Fakty i opinie

stat

Będą ratować lęgowisko ptaków na Mewiej Łasze

W sierpniu tego roku okazało się, że kilkaset pisklaków chronionych rybitw czubatych, które wykluły się w rezerwacie Mewia Łacha zobacz na mapie Gdańska zostało zjedzonych przez drapieżniki. By rezerwat nie stracił swoich walorów, na ptasiej wyspie w przyszłym roku będzie ogrodzenie, elektryczny pastuch, monitoring i, jeśli będzie to konieczne, likwidacja drapieżników.



Czy byłeś kiedyś w rezerwacie Mewia Łacha?

tak, parę razy 61%
jeszcze nie, ale kiedyś się wybiorę 30%
nie, i nie planuję 9%
zakończona Łącznie głosów: 376
W rezerwacie przyrody Mewia Łacha przy ujściu Wisły na Wyspie Sobieszewskiej, który powstał w 1991 roku znajduje się duża kolonia ptaków wodnych, w tym jedyna w Polsce - rybitw czubatych. Ptaki upodobały sobie piaskową wyspę o zmiennej powierzchni, którą nazwano "Ptasia Wyspa".

Stworzono ją na skutek refulacji piachem wydobywanym przy okazji budowy kierownic Wisły w ujściu rzeki. Od 2007 roku bytowało w rezerwacie corocznie kilkaset par lęgowych ptaków, które z sukcesem w minionych latach zazwyczaj dochowywały się młodych. W tym roku gniazdowało tam aż około 1 tys. par. Już latem informowaliśmy, że kolonia rybitw, niestety, została zniszczona.

Drapieżniki miały darmową stołówkę

- Przez to, że istnieje ona już wiele lat, wiele drapieżników nauczyło się korzystać z niej, jak ze stołówki. W tym roku dodatkowo zaszkodził fakt, że przez pewien czas wyspa, na której gnieżdżą się rybitwy, połączyła się z kierownicą, czyli z wystającym betonowym nabrzeżem. To spowodowało, że lisy i norki zobaczyły, że tam mogą się wyżywić. Konsekwentnie, dzień w dzień, nawet po wykonaniu sztucznego przekopu, przepływały na wyspę i zjadały pisklaki. Kolonię poddawaną takiemu niebezpieczeństwu część ptaków porzuca, przestaje się nią opiekować. W efekcie 4 sierpnia wszystkie pisklaki, które mogły się tam wykluć, zostały zjedzone - wyjaśniał nam latem Szymon Bzoma, ornitolog i prezes Grupy Badawczej Ptaków Wodnych Kuling.
Czytaj też: Opłynęliśmy Wyspę Sobieszewską

Do połączenia wyspy ze wschodnią kierownicą przebudowywaną od kilku lat przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej doszło w maju. Jednak nie tylko lisy z tego korzystały, na wyspę wchodzili lub podpływali łódkami też turyści, co spowodowało całkowite straty w lęgach.


W reakcji na alarmujące doniesienia grupy Kuling doszło do spotkania w siedzibie Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku z udziałem inwestora z RZGW, przedstawicieli Kuling oraz ekologów z WWF Polska.

Mają być podjęte kroki do skutecznej ochrony ptaków

RZGW zobowiązał się, że przed rozpoczęciem lęgów w sezonie 2016 r. wykona tymczasowy płot na kierownicy wschodniej. Za pomocą kamery ustawionej przez RZGW prowadzona będzie ciągła obserwacja kolonii będąca uzupełnieniem prowadzonego przez Kuling dozoru w rezerwacie. Ma to pomóc w identyfikacji bieżących zagrożeń i stworzyć możliwość szybkiego reagowania.

- Jeżeli będzie taka konieczność, będzie musiała też nastąpić eliminacja drapieżników. Na pewno zostanie ustawiony pastuch elektryczny w miejscach, gdzie biegną tropy tych zwierząt czy specjalne pułapki żywołowne. Jeżeli to nie pomoże, to skorzystamy z bardziej drastycznej metody, w tym roku był to wynajęty myśliwy za zgodą Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska - zapowiada Szymon Bzoma. - Jeżeli te działania nie zostałyby podjęte, to stanowiłoby to zagrożenie dla utrzymania walorów rezerwatu, bo ptaki by się wyniosły. Już kiedyś mieliśmy taką sytuację.
Człowiek zawinił, czy powstanie nowa łacha?

Najprostszym rozwiązaniem byłoby, gdyby odcinek między migrującą ptasią wyspą a wschodnią kierownicą pogłębić. Jednak RZGW twierdzi, że to nie przynosi stałego efektu. Takie pogłębienie już raz wykonano, ale okazało się ono nieskuteczne. To efekt tego, że po przedłużeniu wschodniej kierownicy o 200 m jest tam zupełnie inny układ prądów wodnych i warunków hydrotechnicznych.

- To jest problem idący dalej. Mamy sytuację, że skoro zawinił człowiek, to obecnie jest wola urzędników, by znaleźć środki finansowe i to naprawić. Dylemat jednak pozostaje. Przy ujściu Wisły jest jeszcze focza łacha, która też stwarza warunki do gniazdowania. Jeżeli by zostawić samemu sobie rezerwat, to może te ptaki wytworzyłyby sobie nowy sposób na bytowanie. Pytanie jest, czy ryzyko utraty ptaków lęgowych, jedynych w Polsce, jest warte podjęcia tego ryzyka? Może będzie wola usypania dodatkowej łachy? - zastanawia się Bzoma.
W ramach działań długofalowych Kuling ma też starać się pozyskać środki na prowadzenie kilkuletniego nadzoru i monitoringu łachy w sezonie lęgowym. Ustalono też konieczność wykonania analizy możliwości utworzenia tzw. klapowiska (miejsca zrzutu do morza piasku z refulacji przy pracach hydrotechnicznych).

Dzięki temu powstałyby sprzyjające warunki do tworzenia się w przyszłości naturalnych łach, bezpiecznych dla ptaków i znajdujących się w odpowiedniej odległości od lądu. Analizę ma wykonać RZGW w Gdańsku, a później nastąpią uzgodnienia z RDOŚ i Urzędem Morskim w Gdyni.

Opinie (68) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.