje dziecko/dzieci

9%

nie, bo śnieg utrudnia życie w mieście

32%

nie, z innego powodu

6%

Zima po staremu i zima po nowemu



Michał Kowalewski, klimatolog IMGW-PIB: Taka podręcznikowa zima w Polsce charakteryzuje się śniegiem, który zaczyna padać już w listopadzie, w grudniu tworzy trwałą pokrywę, która utrzymuje się do lutego, a miejscami nawet do marca.

W grudniu, styczniu i lutym temperatura jest ujemna, przy czym najchłodniejszym miesiącem jest styczeń, wyraźnie wyznaczający środek zimy. Dopiero pod koniec lutego termometr zaczyna wskazywać wartości powyżej zera. W marcu pokrywa śnieżna ostatecznie zanika, ale jeszcze w kwietniu mamy kilka dni z opadem śniegu.

Tak kiedyś zjeżdżano w Gdańsku na sankach. Zimowe ujęcia od 01:04


To był opis ze starego podręcznika. W nowszych znajdziemy stwierdzenia, że temperatura w okresie zimowym może spadać poniżej zera, że śnieg może spaść. Ale też mogą wystąpić i występują okresy z temperaturą zdecydowanie powyżej zera, opady deszczu i deszczu ze śniegiem. Zmienność pogody w chłodnej porze roku jest duża, obserwując poprzedni sezon zimowy nie możemy zakładać, że podobnie będzie w bieżącym.

Czego potrzeba do ładnej zimy?



Ładna zima powinna rozpocząć się okresem opadów, którym towarzyszy niewielki mróz, aby ukształtować kilkucentymetrową pokrywę śnieżną. Jeśli potem wzrośnie ciśnienie, niebo będzie bezchmurne i będziemy mieli piękną zimę.

Drogi, chodniki bardzo szybko zostaną oczyszczone, rośliny pod pokrywą śnieżną będą miały doskonałe warunki do przetrzymania mrozów, ludzie będą zdrowi, a zimowe ośrodki wypoczynkowe będą cieszyć się powodzeniem. Niedogodnością oczywiście będzie stosunkowo duży koszt ogrzewania naszych domów, gdyż taka pogoda wiąże się z kilkunastostopniowymi mrozami. Jest to przebieg zimy charakterystyczny dla klimatu umiarkowanego kontynentalnego.

Film ze stycznia ubiegłego roku


Natomiast klimat umiarkowany oceaniczny w okresie zimowym to zdecydowanie więcej dni z niskim ciśnieniem, większymi opadami, wyższą temperaturą, a zatem gorsze warunki do formowania się trwałej pokrywy śnieżnej. Polska leży w strefie, w której zanika wpływ Atlantyku, w strefie przejściowej między klimatem oceanicznym a kontynentalnym. Różnicę tę widać między wschodnią i zachodnią częścią kraju. Co jest przyczyną tych zmian?

Winne ocieplenie klimatu?



Od początku XX wieku bardzo intensywnie rozwijał się przemysł. Jednym ze skutków było uwalnianie do atmosfery ogromnych ilości zanieczyszczeń, określanych ogólnie jako gazy cieplarniane. Jednak nie tylko człowiek emitował takie gazy, natura robi to również sama w postaci na przykład erupcji wulkanicznych.

Bardzo ważnym gazem cieplarnianym jest para wodna, którą, owszem, produkujemy w każdym procesie spalania paliw ropopochodnych, ale jest to znikoma ilość wobec tego, co codziennie dostaje się do atmosfery w sposób naturalny.

W środowisku naukowym istnieje zgodność co do tego, że ludzkość, poprzez uprzemysłowienie, przyczyniła się do zwiększenia efektu cieplarnianego, a tym samym do zmian klimatu, których doświadczamy. Dyskusje dotyczą tylko tego, jak duży był wpływ człowieka, a jaka część zmian wynika z procesów naturalnych, będących kontynuacją procesów ocieplenia, które rozpoczęły się już pod koniec XVIII wieku, kończąc trwający około 400 lat chłodniejszy okres.

Deszcz zamiast śniegu, bo brakuje... śniegu?



Energia słoneczna, docierająca do naszej planety jest w większości oddawana z powrotem w kosmos. Ale zmiana składu atmosfery spowodowała, że odrobinę więcej energii zostaje w naszej atmosferze, że atmosfera robi się nieznacznie cieplejsza. I ta, pozornie niewielka, zmiana powoduje skutki, których zrozumienie przyszło dopiero z doświadczeniem.

Targ Drzewny w listopadzie 2016 r.


Dla nas, mieszkańców Polski, w okresie zimowym oznacza to, że w listopadzie i w grudniu temperatura stosunkowo rzadko spada poniżej zera. Więc opad spada jako deszcz, deszcz ze śniegiem, czasem jako śnieg.

Tylko że bardzo często wraz z opadami przychodzi ocieplenie. Jeśli 50 lat temu mieliśmy pięć stopni poniżej zera, następnie przychodziło ocieplenie, zaczynał padać śnieg, a temperatura wzrastała do dwóch stopni poniżej zera, to ten śnieg leżał. Obecnie, gdy opad zaczyna się przy minus dwóch stopniach, po wzroście temperatury śnieg będzie topnieć.

Powierzchnia ziemi pokryta śniegiem sprzyja utrzymywaniu się niskich temperatur, gdyż po pierwsze nie nagrzewa się, a po drugie, dobrze odbija promieniowanie słoneczne. Gdy śniegu nie ma, grunt pochłania więcej energii, ogrzewa się, a następnie powoduje wzrost temperatury powietrza. Czyli szanse na białą zimę maleją.

Zima do połowy kwietnia?



Podobnych mechanizmów wzajemnych sprzężeń jest więcej. Choćby obieg wody w atmosferze, związany z temperaturą powierzchni i prędkością parowania, które na niej zachodzi. A parowanie to nic innego, jak wprowadzanie do atmosfery pary wodnej - ważnego naturalnego gazu cieplarnianego.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat obserwujemy wzrost wpływów oceanicznych, a zatem zimy mniej zimowe, zimy bezśnieżne, zimy bez wyraźnego środka. Temperatura w miesiącach zimowych utrzymuje się w okolicach zera, często w ciągu dnia wzrastając do kilku stopni. Atmosfera jest w ciągłym ruchu, który możemy przewidzieć w przód jedynie na kilkanaście dni. Wiemy jednak, że nad naszą częścią świata będą zachodzić procesy charakterystyczne zarówno dla klimatu oceanicznego, jak i kontynentalnego, gdyż odległość od oceanu nie ulegnie zmianie.

Zatem mimo ciepłych zim, do jakich przyzwyczailiśmy się w ciągu ostatnich lat, musimy liczyć się, że sytuacja, jaka miała miejsce w 2013 roku, kiedy to na obszarze całego kraju zima utrzymywała się do połowy kwietnia, może się powtórzyć. Choć nie możemy powiedzieć, czy będzie to za dwa czy za 12 lat.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (200)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.