Fakty i opinie

stat

Wojna zaczeła się w ... Tczewie

Druga wojna światowa wybuchła w Tczewie - uważa Kazimierz Ickiewicz, tutejszy historyk oraz autor książki pod takim właśnie tytułem. - Bombardowanie Tczewa rozpoczęło się 11 minut wcześniej niż atak Niemców na Westerplatte. Na poparcie tej teorii mam stosowne dokumenty. Na Westerplatte zaczęło się o 4.45, zaś w Tczewie o 4.34. Jednak Westerplatte i tak jest najważniejszym symbolem początku tej wojny.

Naocznym świadkiem wybuchu drugiej wojny światowej w Tczewie był prawie 90-letni dziś Henryk Lemka, który w 1939 roku pracował w urzędzie miejskim. - Pełniłem dyżur nocny w magistracie, bo już spodziewaliśmy się ataku Niemców - opowiada wiekowy tczewianin. - Nad ranem nadleciały samoloty. Słychać było potężny huk silników. Okna kancelarii wychodziły na Wisłę. Widziałem dokładnie most kratownicowy. Kiedy tak siedziałem i wpatrywałem się w most i rzekę, nagle usłyszałem potężny huk, potem następny i następny. Postępowały po sobie w dość równych odstępach, z dość dużą częstotliwością. Myślałem wówczas, że Niemcy bombardują mosty. Ucieszyłem się, kiedy po opadnięciu kurzu zobaczyłem, że stoją nienaruszone.

Okazało się, że Niemcy bombardowali teren przed mostem w celu uszkodzenia kabla podłączonego przez polskich saperów do ładunków wybuchowych umieszczonych na przęsłach mostu. Chodziło o uniemożliwienie wysadzenia mostu. Niemcy chcieli opanować mosty. Do tego celu użyli pociągu pancernego. - Na szczęśnie nasi saperzy pokrzyżowali te plany. Na własne oczy widziałem, jak wysadzali most - mówi Henryk Lemka.

Feliks Noetzel ze Związku Kombatantów i Byłych Więźniów Politycznych w chwili wybuchu wojny miał 15 lat. W działaniach wojennych w Tczewie brał udział jego brat, Brunon, podporucznik dowodzący pierwszym plutonem III kompanii Batalionu Strzelców w Tczewie.

- Brunon w 1939 roku bronił miasta nie na moście lecz od strony Gdańska, w okolicy dzisiejszego hotelu "Karina" - mówi Feliks Noetzel. - 1 września o godzinie 17.00 został ranny w twarz, potem dostał się do niewoli niemieckiej. Natomiast ja, wraz z matką i młodszym bratem, uciekaliśmy w stronę Warszawy. Nasz ojciec był kolejarzem. Ojciec już dwa dni wcześniej, w środę, wyjechał do Lublina, my mieliśmy jechać za nim pierwszego września, w piątek, o godzinie 5.00. Byliśmy już spakowani i gotowi do wyjścia na dworzec, kiedy rozpoczęło się bombardowanie. Uciekliśmy do piwnicy. O 10.00 bombardowanie powtórzyło się, a jak już wyszliśmy z tej piwnicy, w mieście był bałagan i chaos. Nie było już żadnych władz, każdy uciekał, gdzie mógł na własną rękę. Ruszyliśmy w stronę Osieka. Mama z bratem na wozie, ja - na rowerze.

Trzy lata temu na łamach "Kociewskiego Magazynu Regionalnego" ukazały się wspomnienia Norberta Kunerta, mieszkającego w Wielkiej Brytanii. - Byłem jednym z dwudziestu harcerzy z 45 Drużyny Skautów imienia J. Dąbrowskiego przy Gimnazjum Męskim - pisze Norbert Kunert. - Od maja 1939 roku byliśmy zakwaterowani w dowództwie Kompanii Obrony Narodowej mieszczącej się w tczewskim szpitalu przy ulicy 30 Stycznia, w byłym oddziale chorób zakaźnych. Tam odrabiałem lekcje i spędzałem noce w ubraniu, tylko bez butów, na sienniku wypchanym słomą, gotowy do natychmiastowej akcji. Pamiętam, że rankiem 1 września obudziły nas bomby hitlerowskie, które spadły na dworzec i koszary.

Operacja "Most"
Bezpośrednie przygotowania Niemiec hitlerowskich do agresji na Polskę rozpoczęły się wiosną 1939 roku. Mosty tczewskie stanowiły ważny punkt strategiczny, o czym świadczy fakt dwukrotnego wcześniejszego pobytu w Tczewie generała Władysława Bortnowskiego, dowódcy Armii "Pomorze". Przekazał on podpułkownikowi Stanisławowi Janikowi, dowódcy 2 Batalionu Strzelców, rozkaz przygotowania obrony Tczewa oraz zniszczenia mostów na Wiśle w wypadku wkroczenia Niemców. W tym celu już w marcu 1939 roku przydzielono pułkownikowi Janikowi osiemnastoosobową grupę saperów z Torunia, która przystąpiła do potajemnego zakładania ładunków wybuchowych w komorach filarowych mostów. Już w czerwcu tczewskie mosty były gotowe do zniszczenia. W sierpniu podminowano także strażnice straży granicznej w Tczewie, wiadukty i inne obiekty kolejowe i drogowe.

30 sierpnia ogłoszono w Tczewie mobilizację, którą tegoż dnia odwołano, a następnego ponownie ogłoszono. Natarcie lądowe na Tczew, przewidziane na godzinę 4.45 poprzedził nalot 6 bombowców i 6 myśliwców niemieckich. Eskadrą dowodził porucznik Bruno Dilley. Wystartowała ona o 4.26 z lotniska pod Elblągiem i dla zmylenia nadlatując od południa, o 4.34 zbombardowała dworzec PKP, zachodni przyczółek mostów oraz koszary 2 Batalionu Strzelców. Bomby zrzucono też w centrum miasta, w rejonie elektrowni. Nalot na te obiekty powtórzono dwa razy. Trwał on około 10 minut. Byli zabici i ranni: ludność cywilna, kolejarze i żołnierze.

Zatrzymać pociąg!
Dzień wcześniej, 31 sierpnia, zawiadowca stacji w Malborku zwrócił się do stacji Tczew o przysłanie dwóch parowozów w celu przetransportowania wagonów z bydłem. Mimo napiętej sytuacji tczewscy kolejarze robili wszystko, by nocne pociągi towarowe z Prus Wschodnich do Rzeszy mogły przejechać przez polskie Pomorze. Załogi parowozów udały się więc z Tczewa do leżącego wtedy w Prusach Malborka i już więcej do Tczewa nie wróciły. Polskich maszynistów zatrzymano w Kałdowie i ściągnięto z nich mundury, w które ubrano niemiecką drużynę parowozową.

Pierwszy pociąg tranzytowy z polskim parowozem i niemiecką obsługą w polskich mundurach, wiozący ukrytych w wagonach żołnierzy, miał znienacka przejechać most na Wiśle i opanować tczewski dworzec. Ten plan się nie udał, gdyż asystent kolejowy Alfons Runowski, ostrzegł tczewskich kolejarzy. - Miejcie się dziś na baczności! - rzucił do słuchawki telefonując do Tczewa. - Więcej nie mogę powiedzieć, gdyż mam tu strażnika niemieckiego. - Zaskoczony tym meldunkiem tczewski dyżurny ruchu po pięciu minutach zadzwonił do Szymankowa, ale nie uzyskał połączenia. Zawiadomił więc swoich zwierzchników oraz oficera łącznikowego na stacji Tczew. Natomiast w Szymankowie zawiadowca stacji, Paweł Szczeciński, zauważył rakietę wystrzeloną przez polskiego inspektora celnego w Kałdowie. Błyskawicznie wyczuł niebezpieczeństwo. Podbiegł do nastawni i przestawił zwrotnicę, kierując pociąg na ślepy tor. Powstało w ten sposób nieprzewidziane dla hitlerowców półgodzinne opóźnienie. Potem pociąg ruszył w stronę Lisewa, lecz tam tczewscy kolejarze zapalili czerwone światło. W odwecie za niepowodzenie akcji grupa Niemców, członków NSDAP, wymordowała 1 września polskich kolejarzy z Szymankowa i ich rodziny. Jedni zginęli w miejscu pracy, inni w mieszkaniach. Zabito też pięciu inspektorów celnych oraz ich rodziny. Wszystkich zamordowanych wrzucono do przydrożnego rowu i postawiono tam tablicę z napisem "Tu spoczywa polska mniejszość narodowa".

Rozkaz: wysadzić!
O godzinie 4.45 pociąg z Malborka zatrzymał się przed mostem. Pełniący dyżur na stacji w Tczewie kapitan Władysław Monkosa, dowódca 1 kompanii strzeleckiej, postanowił nie otwierać bram mostowych od strony Lisewa przed rozpoznaniem pociągu. Tymczasem w odległości około 100 metrów za pociągiem towarowym jechał motorowy wóz pancerny, a za nim w odległości również 100 metrów, pociąg pancerny wyposażony w lekkie działka. Z pociągu wybiegli niemieccy żołnierze. Wywiązała się walka. Około 5.30 do walczących na zachodnim przyczółku mostu żołnierzy przybył dowódca, podpułkownik Stanisław Janik, dowódca 2 Batalionu Strzelców. Po zorientowaniu się w sytuacji polecił swoim żołnierzom wycofanie się z przyczółka, po czym wydał rozkaz wysadzenia mostu. Wykonał go podporucznik Norbert Juchtman. O godzinie 6.00 wysadzono przyczółek wschodni, zaś 45 minut później zachodni. Zburzone zostały cztery filary. Hitlerowskie dowództwo nie kryło swego niezadowolenia z powodu nieudanej "operacji Dirschau".

Tymczasem w Tczewie walczono dalej. Żołnierze polscy zajęli stanowiska obronne wzdłuż zachodniego brzegu Wisły po obu stronach przyczółka, a także od południa w rejonie dzielnicy Górki, natomiast czołgi i saperów odesłano do Torunia. Największe zagrożenie przedstawiał odcinek północny. Od strony Pszczółek ruszyły na Tczew oddziały SS-Heimwehr Danzin, które wspomagało lotnictwo. Obrona była bezskuteczna, więc w godzinach wieczornych podpułkownik Stanisław Janik wydał rozkaz opuszczenia miasta. Około 22.00 wkroczyły do miasta pierwsze niemieckie oddziały. Dotarły do koszar, zaś następnego dnia rozpoczęły zajmowanie miasta. W południe 2 września przybył do Tczewa dowódca zgrupowania wojskowego Wolnego Miasta Gdańska, generał Eberhardt. Rozpoczęła się okupacja, która trwała do 12 marca 1945 roku.

Zaraz po wyzwoleniu w 1945 roku kolejarze z Szymankowa zabezpieczyli zbiorową mogiłę swoich kolegów z 1939 roku. Fragment przydrożnego rowu został ogrodzony. W 1947 roku ciała pomordowanych ekshumowano i pochowano na cmentarzu zasłużonych w Gdańsku-Zaspie. Natomiast w miejscu wcześniejszego pochówku, w Szymankowie, wzniesiono pomnik z tablicą. Co roku 1 września odbywają się tutaj uroczystości dla uczczenia pamięci pomordowanych kolejarzy. Tablicę pamiątkową wmurowano też na fasadzie budynku stacji w Szymankowie. Alfons Runowski został patronem Zespołu Szkół Kolejowych w Tczewie.

Opinie (17)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.