Światło na... wysypisku
Protest, choć nielegalny - bo zbieracze nie otrzymali zgody prezydenta Gdańska na pikietowanie , miał łagodny przebieg. Po trwającej około godziny manifestacji przy głównej bramie składowiska, szperacze rozeszli się.
- Nie akceptujemy wszystkich propozycji kierownictwa firmy - powiedział Jan Kruk, zbierający surowce wtórne. - Przyjęliśmy jedynie stroje robocze (kamizelki o odblaskowym kolorze) od przedstawicieli Zakładu Utylizacyjnego. Podpisaliśmy też oświadczenia o braku roszczeń wobec firmy, jeśli podczas pracy na wysypisku dojdzie do zniszczenia naszego mienia lub doznamy uszczerbku na zdrowiu. Wstępnie zgodziliśmy się też, jak zaproponowało kierownictwo zakładu, że będziemy wybierać śmieci na wydzielonym terenie składowiska w godzinach od 12 do 15.30.
Zbieraczy nie zadowala jednak możliwość dostępu do co piątej śmieciarki ze wszystkich, pracujących na potrzeby zakładu.
- To zdecydowanie za mało - dodał Bogdan Malek, zbieracz. - Musimy mieć dostęp do większej liczby śmieciarek. Do znacznie większej ilości odpadków. Przecież na wysypisku pracuje ponad stu szperaczy.
Zbieracze nie zamierzają tworzyć spółki, w myśl wcześniejszej propozycji kierownictwa Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku Szadółkach i przedstawcieli miasta. Nie są też zainteresowani zatrudnieniem się w firmie, która w przyszłości miałaby pozyskiwać surowce wtórne na wysypisku. Zakład zamierza ją wyłonić w drodze przetargu.
- To dla nas nie do przyjęcia - dodał jeden ze zbieraczy. - Nie będziemy pracować na rzecz jakiejś firmy, za marne grosze. I tak dobrze, że zgodziliśmy się na niektóre propozycje Zakładu Utylizacyjengo i miasta. Bo tak naprawdę powinniśmy wszystko odrzucić. Mamy prawo pracować na terenie całego wysypiska, a nie tylko na wydzielonym obszarze. I nie musimy nikomu się tłumaczyć. W tym kraju nie ma zakazu zbierania surowców wtórnych na składowiskach. A my z tej pracy żyjemy. Utrzymujemy rodziny ze zbieractwa śmieci!
Ewa Szymańska, zastępca dyrektora ds. rozwoju i członek Zarządu Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku Szadółkach, stwierdziła, że innych propozycji dla szperaczy nie będzie.
- I tak poszliśmy na duże ustępstwa - powiedziała Ewa Szymańska. - Zgodziliśmy się nawet, by zbieracze mogli sprzedawać na wysypisku pozyskane śmieci w godzinach od 12 do 15.30 (wówczas mogą po nie przyjeżdżać samochody). Choć wstępnie mowa była o godzinach od 13 do 15. Nie jesteśmy w stanie udostępnić im więcej śmieciarek niż co piątą, ze wszystkich pracujących na składowisku. I zamierzamy rozpisać przetarg na firmę, która w przyszłości zajmie się pozyskiwaniem i zagospodarowaniem surowców wtórnych na wysypisku. Ma ona dać zatrudnienie zbieraczom. To dobre rozwiązanie. Szperacze powinni na nie przystać.
Ewa Szymańska stwierdziła też, że Zakład Utylizacyjny formułując takie, a nie inne propozycje i tak złamał prawo.
- Prawda jest taka, że w myśl obowiązujących norm w ogóle nie powinniśmy tolerować zbieraczy na wysypisku - powiedziała Ewa Szymańska. - I prędzej, czy później będą oni musieli zrezygnować ze swojej nielegalnej działalności.
Zdaniem Ewy Szymańskiej, zakład musi bowiem przestrzegać przepisów instrukcji eksploatacji wysypiska, wynikającej z ustawy o odpadkach z kwietnia 2001 roku. W październiku ub. roku zatwierdził ją Wydział Środowiska i Rolnictwa Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku. W myśl instrukcji osoby postronne nie mają prawa przebywać na składowisku.
Tymczasem zbieracze nie powiedzieli ostatniego słowa. Wczoraj wieczorem spotkali się, by ustalić plan działań.
- Nie jest wykluczone, że nadal będziemy czynnie protestować - powiedział Bogdan Malek. - I chcemy też spotkać się z Pawłem Adamowiczem, prezydentem Gdańska. Nie jest on chyba szczególnie zainteresowany spotkaniem z nami, jednak to nas nie zraża.
Jerzy Rembalski, rzecznik prezydenta Gdańska stwierdził, że nie wyklucza się negocjacji ze zbieraczami.
- Jeśli będą dążyć do rozwiązania problemu, wykażą dobrą wolę i przyjmą choćby część propozycji, nie jest wykluczone, że prezydent Adamowicz spotka się z nimi - powiedział Jerzy Rembalski. - Jednocześnie nadal proponujemy tym ludziom pomoc prawną, jeśli zdecydują się założyć spółkę lub spóldzielnię.
- Oby pan prezydent zrobił nam tę łaskę i się z nami spotkał - dodał jeden ze zbieraczy. - Będziemy zobowiązani. Za tę łaskę.
