Fakty i opinie

podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł

Zobacz klasztor i kościół franciszkanów w Gdyni

Zobacz budowę kościoła, przedwojenną celę w klasztorze i plan niemieckiego schronu pod prezbiterium.


Do jego budowy parafianie potrzebowali ponad milion dwieście tysięcy cegieł, a pod fundamentami jego prezbiterium znajduje się niemiecki schron przeciwlotniczy. W piątym odcinku cyklu "Niezwykłe świątynie Trójmiasta" prezentujemy gdyński kościół św. Antoniego Padewskiego wraz z klasztorem franciszkanów z Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych.



Gdynianie uciekają przed milicją w pobliżu kościoła.
Gdynianie uciekają przed milicją w pobliżu kościoła. archiwum OFMConv.
Czy byłe(a)ś kiedykolwiek w gdyńskim kościele św. Antoniego Padewskiego?

tak, na modlitwie lub spowiedzi

49%

tak, przy okazji wystawy lub koncertu

8%

tak, zwiedziłe(a)m kiedyś tę świątynię

11%

nie, ale zamierzam wybrać się w przyszłości

16%

nie potrzebuję zwiedzać tej świątyni

9%

nie, z innych powodów

7%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 343
Kiedy w drodze z kolejki elektrycznej do stoczni padali od kul pierwsi robotnicy, w dolnym kościele franciszkanów trwały prace budowlane - wieszano na krzyżu figurę Chrystusa. Kilka godzin później manifestanci zaczęli gromadzić się wzdłuż zbocza Wzgórza Focha. Było ich ponad tysiąc.

- Milicja na dole. Z armatek strzela na nasz teren. Pociski lecą na klasztor, kościół, podwórze. Helikopter trzykrotnie zawisł nad schodami górnego kościoła i rzuca pęki petard. Chwilami kościół i klasztor otoczone są zasłoną dymną. Wszyscy chcą, czy nie chcą, leją łzy - pisał o "czarnym czwartku" o. Stanisław Frejlich w klasztornej kronice.

Pół godziny po południu 17 grudnia 1970 r. milicjanci ruszają do natarcia. Część protestujących chroni się w kościele. - Wszyscy z konieczności płaczą. Pełno bowiem gryzącego dymu.(...)Idę na ulicę Orzeszkowej do majora milicji i proszę go, aby ludzie z kościoła mogli spokojnie wrócić do swoich domów. Major daje gwarancję i jej dotrzymuje - wspomina proboszcz na kartach kroniki, w której spisana została historia gdyńskiego kościoła św. Antoniego Padewskiego zobacz na mapie Gdyni. Historia jest burzliwa, choć liczy niespełna osiemdziesiąt lat...

Wpływy nazistów w Wolnym Mieście Gdańsku rosły z każdym rokiem. Zakonnicy nie mieli co liczyć na odzyskanie klasztoru i kościoła św. Trójcy zobacz na mapie Gdańska - budowli niegdyś franciszkańskich, które jeszcze w XVI wieku trafiły w ręce miasta. Dlatego w październiku 1935 r., za 60 tys. złotych kupili plac na Wzgórzu Focha zobacz na mapie Gdyni: 7300 metrów kwadratowych, które mieli zagospodarować dwaj młodzi architekci - Zbigniew KupiecTadeusz Kossak. Na wzgórzu miały stanąć kaplica, piętrowy klasztor i w przyszłości kościół.

- Brat Kosma kopie żwir, cegła się wozi, co dzień jeden wagon, to jest 8000 sztuk - pisał br. Błażej. Prace wkrótce nabrały rozmachu. W maju 1937 poświęcono kaplicę i klasztor. Wśród gości był brodaty o. Maksymilian, znany franciszkanin z Niepokalanowa.

- Zachęcał do tego, aby oddać się gorliwej pracy duszpasterskiej - opowiada o. Stanisław Kreft, obecny gwardian i proboszcz gdyńskiej parafii. Po czym zastanawia się, jak w skrócie opowiedzieć o brodatym zakonniku. O tym, że o. Maksymilian stworzył Radio Niepokalanów - pierwszą w Polsce katolicką rozgłośnię radiową. O tym, że założył Zakonną Ochotniczą Straż Pożarną i chciał budować lotnisko. W końcu również o tym, że o. Maksymilian razem z zakonnikami wydawał "Rycerza Niepokalanej" w nakładzie sięgającym miliona egzemplarzy oraz popularny "Mały Dziennik".

Tak wyglądały klasztor i kaplica w latach 30. ubiegłego wieku.
Tak wyglądały klasztor i kaplica w latach 30. ubiegłego wieku. archiwum OFMConv.
O. Maksymilian, twórca Radia Niepokalanów, pierwszej w Polsce katolickiej rozgłośni radiowej, oddał swoje życie za współwięźnia obozu koncentracyjnego Auschwitz.
O. Maksymilian, twórca Radia Niepokalanów, pierwszej w Polsce katolickiej rozgłośni radiowej, oddał swoje życie za współwięźnia obozu koncentracyjnego Auschwitz. archiwum OFMConv.
Bo jeszcze zanim powstał gdyński klasztor, franciszkanie z Niepokalanowa przybyli do "miasta z morza" zakładać oddział "Małego Dziennika". - Są tak silne porywiste wiatry, że dochodzą czasami do 140 km na godzinę. Przecież są chwile, że formalnie wiatr zatrzymuje człowieka w środku drogi albo unosi go wbrew jego woli. (...) Kolportaż uliczny i w kioskach przy takiej pogodzie znacznie się obniża - wspominali bracia pracujący w "Małym Dzienniku".

Duszpasterską pracę franciszkanów z gdyńskiego klasztoru przerwała wojna. Rozpoczęły się aresztowania, egzekucje i wywózki do obozów. Klasztor zajęła Bahnschutzpolizei - niemiecka policja kolejowa.

- Z kaplicy zrobiono salę gimnastyczną i salę obrad, a w części klasztornej ulokowano szkołę policyjną - wyjaśnia br. Łukasz Staniszewski, który dokumentuje dzieje gdyńskiego klasztoru. Analizuje zapisy w kronikach, zbiera stare zdjęcia i pamiątkowe przedmioty. Czasem też opukuje młoteczkiem klasztorne ściany, bo zapobiegliwi zakonnicy i ludzie dobrej woli poukrywali przedmioty liturgiczne w obawie przed nazistami.

- Tę kustodię, czyli naczynie, w którym przechowuje się Najświętszy Sakrament, znaleźliśmy rok temu podczas remontu przewodu kominowego - brat z uśmiechem pokazuje zabrudzony sadzą niewielki przedmiot. Stoi na kufrze obok łacińskiego mszału i złotego kielicha. To pamiątki po ojcu Maksymilianie, który oddał życie za współwięźnia obozu koncentracyjnego Auschwitz.

Pod ścianą zakonnej celi jest też stolik z krzyżem i starymi numerami "Rycerza Niepokalanej", a po drugiej stronie biblioteczka i skromne łóżko. Typowa przedwojenna cela w klasztorze, który choć został podziurawiony pociskami artylerii, zdołał przetrwać wojnę. Wykupiony przez o. Alojzego od radzieckiego komisarza za stypendia mszalne i "lubelskie pieniądze", powrócił do franciszkanów. Zakonnicy nie zamierzali jednak poprzestać na odbudowie...

Tempo musiało być ekspresowe. Do ułożenia było milion dwieście tysięcy cegieł. Dolny kościół, górny kościół i potężna wieża. Parafianie i zakonnicy szybko wznosili świątynię. Wprawdzie parafia św. Antoniego Padewskiego ustanowiona została w 1949 r., ale władze miejskie wydały pozwolenie na budowę kościoła dopiero po gomułkowskiej odwilży. Pracę rozpoczęto w 1957 roku i już przy fundamentach pojawił się problem - niemiecki schron przeciwlotniczy.

Gdyński kościół budowany był w szybkim tempie.
Gdyński kościół budowany był w szybkim tempie. archiwum OFMConv.
Cegiełka na budowę kościoła św. Antoniego.
Cegiełka na budowę kościoła św. Antoniego. archiwum OFMConv.
- Wejście do niego było od strony magistratu. Schron przeciwlotniczy wchodził na teren kościoła 10 metrów na głębokość i siedem metrów od dolnej posady. Posiadał on kilka odgałęzień poprzecznych zakończonych pionowym wybraniem ziemi - brat Łukasz z wielką skrupulatnością czyta zapisy w dzienniku budowy.

Wejście do schronu od strony kościoła zostało zamurowane i zasypane gruzem. Budowano w niezwykle szybkim tempie, bo nikt nie był pewien, czy władze się nie rozmyślą. Do tego ciążył zakaz ogłaszania z ambony zbiórek i zakaz apelowania o wsparcie budowy kościoła. Parafianie po cichu wpłacali więc ofiary, a wpłaty odnotowywano w rodzinnych kartotekach. Urząd skarbowy zażądał ich wydania.

- Kartoteki do mnie! - wykrzykiwałem podczas niedzielnych kazań. I moi wierni parafianie przynosili dokumenty, tak bardzo pożądane przez agentów fiskusa. Kiedy już wszystkie kartoteki były w moich rękach, a władza z impetem dobijała się do klasztoru, postanowiłem te dokumenty, ważne w końcu dla kościoła i parafii, porządnie ukryć. Ale jak? Ale gdzie? I w końcu Duch Święty dał mi jasność: ukryj te dokumenty w cegłach. Ponad milion cegieł! Niech szukają - opowiadał ojciec Alojzy o tajemnicy związanej z kartotekami. Upowszechnił ją dopiero w latach 90. w książce Krzysztofa Wójcickiego "50 lat Parafii Świętego Antoniego w Gdyni".

Wierni zdążyli z budową kościołów. Wieża nie miała tyle szczęścia. Po trzech latach od rozpoczęcia prac cofnięto pozwolenie na jej budowę. Zdaniem władz wojskowych mogła negatywnie wpływać... na system radiolokacyjny. Mimo przejściowych trudności dokończono budowę, a na szczycie wieży w latach 70. zawisły dwa dzwony. Jeden w tonie "D", drugi w tonie "A".

- Kiedy dzwoniły, ceglana wieża aż drżała. Obecnie dzwony są na emeryturze. Bo powodowały za duże drgania konstrukcji - tłumaczy krótko b. Łukasz. Dźwięk dzwonów niesie się więc z głośników. Podobnie jak fanfary, kiedy półtonowe wrota rozjeżdżają się na boki, ukazując obraz Matki Bożej Matki Nadziei.

- W trudnych czasach ludzie modlili się przed tym obrazem i prosili o potrzebne łaski. Przynosili też wota jako dziękczynienie - opowiada gwardian gdyńskich franciszkanów. Niedawno przetopiono część wotów. Obraz został ukoronowany. Świątynia zyskała status Sanktuarium Matki Boskiej Królowej Matki Nadziei.

Drugie sanktuarium mieści się w kaplicy bocznej. Pośrodku stoi figura św. ojca Maksymiliana. Na ścianach freski z życia zakonnika w Niepokalanowie i z czasów obozu koncentracyjnego. Malował je Mieczysław Kościelniak, współwięzień franciszkanina.

- Modlą się tu rodziny, bo św. Maksymilian jest ich patronem. Pielgrzymują tu też energetycy - wylicza o. Stanisław i nie kryje radości. Bo do franciszkańskiego kościoła przychodzą licznie zarówno parafianie, jak i wierni z różnych stron Trójmiasta. Na msze, na nabożeństwa, zaśpiewać rano jutrznię z zakonnikami. Prosić o miłosierdzie przed obrazem "Jezu ufam Tobie", gdzie znajdują się relikwie bł. Jana Pawła II i św. siostry Faustyny. W końcu uklęknąć przy konfesjonale. Bo franciszkanie spowiadają codziennie przez kilka godzin. Można też zobaczyć wystawy artystów w dolnym kościele, a w górnym posłuchać koncertów.

- To jest miejsce, gdzie wierni dobrze się czują, gdzie doświadczają tego, że kościół jest domem - przekonuje proboszcz.

Ma krzywe ściany, a stoi. Zobacz kościół św. Jakuba w Gdańsku, gdzie posługują ojcowie kapucyni.

Ma krzywe ściany, a stoi. Zobacz kościół św. Jakuba w Gdańsku, gdzie posługują ojcowie kapucyni.

Ma surowe wnętrze i jeden ołtarz. Zobacz luterański kościół w Sopocie.

Ma surowe wnętrze i jeden ołtarz. Zobacz luterański kościół w Sopocie.

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor:
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 52)

Dodaj opinię

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.