Fakty i opinie

stat

Pięć i pół roku więzienia za cztery napady na banki

Oskarżeni podczas odczytania wyroku.
Oskarżeni podczas odczytania wyroku. fot. Trojmiasto.pl

Cztery lata temu opublikowaliśmy artykuł opisujący przestępstwa i wyrok na sprawcy ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Kary bezwzględnego więzienia wymierzył gdański sąd dwóm mężczyznom sądzonym za napady na banki i kasy SKOK. Główny sprawca, który napadł na cztery placówki, został skazany na 5 lat i 6 miesięcy więzienia. Jego kompan, który pomógł mu podczas ostatniego z napadów, usłyszał wyrok 1 roku i 10 miesięcy pozbawienia wolności.



Czy kara 1 roku i 10 miesięcy więzienia za pomoc w napadzie (wezwanie taksówki) to kara surowa?

nie, bo skazany wiedział, ze pomaga w napadzie, powinien dostać nawet wyższy wyrok 48%
to odpowiednia kara, z pewnością nauczy czegoś tego człowieka, ale nie zniszczy mu życia 33%
tak, to zbyt surowa kara, on przecież sam nie napadł na bank 19%
zakończona Łącznie głosów: 440
Za wszystkimi czterema napadami stał Stefan W., 22-latek z Gdańska. Trzech dokonał samodzielnie, w czwartym pomógł mu starszy kolega. Znali się "z podwórka". Bliższy kontakt nawiązali na pół roku przed napadami, kiedy to Tobias Ł. (drugi ze skazanych) zaczął odwiedzać małą amatorską siłownię, którą Stefan W. urządził w swojej piwnicy.

Obaj przed sądem, a także wcześniej, podczas przesłuchań w prokuraturze, przyznali się do winy. Podczas śledztwa złożyli też wyjaśnienia: Stefan W. - bardzo oszczędne i lakoniczne, Tobias Ł. - bardziej wylewne i szczegółowe.

Stefan W. na pomysł napadania na banki wpadł spontanicznie, gdy skończyły mu się pieniądze. Łącznie dokonał czterech napadów: trzech na placówki SKOK i jednego na placówkę banku Credit Agricole. Do wszystkich doszło w zeszłym roku. 8 maja zrabował 2580 zł, 15 maja - 6770 zł, 31 maja - 4020 zł, a 12 czerwca, podczas ostatniego z napadów - 2550 zł.

Tych ostatnich pieniędzy nie wydał, nie zdążył ich nawet policzyć, bo policja zatrzymała go tuż po napadzie. Wcześniej - jak sam tłumaczył - zrabowane środki przeznaczał "na taksówki, jedzenie i kasyno". A raczej kilka kasyn, bo grał nie tylko w Trójmieście. Po jednym z napadów wybrał się z Tobiasem Ł. do Warszawy, mężczyźni zamieszkali w hotelu Marriott i spędzili wieczór na grze w tamtejszym kasynie. Stefan W. część zrabowanych pieniędzy przeznaczył także na "krótkie wakacje" na Wyspach Kanaryjskich.

Z tego, że napada na banki, nie robił w swoim środowisku specjalnej tajemnicy. Na siłowni chwalił się braciom, kuzynowi i kolegom, skąd ma pieniądze. Do napadów przygotowywał się oglądając filmy w Internecie oraz sprawdzając okolicę za pomocą Google Street View. Wybierał takie placówki, przy których mieścił się postój taksówek - bo to właśnie nimi uciekał z miejsca napadu.

Przygotowując się do ostatniego z napadów, dzień przed skokiem, zauważył, że postój, który powinien znajdować się przy upatrzonym przez niego banku, był akurat nieczynny. Dlatego właśnie zwrócił się o pomoc do Tobiasa Ł. (nie miał za to dostać żadnych pieniędzy). Poprosił go, aby zamówił taksówkę, gdy on "pójdzie po pieniądze". Już po napadzie obaj mężczyźni wsiedli do samochodu i zamówili kurs... pod kasyno. Nie dojechali tam jednak - drogę zajechał im nieoznakowany radiowóz.

Prokuratura domagała się dla obu oskarżonych kar bezwzględnego więzienia: dla Tobiasa Ł. - 3 lat, a dla Stefana W. - 5 lat i 3 miesięcy. Sąd, w wypadku tego pierwszego, był łagodniejszy, bo - biorąc pod uwagę jego młody wiek i fakt, że przyznał się do winy i szczegółowo o wszystkim opowiedział - zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary. Skazał go na 1 rok i 10 miesięcy więzienia oraz 2 tys. zł grzywny.

Z kolei Stefan W. usłyszał wyrok wyższy od żądanego przez prokuraturę. W więzieniu spędzi 5 lat i 6 miesięcy. Ma także zapłacić 4 tys. zł grzywny oraz nawiązkę w kwocie po 5 tys. zł dla trzech spośród swoich ofiar.

Sędzia Radomir Boguszewski i tak określił swój wyrok jako stosunkowo niski. - Sąd nie mógł stracić z widoku czynów, których dopuścili się oskarżeni, ale wziął też pod uwagę ich młody wiek i to, że kara ma przede wszystkim wychowywać - stwierdził.

Wyrok nie jest prawomocny. Niemniej Stefan W. pozostanie w areszcie do czasu jego uprawomocnienia (lub złożenia apelacji), z kolei Tobias Ł. wyjdzie dziś na wolność. Wcześniej poprosił o to sąd, twierdząc, że godzi się z wyrokiem i nie będzie wnosić apelacji, ale chciałby spędzić "kilka dni" z rodziną i "pogodzić się ze swoją nową życiową sytuacją". Sąd zgodził się, gdyż mężczyzna odbył już większość zasądzonej kary podczas aresztowania tymczasowego i nie ma podstaw, aby przypuszczać, iż będzie chciał uciec przed resztą kary, którą będzie musiał odbyć, gdy wyrok się uprawomocni.

Prokuratura nie chciała się wypowiadać, czy będzie się od rozstrzygnięcia sądu odwoływać. Wszystko rozstrzygnie się po otrzymaniu przez prokuratora pisemnego uzasadnienia wyroku.

- Jeżeli chodzi o wyrok dla Stefana W., to jesteśmy zadowoleni, natomiast dla Tobiasa Ł. wnioskowaliśmy o wyższy wyrok. W uzasadnieniu ustnym sąd nie odniósł się do tego, iż Ł. był wcześniej karany za drobne przestępstwo, co pokazuje, że w jego wypadku kara niekoniecznie powinna mieć tylko wychowawczy charakter - mówi Aleksandra Araszkiewicz z Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Oliwa.

Czytaj więcej o napadach na banki w Trójmieście

Opinie (129) 8 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.