Fakty i opinie

stat

Proces w sprawie wyłudzeń pieniędzy z banków: oskarżony wciąż na świeczniku

Piątkowa rozprawa musiała zostać przerwana, aby sąd mógł udać się na naradę w sprawie kolejnych wniosków złożonych przez głównego oskarżonego.
Piątkowa rozprawa musiała zostać przerwana, aby sąd mógł udać się na naradę w sprawie kolejnych wniosków złożonych przez głównego oskarżonego. fot. Trojmiasto.pl

Poważne zarzuty i absurdalne zachowanie głównego oskarżonego - tak od samego początku wygląda proces dotyczący trójmiejskiej grupy wyłudzającej pieniądze od banków, którą przez lata rozpracowywała Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku.



Czy uważasz, że powinno się tak zmienić prawo, aby oskarżeni nie mieli możliwości "gry na czas"?

tak, procesy toczą się w absurdalnie wolnym tempie, trzeba to zmienić 85%
nie, nie można oskarżonym zabierać możliwości prawnych, nawet jeżeli wykorzystywane są one do tego, aby zakłócać przebieg procesu 15%
zakończona Łącznie głosów: 422
Głównym oskarżonym jest Grzegorz K. z Gdańska. To postać wyjątkowo barwna: mężczyzna w średnim wieku, z widocznym brzuszkiem, sam o sobie mówi "masażysta i podróżnik", na wolności prowadził "studia masażu" i lubił się fotografować z politycznymi celebrytami.

Barwne są też - od samego początku procesu - rozprawy z jego udziałem. Mężczyzna lubi skupiać na sobie całą uwagę, wstaje, komentuje słowa sądu, zasypuje też sędziego wnioskami. Być może jest to strategia mająca na celu przedłużenie procesu - świadczyć może o tym chociażby to, że akt oskarżenia prokuratorowi udało się odczytać dopiero na... szóstym kolejnym terminie rozprawy.

Ostatecznie udało się już przesłuchać wszystkich oskarżonych. Część z nich swoimi zeznaniami pogrążyła Grzegorza K., przedstawiając go jako mózg całego przestępczego procederu. On sam jednak - chociaż podczas rozpraw mówi dużo - do zarzutów się nie odniósł.

Być może ze względu na dość niestandardowy przebieg kolejnych rozpraw do sądu w piątek zaproszono niecodziennych gości - rozprawie przyglądała się licząca kilkadziesiąt osób szkolna wycieczka.

Niestety, frekwencja nie dopisała wśród wezwanych świadków - w sądzie nie stawił się żaden z nich. Nie oznacza to jednak, iż było nudno. Grzegorz K. zgłosił bowiem kolejne wnioski. Pierwszy z nich dotyczył wyznaczenia dla niego "rozsądnej" kaucji (stwierdził, że jest traktowany gorzej niż inni oskarżeni, którym takie kaucje wyznaczono i którzy wyszli na wolność).

Zażądał także od sądu "wywarcia wpływu" na dyrekcję aresztu śledczego, która udostępnia mu tylko komputer... z darmowym edytorem
Openoffice. - Pełny dostęp do akt sprawy, które udostępniono mi w formie elektronicznej zapewniłby mi tylko komputer z oprogramowaniem komercyjnym. W tej chwili wielu plików dołączonych do akt nie jestem w stanie odczytać - motywował swój wniosek.

Przy okazji zasygnalizował też sędziemu, że ktoś - prawdopodobnie obsługa aresztu - fotografuje go podczas przeglądania akt i tym samym bezprawnie utrwala drażliwe dokumenty, które akurat przegląda.

Sąd - po krótkiej naradzie - wnioski oskarżonego oddalił. A mężczyzna... złożył wówczas kolejny wniosek, tym razem dotyczący przesłuchania w pierwszej kolejności przedstawicieli "rzekomo oszukanych" banków. Nazwał się także "więźniem sumienia" i ofiarą nagonki spowodowanej przez jego walkę z instytucjami.

Za co odpowiada Grzegorz K. i dziesięć innych osób oskarżonych w tej sprawie?

Prokuratura twierdzi, że członkowie grupy przez pięć lat oszukiwali banki. Kopiowali karty płatnicze, wypłacali z nich pieniądze za granicą, w tym samym czasie korzystając z oryginalnych kart w Trójmieście, po czym zgłaszali reklamacje i domagali się zwrotu rzekomo skradzionych im pieniędzy wypłaconych w innej części Europy.

Śledztwo w tej sprawie trwało od lipca 2010 roku. Prowadziła je Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego pod nadzorem Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Wszczęto je po zawiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa złożonym przez jeden z oszukanych banków: Eurobank SA. Wkrótce okazało się, że pokrzywdzone są także inne placówki: PKO BP, Polbank EFG, Bank Millenium oraz ING Bank Śląski.

Ostatecznie prokuratura oskarżyła 11 osób (w tym sześć kobiet). Część z nich miała działać na szkodę kilku różnych banków, a cały proceder był przez nie uprawiany od 2005 roku do października 2010 roku.

Prowadzącym śledztwo nie udało się jednak ustalić, w jaki sposób same karty "klonowano", nie wiadomo także, kto konkretnie dokonywał wypłat z podrobionych kart poza Polską. Robiono to w kilku różnych krajach - wypłaty zostały zrealizowane w Innsbrucku w Austrii, w Brukseli i Liege w Belgii, w Strasbourgu we Francji, w Venlo, Reuver, Amsterdamie i Tilburgu w Holandii, w Moenchengladbach, Bielefeld, Herforder Stadt, Kolonii, Norymberdze, Lipsku, Duesseldorfie, Lutherstadt am Lustnauer i Aschaffenburgu w Niemczech oraz w Trento, Veronie, Bolzano, Livorno, Perugii, Ferrarze, Cavallino, Treviso, Cavallino, Mediolanie i Cassano we Włoszech.

W tym samym czasie, gdy przy użyciu podrobionej karty były wypłacane pieniądze z bankomatów za granicą, w Polsce wykonywano transakcje kartowe przy użyciu oryginałów.

- Działanie takie miało na celu uwiarygodnienie wersji, że posiadacz rachunku i karty jest w Polsce, a zatem doszło do skopiowania i użycia karty bez wiedzy i zgody jej posiadacza. Po dokonaniu nieuprawnionych wypłat poza granicami Polski, posiadacze rachunków składali reklamację w oddziale banku prowadzącego rachunek, częstokroć jeszcze w tym samym dniu, w którym wykonano wysoką wypłatę pieniędzy za granicą - mówił nam przed rozpoczęciem procesu Mariusz Marciniak, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku.

Banki wypłacały wówczas oskarżonym równowartość rzekomo zrabowanych im pieniędzy. W ten sposób szajce udało się wyłudzić co najmniej 250 tys. zł.

Prokuratura rozpracowała cały system m.in. dzięki analizie historii poszczególnych rachunków, zeznaniom pracowników banków i innych świadków, analizie zawartości sprzętu komputerowego i telefonów należących do oszustów oraz na podstawie wyjaśnień części oskarżonych.

Niektórzy z nich przyznali się bowiem do winy i opowiedzieli prowadzącym śledztwo o sposobie, w jaki wyłudzane były pieniądze.

Co ciekawe, Grzegorz K., aby odwrócić od siebie uwagę organów ścigania, gdy czuł, że jego proceder może zostać odkryty, zorganizował przed jednym z banków pikietę, zarzucając placówce, iż doprowadziła do kradzieży jego pieniędzy. O sprawie pisało wówczas kilka ogólnopolskich dzienników.

Opinie (53) 7 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.