Fakty i opinie

stat

Stągwie Mleczne mają nowego właściciela

artykuł historyczny
Nowy właściciel spróbuje tchnąć życie w zabytek na Wyspie Spichrzów, ale na razie nie zdradza swoich planów.
Nowy właściciel spróbuje tchnąć życie w zabytek na Wyspie Spichrzów, ale na razie nie zdradza swoich planów. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

Stągwie Mleczne mają nowego, tajemniczego, właściciela. Poprzedni szukał nabywcy niemal przez sześć lat. Jak ustaliliśmy, obecnie trwają prace koncepcyjne nad zagospodarowaniem zabytku, który jest pod ścisłym nadzorem konserwatora.



Inwestycja w zabytek:

to szansa na stworzenie wnętrza o wyjątkowym duchu

56%

to droga przez mękę, ze względu na obostrzenia prawne

44%
Stągwie Mleczne, razem z Bramą Stągiewną zobacz na mapie Gdańska, to średniowieczna pozostałość fortyfikacji miejskich na Wyspie Spichrzów. Od 1972 roku obiekt o powierzchni 400 m kw. użytkowała Spółdzielnia Pracy Twórczej Polskich Artystów Plastyków ARPO. W latach 90. spółdzielcy wykupili obiekt, a pięć lat temu wystawili go na sprzedaż. Powodem były m.in. wysokie koszty utrzymania stągwi. Pierwotna cena wynosiła ok. 10 mln złotych, w zeszłym roku już tylko 5,5 mln.

Jak się dowiedzieliśmy zabytek w końcu znalazł nowego właściciela. Kto nim jest i co planuje w nim zrobić?

Spółdzielcy nie chcą tego zdradzić. - Jaki sens o tym pisać? Lepiej byście się zainteresowali tym, co dzieje się na Wyspie Spichrzów - usłyszeliśmy pod numerem telefonu spółdzielni APRO, od osoby, która nie chciała się przedstawić.

Tajemnicy strzeże też projektant, do którego się zgłosił inwestor. - Nie mam upoważnienia, by reprezentować właściciela w mediach - zastrzega Dariusz Marzecki ze Studio-Projekt WM. - Wykonywany jest projekt, są rozważane różne warianty zagospodarowania, zarówno z funkcją otwartą, jak i zamkniętą. Planów jest sporo.

Jednak nowy właściciel, kimkolwiek jest, nie może dowolnie zagospodarować stągwi, ponieważ podlegają one ścisłemu nadzorowi konserwatorskiemu. Każdy właściciel musi bowiem przedstawić do akceptacji wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków tzw. program użytkowy obiektu, w którym podaje się dokładnie, jak zamierza zaadaptować zabytek, który nabył.

- Do tej pory nie otrzymaliśmy takiego programu. Dawniej były prowadzone jedynie rozmowy na jego temat - wyjaśnia Marcin Tymiński, rzecznik urzędu pomorskiego konserwatora zabytków.

Nadzór konserwatorski mógł kilka lat wcześniej odstraszyć m.in. Jana Przywarę, przez wielu uważanego za dawnego przywódcę półświatka na Stogach, który choć był zainteresowany kupnem zabytku, ostatecznie go nie przejął.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (64)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.