Fakty i opinie

Tu prało pół miasta. Historia przedwojennej pralni z Oruni

artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Trwa kapitalny remont zabytkowego ratusza na Oruni


Przed wojną była znaną w Gdańsku pralnią i farbiarnią, po wojnie zakład przejęło państwo, a do dziś ostał się zaledwie jeden budynek. Prezentujemy historię firmy Maxa Kraatza, która niegdyś działała nad Kanałem Raduni zobacz na mapie Gdańska.



Czy kiedykolwiek korzystałe(a)ś z pralni chemicznej?

tak, wielokrotnie 38%
tak, zdarzyło mi się 38%
nie, ale pewnie w przyszłości skorzystam 4%
nie korzystałe(a)m 17%
nie pamiętam 3%
zakończona Łącznie głosów: 316
- Jak ze stoczni przyjeżdżali, to prania było od groma. Przeważanie kombinezony. Praca była non stop, więc robiło się na trzy zmiany - wspomina Waldemar Zgoda.
Czarne kłęby dymu unosiły się z górującego nad zakładem komina. Bo w pralni, jak mówi siwobrody konserwator, to się porządnie kopciło. W końcu maszyny pracowały na pełnych obrotach. Potężne pralki hulały z 50 i 200 kilogramami prania.

- Na chemicznym to były holenderskie maszyny, a wcześniej w ogóle to niemieckie. Przedwojenne.
Bo państwowy zakład przy dawnej ul. Jedności Robotniczej zobacz na mapie Gdańska powstał na bazie potężnej pralni i farbiarni Maxa Kraatza. Niemieckie budynki z czerwonej dobrze pamięta Anita Charlotta Alot. Kiedy była dziewczynką, pracował tam jej ojciec.

- Chodziłam Raduńską zobacz na mapie Gdańska do szkoły. A mój tata dokładnie znał pory, kiedy szłam i wracałam. Wychodził z budynku farbiarni, stawał przy drewnianej furtce i wypatrywał mnie. Czasami tylko pozdrawiał i wracał do pracy, czasami chwilę porozmawialiśmy. Do budynków nie wolno mi było wchodzić - opowiada 81-letnia mieszkanka Oruni.
Wyjątek od tej zasady był jeden: przyjęcie bożonarodzeniowe. Wtedy dzieci pracowników zapraszano do prasowalni i stołówki.

Potężne kadzie i deski do prasowania

Bruno Rawalski dostał gorset i pomocnika. Pierwszy miał trzymać wysłużone mięśnie i sterany kręgosłup. Drugi mieszać drewnianym drągiem w potężnych kadziach. Dotychczas robił to Bruno, ale po latach zdrowie zaczynało szwankować.

- Zaczął już jako 14-latek, bo w 1923 roku zmarł mu ojciec, a w 1924 urodziła się siostra. Więc wszyscy bracia, a było ich czterech, poszli do pracy. Ojciec znalazł się w farbiarni. Przez lata zdobywał wiedzę z zakresu chemii, ale też ciężko pracował fizycznie. Bo do farbowania trafiały potężne bele materiałów - tłumaczy córka.
Problemy z kręgosłupem i zawodowe umiejętności uchroniły Bruna przed pójściem w kamasze. Zresztą jego szef tłumaczył mundurowym: on farbuje również dla wojska. A poza tym przez lata zmieniał kolory ubrań prywatnych osób.

- Nie wszyscy ludzie byli bogaci. Do farbowania trafiały więc spódnice, swetry, płaszcze - wylicza Anita Alot.
Na dowód seniorka pokazuje czarno-białe zdjęcia. Na jednym stoją potężne kadzie, a wśród nich rozmazana sylwetka ojca. Na innym długi rząd desek do prasowania.

- Nad każdą wisiały przymocowane do sufitu łańcuchy z dużymi oczkami. Prasowaczka umieszczała na właściwej wysokości wieszak na przykład z płaszczem i dzięki temu na desce miała wyłącznie tę część ubrania, którą akurat chciała wyprasować.
Prasowalnię mała Anita odwiedzała co roku z okazji przyjęcia bożonarodzeniowego. Jak wspomina, to właśnie tam i w stołówce przebywały dzieci. Mężczyźni w osobnym pomieszczeniu pili wino.

- Prezenty były piękne. Ukrainki, które tu pracowały, potrafiły wspaniale wyszywać. Zawsze była też lemoniada i ciasteczka. Pełne talerzyki ciasteczek. Choć w 1944 roku przyjęcie zostało przerwane, bo ogłoszono alarm lotniczy i musieliśmy uciekać do naszego domu, żeby się ukryć w piwnicy.
Komin dymił, ale praca była

Budynki "Śnieżki" widziane od strony ul. Raduńskiej. Zdjęcie wykonano w 1984 r.
Budynki "Śnieżki" widziane od strony ul. Raduńskiej. Zdjęcie wykonano w 1984 r.
Po zakończeniu wojny Bruno pracował u prywaciarzy w Gdyni i we Wrzeszczu. Później ze wspólnikiem założył własną pralnię i farbiarnię na Oruni. A budynki należące dotąd do Kraatza przejęło państwo.

- Dzięki temu, że nie zostały bardzo zniszczone, zdecydowano się na wznowienie działalności. Początkowo była tu Państwowa Pralnia i Farbiarnia Chemiczna nr 1 - opowiada Krzysztof Kosik, badacz dziejów Oruni i autor książki "Oruński antykwariat".
Pralnia była jednak bardziej znana jako "Śnieżka". Należała bowiem w późniejszych latach do Spółdzielni Pracy o takiej nazwie. Rzeczy do wyprania dostarczały tu zarówno duże zakłady przemysłowe, jak i okoliczni mieszkańcy.

- Zakłady woziły tu odzież pracowniczą, a i szpitale też przywoziły rzeczy do prania. A tak to przeważnie dywany się dawało - wylicza Henryk Ceynowa, który od 1947 mieszka na Oruni.
Kosik z kolei podsumowuje: - Z komina wydobywały się duże ilości czarnego dymu, więc zakład nie przynosił ekologii wielkiej chwały. Ale dawał zatrudnienie mieszkańcom Oruni i nie tylko.
Od dawna już jednak nie daje. W latach 90. ubiegłego wieku opuszczone budynki niszczały i czekały na nowego gospodarza. Choć Kanał Raduni wpisany był do wojewódzkiego rejestru zabytków, to dawna pralnia nie była objęta ochroną.

- Nie było wówczas Gminnej Ewidencji Zabytków, nie było planu miejscowego, który by ewentualnie chronił te budynki, więc były one pozbawione prawnej ochrony konserwatorskiej - wyjaśnia Janusz Tarnacki, zastępca miejskiego konserwatora zabytków.
Uczelnia kupuje, powódź komplikuje sprawę

Opuszczone budynki pralni i farbiarni widziane od strony Traktu Świętego Wojciecha. Po lewej stronie widoczny ceglany komin zakładu. Zdjęcie z 2000 r.
Opuszczone budynki pralni i farbiarni widziane od strony Traktu Świętego Wojciecha. Po lewej stronie widoczny ceglany komin zakładu. Zdjęcie z 2000 r.
Opuszczonymi budynkami zainteresował się Marek Kotański, psycholog i terapeuta, znany między innymi jako szef MonaruMarkotu. Chciał stworzyć tu ośrodek dla kobiet. Podobno nawet dostał zielone światło. Tyle że nie od mieszkańców Oruni.

- Chciano zorganizować tu ośrodek dla matek uzależnionych od narkotyków. Mieszkańcy Oruni obawiali się jednak skutków jego powstania, więc zdecydowanie protestowali i pomysł upadł - przypomina Kosik.
Miasto sprzedało więc nieruchomości przy Trakcie Świętego Wojciecha Towarzystwu Edukacji Bankowej z Poznania. Spółka, do której należy Wyższa Szkoła Bankowa, kupiła działki i budynki w 2000 r. Miał tu powstać kampus gdańskiej uczelni.

- Plany rozbudowy były bardzo zaawansowane, stworzono koncepcję zagospodarowania przestrzennego oraz powstały pierwsze szkice architektoniczne. Niestety, powódź w 2001 roku wstrzymała wszystkie plany - tłumaczy Emilia Michalska, kanclerz WSB w Gdańsku.
Jak dodaje kanclerz, zwłaszcza stan piwnic był na tyle zły, że obiekt nie nadawał się już do remontu.

- Ponadto Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Gdańsku wydało zakaz budowy na terenach wałów przeciwpowodziowych, na których stały budynki starej pralni - dodaje Michalska.
Rozbiórka, szczury i ochlapusy

Po pralni i farbiarni Maxa Kraatza pozostał dziś jedynie budynek z charakterystycznym wykuszem.
Po pralni i farbiarni Maxa Kraatza pozostał dziś jedynie budynek z charakterystycznym wykuszem. fot. Trojmiasto.tv
Uczelnia wybrała dla kampusu inną lokalizację, a nad budynkami dawnej pralni zawisło widmo rozbiórki.

- Po powodzi ich stan techniczny znacznie się pogorszył. Ponadto budynki od dłuższego czasu stały puste i z czasem były coraz bardziej dewastowane. Wydział Architektury w 2004 r. podjął więc decyzję o rozbiórce - opowiada Janusz Tarnacki.
Z kompleksu dawnej pralni ostał się jedynie budynek przy Trakcie Świętego Wojciecha 58 zobacz na mapie Gdańska. Niegdyś mieściły się tu biura, a od kilkudziesięciu lat są tu mieszkania. Lokatorzy jednym tchem wyliczają kolejne punkty długiej listy problemów:

- Jak przychodzi mróz, to woda zamarza w rurach, a i nie zawsze można w piecu palić. Do tego nie mam łazienki w mieszkaniu, a ubikacje na klucz są na wspólnym korytarzu. Nocą boimy się tam chodzić, bo na klatce śpią ochlapusy i jest na niej - za przeproszeniem - nasrane, naszczane i nikt klatki nie sprząta - skarży się Gizela Żuk.
- Szczury takie z Raduni wychodzą - pokazuje rękami Alicja Kikmunter. - W domu takie miałam. I myszy. Przecież jak zima przyjdzie, to wszystko leci tu, do ciepłego.
Gdański Zakład Nieruchomości Komunalnych, któremu podlega budynek, również wylicza. Tyle że remonty, jakie wykonano w budynku w latach 2002-2015:

- Remont balkonów, instalacji elektrycznej, dachu, kominów oraz instalacji gazowej. Wykonywane są również prace w ramach bieżącej konserwacji, a zgodnie z umową zawartą z firmą zewnętrzną klatka schodowa sprzątana jest raz w tygodniu - informuje Agnieszka Kukiełczak, rzecznik Gdańskiego Zakładu Nieruchomości Komunalnych.
GZNK zamierza przeprowadzić kontrolę utrzymania czystości w budynku, a w przyszłym roku zlecić przygotowanie ekspertyzy, która zawierać będzie informacje o stanie technicznym obiektu i zalecenia dotyczące koniecznych remontów.

- Ponadto w drzwiach wejściowych budynku zostanie wymieniony zamek, klucze otrzymają wszyscy mieszkańcy. Pozwoli to zabezpieczyć budynek przed dostępem osób trzecich - dodaje Kukiełczak.
Tymczasem mieszkańcy Oruni zastanawiają się, czy cokolwiek powstanie na działkach, gdzie niegdyś stały budynki pralni.

- Teren po rozebranych budynkach w aktualnym planie zagospodarowania przestrzennego przeznaczony jest pod zabudowę usługową z zielenią towarzyszącą - mówi o możliwościach Dariusz Wołodźko, z biura prasowego w gdańskim Urzędzie Miejskim.
- Szkoda, że Wyższej Szkole Bankowej nie pozwolono tu stworzyć kampusu. Dziwię się, bo firma Kraatza działała przy Kanale Raduni tyle lat i nic złego się nie działo, a uczelnia miałaby nagle stwarzać niebezpieczeństwo powodziowe? - zastanawia się Kosik.

Poznaj też historię kościoła, któremu patronuje św. Wojciech

Opinie (48) 7 zablokowanych

  • Nie tęsknię za czasami niemieckimi w naszym mieście. Dziś każdy sam ma pralkę i pierze w swoim mieszkaniu w pięknym Gdańsku. (8)

    • 32 62

    • Komin pralni dymił i zanieczyszczał okolice czego tu wspominać, jedynie komunalni mieszkańcy teraz tam zalegają - nygusy nie

      • 13 7

    • Co ty możesz wiedzieć o czasach niemieckich w Gdańsku dziecko (4)

      • 21 10

      • Nie rozumiem tej tęsknoty za czasami niemieckimi! Ble! Teraz mamy nowoczesny nasz Gdańsk!! (3)

        • 14 16

        • Jest w naszym kraju jakiś procent kundli którzy myślą ze niemickie rządy dały by im lepsze życie !!! (1)

          ZAPOMNIELI TYLKO ZE NIEMIEC POLAKA UWAZAŁ ZA GORSZEGO EWENTUALNIE ZA NIEWOLNIKA za czym tu tęskinić? Za obozami zagłady? Czy za życiem podludzi!

          • 12 11

          • Racja

            Tak jest jakis procent kundli masz racje ale pewnie jak bym cie tak spawdzil dobrze to by sie okazalo ze ty kundlem jestes ktory zapchlony jest az po jajca .
            A po drugie lepiej miec wiernego kundla niz pseudo rasowowca i jeszcze chorego

            • 1 3

        • Teraz mamy nowoczosny gdansk na tamte Czasy gdansk byl jeszcze bardziej nowoczesny a gdanszczanie byli bardzo zamozni wiec dawaj prosze inne Argument
          Z sensen

          • 0 2

    • Nie rozumiem tej tęsknoty za czasami niemieckimi! Ble! Teraz mamy nowoczesny nasz Gdańsk!! (1)

      • 10 10

      • a potem Polacy wymyslili pralke Franie i skonczylo się pranie na zewnątrz.

        a w pralce Frani mozna wszystko , nawet uprać brudną kasiorke .

        • 9 1

  • niektórzy do tej pory pachną

    Jakby zatrzymali się w tamtej epoce.

    • 37 2

  • pralnia (2)

    Pamiętam pralnę sama zanosiłam pranie .Mieszkałam zaraz blisko pralni budynki zniszczyła powódż.To moje dzieciństo. Nic nie będzie takie samo.

    • 32 5

    • Pralnia

      Ja tez mieszkalem tam na Rejtana pol wieku temu

      • 4 0

    • Nic nie będzie takie samo.....

      Oczywiście, że nie będzie. Świat pralnictwa zmienił się nie do poznania.
      Dziś w każdym mieszkaniu stoi super pralka. I tylko to co chemicznie trzeba wyprać oddaje się do pralni.....

      • 3 0

  • ejjjjj

    jakiś czas temu był tu prawie identyczny tekst. zamiast publikować coś nowego modyfikujecie stare.

    • 22 19

  • Jako uczeń zawoziłem tam pranie z mojego zakładu pracy. 1982r.

    Każdy kombinezon miał blaszkę z nazwiskiem właściciela...

    • 18 1

  • Misja szwedzkiego Czerwonego Krzyża w Gańsku (10)

    zajmowała się przede wszystkim usuwaniem niechcianych ciąż u kobiet zgwałconych przez ,,wyzwolicieli'' z wschodu.
    Odnośnie pozostałego po pralni budynku mieszkalnego. Może i mieszkańcy nie są ludźmi majętnymi ale chyba są w stanie ponieść wspólnie taki wydatek jak zamek do drzwi budynku. Koszt prawie żaden a problem z nocującymi żulami byłby załatwiony. A tak czekacie aż miasto/administracja wam da a to może jeszcze potrwać. Troszkę inicjatywy i samodzielności.

    • 57 6

    • (1)

      W wielu takich miejscach wiele spraw załatwiłyby chęci, praca i niewielkie nakłady.
      Ale dla większości to wyzwanie i wolą żyć w chlewie czekając aż ktoś za nich to zrobi, po prostu patologia i syfiarze.
      Po co weekend poświęcić na porządki, malowanie jak można chlać i oglądać TV.

      • 14 3

      • Masz rację,dostali mieszkania od miasta i maja wszysko w nosie,czekają na gotowe.Jak by wykupili mieszkania to od razu założyli by zamek i sprzątali klatkę.Ludzie jak dostają cos za darmo to tego nie szanują.

        • 3 0

    • (1)

      A co robili szlachetni zolnierze niemieccy w ZSRR w czasie wojny z kobietami rosyjskimi ? I nie tylko z kobietami.

      • 11 6

      • Niemieccy żołnierze czynili dobro. Wyzwalali spod panowania komunizmu.

        Hitler, Gestapo i SS to byli dobrzy ludzie.
        Tam nie było misji żadnego Czerwonego Krzyża, bo oni sami byli jeszcze bardziej miłosierni niż Czerwony Krzyż i Matka Teresa razem wzięci.

        • 5 5

    • Opinia nie dodana - Niedozwolona treść.

      • 1 2

    • TY chyba mieszkasz w domu jednorodzinnym. (2)

      Powiedz kto o zdrowych zmysłach płacąc czynsz składa na zamek do drzwi wejściowych ?

      • 6 13

      • Każdy kto ma trochę oleju w głowie.Lepiej wydać 50 zł. i mieć święty spokuj,niż żyć ciągle w syfie.

        • 2 0

      • a płacą w komunalkach czynsz,weź mnie nawet nie rozbrajaj. lewus roszczeniowe z dlugami do słupska. a ty dymaj na podatki to im miasto założy zamek.

        • 0 0

    • Mieszkanka budynku (1)

      Troche inicjatywy...w tej klatce sa dwa mieszkania, gdzie ludzie sa chetni do zrobienia czegokolwiek a reszta to chlejusy, ktore tylko sie awanturuja. Lepiej nie wypowiadać sie na temat, o ktorym pani nie ma calkowicie pojecia.

      • 3 1

      • Kpina

        My placac czynsz placimy za rzeczy tj: sprzatanie klatki, czy glupie wymienienie zamka. Poprzedni zamek byl wymieniany przez NAS, miszkancow...szkoda, ze inni mieszkancy to niszczą. Sorry ale stolec za przeproszeniem moga powiedzieć osoby nie mieszkające tutaj.

        • 2 2

  • Trakt św Wojciecha 58 (1)

    " ...a zgodnie z umową zawartą z firmą zewnętrzną klatka schodowa sprzątana jest raz w tygodniu - informuje Agnieszka Kukiełczak"
    Pani Agnieszko klatka jest sprzątana raz na pół roku, dopiero jak się do was zgłosi że dawno nie było sprzątane, zimą chodnik wzdłuż budynku nie jest odśnieżany. Po interwencji redaktorów z http://www.trojmiasto.pl została ocieplona jedna z rur doprowadzających wodę do jednego mieszkania, a co z pozostałymi ? Przyjdą mrozy i dalej będziemy bez wody, a czynsz płacimy i to nie mały. Klatke schodową przydało by się odmalować,a naprawa komina (prowizoryczna) która była przeprowadzona jest nie skuteczna, w dni wietrzne nie można palić w piecu bo dym nie wydostaje się na zewnątrz tylko wraca do mieszkania, musimy siedzieć w zimnym albo się podusimy.

    • 28 1

    • Zawsze można wynająć coś w lepszym stanie na wolnym rynku.

      Skoro i tak płacicie Państwo niemały czynsz, to może warto rozważyć taką opcję?

      • 8 4

  • Germanofile (4)

    Te władze Gdańska widze mocno tęsknią za Danzig i czasami pruskimi...was czas się skończy Szkopy ,garownicy!

    • 18 39

    • to co stworzył Niemiec,polski rzad zniszczył w zawrotnym tępie... (2)

      jw

      • 16 3

      • to badzo dobrze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        • 1 11

      • W zawrotnym tempie, a nie "w zawrotnym tępie..." adamie

        j.w.

        • 4 0

    • To sie jeszcze okaze

      • 1 3

  • Byłem tam kiedys m za dobrych czasow , tak tam smierdziało rozpuszczalnikiem (2)

    TRI , że człowiek wychodzil z budynku pijany .
    Nie wiem jak te kobiety mogły tam pracowac przez
    lata w takim smrodzie bez wentylacji.

    • 9 0

    • w 1968 r. pracowałem w Ruchu najwięcej IXI i innych proszkow szło na Biskupiej Górze

      i Orunii.

      • 2 0

    • Patrzę na te brudne ściany w pralni przed wjną.... dziś to by sanepid zmknął odrazu temu Maxowi Kraatzowi.

      • 3 0

  • "śnieżka" to była firma,

    Miała kilka pralni i wiele punktów przyjęć na terenie całego Gdańska.
    Np. na Stogach na ul. Niskiej stał tzw. Okrąglak i był jeszcze jeden w centrum dzielnicy. Do Śnieżki oddawałem do prania pościel .Każda sztuka miała przyszyty numerek. Można było oddać samemu upraną pościel do krochmalenia i maglowania.
    A potem w latach 60-tych XX wieku stałem się właścicielem pralki FRANIA i prało się w domu.

    • 6 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.