Fakty i opinie

Z Gdyni do Argentyny: historia Wandy z dżungli

artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Molo w Orłowie było płatne i podwójne

Zobacz wnętrza nowo otwartego Muzeum Emigracji w Gdyni.

Dzień po otwarciu Muzeum Emigracji w Gdyni opisujemy historię rodziny, którą losy rzuciły z Polski do dalekiej Argentyny. A bramą, przez którą opuścili kraj, oczywiście była Gdynia.



22 maja 1938 roku Bolesław Sawicki i jego żona Katarzyna z domu Borek wsiedli w Gdyni na transatlantyk "Pułaski" płynący do Argentyny. Mieli ze sobą kilka tobołków, za sobą nie zostawiali nic. Sprzedali dom na wsi i cały dobytek, żeby kupić 25 ha ziemi na drugim końcu globu i bilet na miesięczny rejs do Buenos Aires.


Nowy dom w rajskim klimacie był obietnicą lepszego życia. Po długiej podróży czekała ich jeszcze przeprawa małym rzecznym statkiem w górę rzeki Parana. Nie wiedzieli wtedy, że to nie tylko najszybsza, ale też jedyna droga na dziką północ kraju. Celem ich podróży było pogranicze Argentyny, Paragwaju i Brazylii, zamieszkałe tylko przez nielicznych potomków indian Guarani. Porośnięte dżunglą dorzecze Parany miało swe ujście w olbrzymich wodospadach Iguazu, rozsławionych 40 lat później przez film Rolanda Joffé pt. "Misja" z Jeremym IronsemRobertem de Niro.

Kiedy wreszcie dotarli do brzegów obecnej Wandy, ich oczom ukazała się czerwona ziemia i tętniący dzikim życiem, nieprzebyty las deszczowy. Ich ziemia obiecana to 25 ha dziewiczej puszczy, bez żadnej infrastruktury dookoła. Drogi powrotnej już nie było.

Podjeżdżamy pod piękny dom w centrum Wandy, stojący przy głównej ulicy vis-à-vis kościoła. W zadbanym ogrodzie najwyższe są trzy palmy rosnące przy wejściu, zasadzone jeszcze przez rodziców.

- Zachodźcie! - woła do nas od progu gospodarz, Kazimierz Sawicki.

Wysoki i barczysty mężczyzna nie wygląda na swoje 60 lat. Jest wesoły i energiczny jak chłopiec. Zaskoczyła nas jego serdeczność, gdy odwiedziliśmy rano tutejsze muzeum polskiej emigracji. Od razu zaoferował się pokazać nam Wandę, osadę założoną przez pierwszych pionierów w 1936 roku i nazwaną na cześć legendarnej polskiej księżniczki. Niewielkie muzeum, drewniany kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej i pomnik na cześć założycieli to dziś jedyne ślady polskości.

Miasteczko żyje swoim leniwym południowoamerykańskim rytmem, i na próżno szukać w twarzach przechodniów polskich rysów. Wieczorem z Kazimierzem i jego żoną Martą siadamy do proszonej kolacji. Rozmawiamy o dawnych i współczesnych czasach.

- Kryzys ekonomiczny i polityczny w Europie spowodował falę emigracji do Ameryki Południowej. Argentyna była w tym czasie najbogatszym państwem kontynentu. Polski MSZ we współpracy z argentyńską spółką Compaña Colonizadora del Norte czynił starania, aby zbudować silne ogniska Polonii w prowincjii Misiones, najmniej zaludnionej części kraju - wspomina Kazimierz, który jest jednym z dziesięciorga rodzeństwa. Wszyscy, za wyjątkiem najstarszego, do dziś żyją w Wandzie.


Jego ojciec przyjechał do Argentyny za namową rodziny żony. Ciocia Marysia Borek i wuj Jan Kotur dotarli do Misiones rok wcześniej. Osiedlili się w Kolonii Lanussy, 40 km na północ od dzisiejszej miejscowości Wanda.

Na początku wszystkim było trudno. Subtropikalny klimat nie ułatwiał w odnalezieniu się na obcej ziemi. Wysokie temperatury, duża wilgotność, wszechobecne komary i meszki czyniły każdy wysiłek podwójnym. Wyrąb lasu powoli posuwał się do przodu. Na wykarczowanych terenach najpierw budowało się wspólne baraki, w których mieszkało po kilka rodzin. W miarę upływu czasu dżungla ustępowała miejsca gospodarstwom.

- Ojciec znał się zarówno na roli, jak i na stolarce. Sam zbudował drewniany dom kryty gontem, wystarczająco duży dla całej naszej rodziny - zaznacza Kazimierz Sawicki.

Na stół trafia sałatka z manioku, na grillu skwierczą żeberka wołowe, typowe argetyńskie asado w najlepszym wydaniu. W marynacie z rozmarynu i cytryny, roznoszą piękną woń. Obok na ruszcie obraca się ananas.

Marta Sawicka po całym dniu na nogach wreszcie siada i dołącza się do wspomnień.

- Urodziłam się dopiero 20 lat po pierwszej fali emigracji, w 1955 roku. Za moich czasów były już drogi, mosty, szkoła i kościół zbudowane wspólnie przez ludzi. Ołtarz u Matki Boskiej Częstochowskiej wyrzeźbił ojciec Kazimierza - opowiada.

Chodziło się co niedzielę na nabożeństwa, nawet gdy brakło księdza. Była to okazja do wspólnej modlitwy i sąsiedzkich wizyt. Funkcjonował też sklep prowadzony przez spółkę kolonizacyjną. Żyło się skromnie, ale chleba nigdy nie brakowało.

- Kobiety zajmowały się hodowlą zwierząt i obejściem, mężczyźni pracowali na roli i przy wyrąbie lasu. A my, dzieci, lataliśmy boso po wsi i czasem pomagaliśmy w praniu w rzece lub wypasaniu krów - wspomina Marta.

To były czasy, kiedy ufało się ludziom. Ziemia była urodzajna. Dziadek przywiózł ze sobą jeszcze z Polski pług, i pomagał sąsiadom w uprawie, a potem konstrukcji nowych maszyn. A sąsiedzi pomagali nam. Kiedy bili świniaka, zawsze dostawaliśmy dużą porcję. Nie było lodówek, więc lepiej było się podzielić niż zmarnować mięso. Zawsze coś dawało się w zamian, ręce do pracy, maniok z pola, albo chleb z pieca.

Pisk dzieci przerywa naszą rozmowę. Zaaferowane dziewczynki podskakują przy rynnie. Kazimierz chwyta latarkę i idziemy za nim w stronę ogrodu. Kiedy snop światła zatrzymuje się na rynnie, naszym oczom ukazuje się żaba wielkości małego kota. Żywe ubarwienie cieszy oczy, ale rozmiar płaza przypomina, że do Polski mamy daleko.

- Dżungla Południowej Ameryki jest pełna dzikiego życia, to najbogatsza fauna i flora świata. Ciężko było obronić powstałe pola przed agresywną ekspansją lasu. Często plony przed zbiorem padały łupem tutejszych niszczycielskich mrówek. Pierwsi osadnicy zmagali się też z tropikalnymi chorobami, na jedną z nich zmarł brat Marty. Ale nigdy nie było sytuacji, żeby kogoś zaatakowały zwierzęta - uspokaja gospodarz. - Bawiliśmy się w dzieciństwie z kolegami nad rzeką, skacząc do wody, i nie zastanawialiśmy się, czy gdzieś czai się jaguar, kajman lub jadowity wąż. My nie wchodziliśmy im w drogę, one też zostawiły nas w spokoju. Z drugiej strony dżungla dała nam budulec, jakim jest drewno, oraz żyzne, czerwone ziemie.

Na wykarczowanych terenach Polacy stworzyli plantacje, najpierw tytoniu i manioku, potem Yerby. Polacy je nadzorowali, ale do pracy sprowadzano robotników z Paragwaju i Brazylii. Obfite opady - do 3 tys. mm rocznie sprzyjały szybkiemu wzrostowi krzewów.

Yerba mate to obok wina i steków wołowych symbol Argentyny, chociaż mało kto wie, że to właśnie Polacy rozpropagowali jej uprawę na dużą skalę. Po kasacie zakonu Jezuitów rozbito plemię indian Guarani, którzy jako pierwsi uprawiali ostrokrzew paragwajski (yerba mate).

Do łask yerbę przywrócili dopiero pierwsi imigranci z Polski, w tym Jan Szychowski. Ten polski kowal, dzięki smykałce do projektowania maszyn, usprawnił proces produkcji mate.

Rodzina Szychowskich przybyła do Argentyny pod koniec XIX wieku. Utworzenie muzeum poświęconego ich historii sfinansował rząd Argentyny.
Rodzina Szychowskich przybyła do Argentyny pod koniec XIX wieku. Utworzenie muzeum poświęconego ich historii sfinansował rząd Argentyny. fot. Agnieszka i Mateusz Waligóra/peron4.pl
Dziś rodzina Szychowski posiada trzecie pod względem wielkości przedsiębiorstwo produkujące mate w Argentynie. Muzeum Szychowskich w La Cachuera to jedyne muzeum poświęcone Polakowi, którego założenie sfinansował rząd argentyński.

Kazimierz wstaje i podchodzi do rusztu. Z oparów dymu wydobywa mięso, nareszcie możemy nacieszyć nie tylko oczy, ale i żołądki. Wino z okolic Mendozy dobrze się komponuje z delikatną, czerwoną wołowiną. Argentyńczycy kochają glilowanie bardziej niż Polacy. W dni wolne od pracy urządzają rodzinne pikniki. Na ruszt trafiają kurczaki, surowe kiełbaski, żeberka i inne specjały. Są dobrym posiłkiem zarówno w porze lunchu, kiedy temperatura powietrza sięga 40 stopni Celsjusza, jak i wieczorem, gdy spada do 25.


Marta mówi świetnie po polsku, Kazimierz też dobrze sobie radzi, chociaż czasem wtrąca słowo 'po kastyżu' [chodzi o dialekt języka kastylijskiego, czyli hiszpańskiego - dop. red.]. Oboje naukę hiszpańskiego rozpoczęli w szkole podstawowej, ale w domach mówiło się po polsku. Ich dzieci, Patrycja, Nancy i Piotr, uczyły się już tylko hiszpańskiego. Marcie i Kazimierzowi tez łatwiej ze sobą rozmawiać w tym języku. Ale chcą stać na straży wspomnień, kilku zdjęć i przedmiotów codziennego użytku, które zachowały się z czasów początków Wandy.

Kazimierz stale uzupełnia zbiory w Museo Nuestra Senora Del Iguazú. Marta współtworzy z koleżankami Stowarzyszenie Kulturalne Argentyńsko-Polskie w Wandzie, organizując festyny, pokazy tańca i kursy języka polskiego.

Pytam, czy wybrali się kiedyś do Polski. Kazimierz nie zdecydował się. - To duży koszt i męcząca podróż - mówi. Ale tak naprawdę przywykł do Argentyny.

Marta odwiedziła ojczyznę dziadków w 2004 roku. - Dziadek Eliasz Sawa mieszkał w Obszy pod Biłgorajem. Był 50-letnim wdowcem z trójką dzieci, kiedy poznał moją babkę Agrypinę Litkowiec z Borowca. Postanowił zostawić gospodarkę dorosłym dzieciom i zacząć życie od nowa. Sprzedał 8 morgów lasu i kupił swoje wymarzone 25 hektarów w Argentynie. Wtedy taki areał oznaczał wolność. Kiedy przyjechałam do Poprzy 10 lat temu, z trudem odnalazłam ruiny jego dawnego domu. Cała wieś została splądrowana i mocno zniszczona w czasie wojny, a jego rodzina wysiedlona na Ukrainę. Pojechałam też do Borowca. Tam zgliszcza zaorano. W miejscu Borowca rośnie teraz las.

- Nie umiem osądzić, czy życie dziadka na emigracji było łatwiejsze niż tej części jego rodziny, która została i doświadczyła wojny. Ich przeżyć nie da się porównać. Jedno ich łączy - nikt nie mieszka już w Polsce - pointuje.

Opinie (56) 2 zablokowane

  • Kolor ziemi jest tam niesamowity!

    Ale miło czyta się o miejscu, do którego kiedyś przez przypadek się trafiło...

    • 12 1

  • (9)

    Cecha Polaków która łączy nas na przestrzeni wieków? Emigracja.

    • 52 6

    • To coś jak cyganie ciągle w taborze i na walizkach. Szkoda , że z Prus nie wyjadą na stałe . :-D

      • 2 9

    • kiedyś emigacja dzieliła

      teraz nie dzieli - łączy tylko niektórych

      • 2 2

    • Polaków powiadasz ? Zobacz lepiej ile wędrówek zrobili Żydzi ahahhaha. (2)

      Od starożytności emigrowali bo nikt ich nigdzie nie chciał. Osiedli w końcu w Polsce dzięki Kazimierzowi Wielkiemu i nie musieli żyć w gettach jak w innych krajach Europy.

      • 6 2

      • Ty chyba podtekstu nie zrozumiałeś! Szok.

        • 1 3

      • Z tą emigracją Żydów to nie bujaj... Europejscy Żydzi to Chazarzy, tyle że wyznający religię mojżeszową. Autentyczni Żydzi, w sensie potomkowie krajan Jezusa, dalej mieszkają w Palestynie, tyle że obecnie ich krew płynie raczej w żyłach Palestyńczyków, niż przyjezdnych "państwowych" Izraelitów. Żadnej wielkiej emigracji z Palestyny nie było, ani w pierwszych wiekach naszej ery, ani w średniowieczu. Jedyna wielka emigracja, to pokojowy najazd nas - Indoeuropejczyków na Europę u schyłku starożytności. Przegonienie Żydów z Hiszpanii i ich ucieczka pod opiekę Kazimierza W. to owszem fakt, ale autentycznych Żydów-tzn.Semitów dotyczył on w znikomym stopniu. Na dokładkę dodam, że żaden Europejski Żyd nie posługiwał się jęz. hebrajskim czy aramejskim w codziennym życiu, co najlepiej świadczy o tym, że łączyła ich religia a nie pochodzenie etniczne.

        • 4 0

    • Tak jak Włochów, Anglików, Irlandczyków... (1)

      Nie jesteśmy jacyś szczególni w tej materii.
      Jedyne co nas wyróżnia - za granicą Polak Polakowi wilkiem.

      • 9 1

      • W Polsce też.

        • 5 1

    • A ilu Niemców na przestrzeni dziejów wyjechało - np. do USA więcej, niż Anglików.

      • 5 0

    • Faktem jest, że jakoś o masowej emigracji Francuzów, Hiszpanów czy Austriaków nie ma nic na kartach historii. Emigrowały te narody, dla których nie było miejsca w ich ojczyźnie, bo albo brakowało ziemi, albo były niesprzyjające warunki polityczne.

      • 2 2

  • Historia moich dziadków jest wielce podobna, a może nawet ciekawsza.. (4)

    Brześc n/d Bugiem - Argentyna(Buenos Aires)- Pomorze... mam pamiątki, etc.

    • 18 0

    • W sensie wrócili? :-] (3)

      • 5 0

      • wrócili..jesli można to tak nazwać,część rodziny została w Brześciu,a dziadek zostawił majątek-jako tzw.kułak i wyjechał z rodziną do Polski po wojnie-co prawda otrzymał w rekompensacie 6 hektarowe gospodarstwo ,7 pokojowy dom i duzo maszyn rolniczych,ale w rok póżniej jakieś służby przyjechały i zabrały większość z nich na poczet państwowego majątku..

        • 4 0

      • (1)

        dodam jeszcze ,że dziadek z babcią oprócz piatki swoich dzieci przygarnęli dwoje dzieci ,jako sieroty powojenne -przy czym jeden z braci moich rodziców(szlacheckiego rodu) został pułkownikiem wojsk lotniczych w Wa-wie,a drugi szanowanym księgowym dużej firmy w Poznaniu..wielu moich kuzynów jest oficerami wojska polskiego-ot taka historia.czy muzeum interesuje sie takimi rodzinami?

        • 5 1

        • Nie!

          • 2 5

  • Kiedyś przez II wojną wyjechał do Argentyny jego dziadek.

    Jego wnuk (mój kuzyn) wrócił do Polski i nauczył się j. polskiego, teraz mieszka w poznaniu - Max Czapski.

    • 14 0

  • Fajnie się czyta takie historie, bardzo ciekawe! (5)

    Szkoda tylko, że Polacy niezmiennie od kilku wieków są zmuszani do emigracji.

    • 36 4

    • warto, byś rozróżniał zmuszanie od korzystania z możliwości wyboru (2)

      teraz można wyjeżdżać, można też i wracać. Kiedyś można było dostać bilet w jedną stronę lub nie dostać pozwolenia na wyjazd - stąd wielu decydowało się na porywanie samolotów lub inne działania, byle wyjechać z brakiem jasnych perspektyw powrotu.

      • 5 3

      • (1)

        obecnie celowo wytwarzana sytuacja ekonomiczna to zmuszanie do wyjazdu
        tylko klakierzy władzuchny mogą bezczelnie twierdzić że ludzie wyjeżdżają bo "chcą i mogą"
        wyjeżdżają bo muszą
        bo nie mają dachu nad głową, lub ten dach muszą spłacać bo nie stać ich na normalne życie a na dodatek jak mają nieszczęście być zwolennikami opozycji (tej realnej i tej na niby) to są sekowani i prześladowani

        • 3 4

        • Na czym niby polega "celowo wytwarzana sytuacja ekonomiczna"? Na wzroście gospodarczym wyższym, niż Anglia, Francja? Kto niby i w jaki sposób jest " sekowany (?) i prześladowany"?

          • 2 2

    • Mylisz sie.

      Zawsze to 'los rzuca'. Zadna wladza temu nie jest winna.

      • 0 1

    • Niepotrzebna litość

      Naprawdę zmuszeni?? W opowiedzianych historiach jest wyraz woli i chęć zmiany życia. Normalna rzecz na świecie : migracje ludności. Na koniec jest nawet porównanie- że ci co zostali mieli też do d....Lubimy sie użalać, emigranci to nie uchodźcy.

      • 0 0

  • Widziałem film lekcja polskiego o polskich dzieciakach w Argentynie. (3)

    Świetni byli - byłem dumny z nich - biedne i dobre starały się pomagać rodzicom w znoszeniu trudów ubogiego życia jak mogły a tu w kraju widzę kolejne totalnie egoistyczne i rozpuszczone pokolenia małych gadżeciarzy z buźkami pełnymi tłustych przekąsek...

    • 24 2

    • To jedz tam wychowac swoje

      bedziesz mial latwiej.

      • 0 6

    • No cóż - trudy hartują ciało i umysł. Dobrobyt i brak celów rozleniwia.

      • 4 1

    • wypowiedź tendencyjna, widzisz co chcesz

      jako nauczycielka , wiem, że "takie" dzieci to mniejszość,
      większość to fajne dzieciaki, także te z bogatych rodzin mają swoje mądre pasje i są uczynne i dobrze wychowane

      tak wiele zależy od rodziców

      • 2 0

  • Po doprowadziło do sytuacji, że każde miasto w PL może mieć muzeum emigracji. (9)

    Polityka obecnego rządu i prezydenta (mowa o polskich organach) to wielomilionowa emigracja wartościowych ludzi, dla których we własnej Ojczyźnie nie ma miejsca na normalne życie...

    • 23 31

    • zieew, chyba nie wiesz, że jesteś po prostu nudny

      naprawdę mi ciebie żal...

      • 10 5

    • Jak by nastały rządy pisu to emigranci zaczną wracać? (3)

      Nic i nikt nie powstrzyma emigrcji.
      Myślisz pisomatołku że można dekretem uchwalić to aby każdy zarabiał 2000 euro ?

      • 8 4

      • (2)

        I to jest komunistyczna myśl przewodnia- jak nie jesteś za PO to jesteś za PiS...brak słów. Buta, bezmyślność i brak kultury....kacapskie nasienie.

        • 2 6

        • Nie, za KorWINem. LoL.

          • 2 1

        • To może jesteś fanem typa z przepitym pyskiem.

          • 1 0

    • Bo za PiS, SLD nie wyjeżdżali... (1)

      Drenaż mózgów zaczął się na poważnie w latach 80tych. Od wtedy pozbyliśmy się milionów ludzi na zawsze.

      I żadna partyjka czy to złodziejska, czy to czerwona, czy to radiomaryjna tego nie powstrzyma.

      • 6 2

      • Zamknie się granicę i weźmie wszystkich w kamasze.

        • 4 2

    • masz dwie lewe rece i nie znasz zadnego jezyka to dorabiasz ideologie.

      • 8 0

    • No tak, bo w latach 2005-2007 nikt nie emigrował...

      • 2 2

  • Teraz nie potrzeba tak daleko się tłuc, wystarczy wyjechać np. za Odrę i życie staje się łatwiejsze. (2)

    • 15 5

    • Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma...

      • 5 0

    • Oj, nie jest tak różowo

      Już nawet w Belgii albo Norwegii różnie z tym bywa. Generalnie mijscowi wiedzą, że nasi nie mają wyboru i dają max 50% stawki

      • 3 0

  • (2)

    Tak serio, mi babcia opowiadała jak Polacy chcieli po wojnie wysiedlić całą naszą rodzinę do Niemiec. No ale zostali i dzięki temu możecie czytać moje unikatowe posty :-D Cieszycie się?

    • 21 8

    • (1)

      Czyżbyś był ze Słowińców lub innych Zachodnich Kaszubów?

      • 0 1

      • Nie ! Od strony matki to babcia Żydowka , dziadek Rosjanin .Od strony ojca to babcia Mołdawianka a dziadek Mongoł! I tak powastałem Ja Prusak Josef!

        • 5 0

  • (1)

    Emigracja zawsze była i zawsze będzie z Polski - tak było od wieków.

    • 9 3

    • Aaa, tam od wieków

      Raczej jakieś 2 wieki. I to nie tylko polska specyfika, bo gdyby to była tylko emigracja z Polski to w USA, Kanadzie, RPA, Brazylii, Argentynie mielibyśmy same Nowe Warszawy, Częstochowy czy Wandy. No i teraz jest dużo łatwiej spróbować.

      • 4 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.