• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Sprawa wycinki w parku Steffensów umorzona

Podczas wycinki zniszczeniu uległ historyczny szpaler starodrzewu na granicy pomiędzy parkiem Steffensów a dawnymi cmentarzami.
Podczas wycinki zniszczeniu uległ historyczny szpaler starodrzewu na granicy pomiędzy parkiem Steffensów a dawnymi cmentarzami. źródło: facebook.com/pwkzgdansk

Umorzono śledztwo ws. wycinki stuletnich drzew w parku SteffensówMapka w Gdańsku. Śledczy z Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz nie dopatrzyli się w tym znamion czynu zabronionego. Ich zdaniem zawiódł raczej brak odpowiedniego przepływu informacji między urzędami i brak odpowiednich regulacji, a nie inwestor, który zlecił wycinkę. Konserwator zabytków złożył już zażalenie na tę decyzję.



Użytkownicy naszej aplikacji zostali już o tym powiadomieni
Pobierz aplikację: Android iPhone


Jak oceniasz decyzję o umorzeniu sprawy wycinki w parku Steffensów?

Zobacz wyniki (1489)
Do wycinki 11 drzew objętych procedurą wpisania do rejestru zabytków doszło w połowie marca tego roku. Wycinkę zlecił właściciel działki w parku Steffensów - spółka Silver Rock One, która planuje tam budowę akademika i biurowca.

Inwestor miał pozwolenie na wycinkę wydane przez prezydent Gdańska. Ale Igor Strzok, pomorski wojewódzki konserwator zabytków, interweniował na miejscu i nakazał wstrzymanie prac. Wskazywał, że wycinka prowadzona była nielegalnie, bo park Steffensów od połowy ubiegłego roku objęty jest procedurą wpisu do rejestru zabytków, a to całkowicie wstrzymuje wszelkie prace na tym terenie.

Gdy sprawa nabrała rozgłosu, wycinkę za nielegalną uznała także sama prezydent Gdańska. Miasto stało na stanowisku, że inwestor miał obowiązek powstrzymania się od prac i dostał w tej sprawie odpowiednią informację.

Deweloper natomiast od początku podkreślał, że padł ofiarą "braku należytej wymiany informacji pomiędzy właściwymi organami administracji publicznej", czyli między Urzędem Miejskim w Gdańsku a Pomorskim Urzędem Ochrony Zabytków w Gdańsku.

- Spółka, zlecając wycinkę, działała w zaufaniu do organów administracyjnych i pozostawała w uzasadnionym przekonaniu, że procedura wydania zezwolenia na wycinkę drzew uwzględniała fakt uprzedniego wszczęcia postępowania przez pomorskiego wojewódzkiego konserwatora zabytków, a tym samym, że jest ona dozwolona. W innym wypadku decyzja nie powinna zostać udzielona - podkreślali przedstawiciele dewelopera.
W efekcie konserwator zabytków złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez inwestora. A ta ostatnio wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa, stwierdzając, że "czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego".

Prokuratura umarza śledztwo i obszernie tłumaczy dlaczego



Postanowienie prokuratury o umorzeniu śledztwa, do którego dotarliśmy, liczy osiem stron. W jego uzasadnieniu czytamy m.in., że konserwator zabytków nie odpowiedział na pismo inwestora ze stycznia 2021 r., w którym ten przypominał się w sprawie przedłużającej się procedury wpisu terenu do rejestru zabytków.

Wniosek o pozwolenie na wycinkę 11 drzew inwestor złożył do magistratu w grudniu 2020 r. W lutym 2021 r. urzędnik Wydziału Środowiska dokonał na miejscu oględzin i stwierdził, że "w rejonie drzew nie zaobserwowano ptasich gniazd ani występowania gatunków chronionych" oraz że pięć drzew jest w "złym stanie technicznym". Urzędnik sprawdzał też, czy teren nie jest objęty ochroną konserwatorską.

- Informacja o rozpoczęciu procedury wpisania działki do rejestru zabytków została przekazana pisemnie przez konserwatora zabytków do Urzędu Miejskiego, ale nie została przedekretowana do Wydziału Środowiska. W związku z powyższym prezydent Gdańska 16 lutego 2021 r. wydała zgodę na usunięcie wszystkich 11 drzew - czytamy w piśmie z ustaleniami prokuratury.
Wycinka została więc zlecona na podstawie obowiązującego pozwolenia. Jednak gdy już była w trakcie, miasto postanowiło ją wstrzymać.

Wszystko o wycinkach drzew w Trójmieście



Prokuratura wskazuje, że zgodnie z  ustawą o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami za niszczenie lub uszkadzanie zabytków grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Przestępstwo to ma dwie formy - umyślną i nieumyślną.

- Omawiany czyn nie wypełnił znamion czynu zabronionego. Przede wszystkim brak jest podstaw do przypisania sprawcy zarówno znamion popełnienia przestępstwa, jak i niezachowania ostrożności w postępowaniu z danym dobrem - podkreśla prokuratura.

Deweloper nie popełnił przestępstwa



Prokuratura wskazuje, że odpowiedzialność karną miałby ponosić w tym przypadku członek zarządu Silver Rock One, który zlecił wycinkę.

- Można go uznać za profesjonalistę w swojej dziedzinie, albowiem zarządza spółką będącą deweloperem prowadzącym inwestycje budowlane, a więc należy wymagać od niego pewnego standardu staranności przy realizacji tych inwestycji, wyrażającego się m.in. w uzyskaniu stosownych pozwoleń administracyjnych na prowadzenie robót budowlanych. Biorąc po uwagę okoliczności tej sprawy, deweloper wypełnił ciążący na nim obowiązek staranności w działaniu, co wyłącza zarówno zamiar umyślny, jak i nieumyślny - stwierdza prokuratura.

Zawiniły urzędy, które wydały dwie sprzeczne decyzje?



Prokuratura stwierdza, że ws. wycinki w parku Steffensów dwa różne organy (Urząd Miasta Gdańska i Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków) wydały dwie sprzeczne ze sobą decyzje. A po spełnieniu przez inwestora wymogów formalnych nie było podstawy do odmowy wydania zgody na wycięcie drzew - co wskazywał zarówno konserwator, jak i Urząd Miejski.

Czytaj też:

Relikty kościoła i cmentarza odkryte na działce, gdzie wycięto drzewa



- Nie można zatem przypisać odpowiedzialności karnej za zastosowanie się podmiotu od jednej z tych decyzji, która była dla niego korzystniejsza. Nie powinna mieć miejsca sytuacja, w której organ najpierw wydaje decyzję określonej treści, a następnie składa zawiadomienie do organów ścigania za to, że wnioskodawca wykonał jej treść, w szczególności że procedura ta była legalna, a przedłożona przez wnioskodawcę dokumentacja zawiera prawdziwe treści - czytamy w uzasadnieniu prokuratury. - W tym przypadku odpowiedzialnością należy obciążyć brak odpowiednich regulacji, które obligowałyby organ do wydania w podobnych okolicznościach decyzji negatywnej lub też poinformowania wnioskodawcy, że decyzja, choć pozytywna, nie podlega wykonaniu.
Na koniec uzasadnienia swojej decyzji prokuratura dodaje, że nie każdy przedmiot objęty procedurą wpisu do rejestru zabytków rzeczywiście zabytkiem jest.

"Inwestor nie musiał mieć świadomości, że drzewa stanowią zabytek"



- Trudno zatem wymagać od zlecającego wycinkę drzew, aby miał on świadomość, który ze składników terenu stanowi takowy zabytek, szczególnie w odniesieniu do takiego elementu krajobrazu, jakim są drzewa. Ich wartość zabytkowa nie jest bowiem tak oczywista, jak w przypadku chociażby ruin budowli. Wątpliwości takich nie powzięła również urzędniczka Wydz. Środowiska UMG, która dokonała oględzin drzew i stwierdziwszy ich zły stan techniczny, wydała zgodę na wycinkę. Tym bardziej więc wnioskodawca, wiedząc, że otrzymał zgodę, nie miał i nie musiał mieć świadomości, że drzewa te stanowią zabytek - kończy prokuratura.

Konserwator zabytków złożył odwołanie



Prokurator nie badał, czy wycięte drzewa rzeczywiście stanowiły zabytek, bo jak stwierdził, kwestia ta jest bez znaczenia w sytuacji "braku zamiaru jego zniszczenia po stronie sprawcy".

Zobacz też:

Niska kara za nielegalną wycinkę drzew. Bo wyższej nie można dać



Od prokuratorskiej decyzji o umorzeniu sprawy stronom przysługuje zażalenie do sądu. Z tego prawa skorzystał już wojewódzki konserwator zabytków.

- PWKZ uważa argumentację w decyzji prokuratury za kuriozalną. W związku z tym złożył dzisiaj odwołanie - informuje nas Marcin Tymiński, rzecznik konserwatora.

Miasto: "Ułomność przepisów, które powinny być skorygowane na szczeblu centralnym"



Do sprawy odnieśli się też miejscy urzędnicy.

- W uzasadnieniu przygotowanym przez prokuraturę czytamy, że: "należy podkreślić co wskazywał zarówno Konserwator jak i Urząd Miasta (...) nie było podstawy do wydania odmowy na wycinkę drzew". I choćby to zdanie wprost potwierdza nasze stanowisko, że zgodnie z polskim prawem Urząd Miejski, niestety musiał wydać decyzję o wycince. To ułomność przepisów, które powinny być skorygowane na szczeblu centralnym - komentuje Daniel Stenzel, rzecznik prezydent Gdańska.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (265)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »