Fakty i opinie

stat

Pokaże świat zamiast podróżniczego show

W najbliższy wtorek 5 listopada w gdyńskiej Caffe Anioł spotkanie z Katarzyną Masin - jedyną Polką, która przebywała w odległych rezerwatach Indian, producentką filmów podróżniczych. Mimo niepełnosprawności czerpie z życia pełnymi garściami. "I każdy tak może" - zapewnia.



Kim jest Katarzyna Masin?

- Archeologiem, podróżnikiem, filmowcem... człowiekiem, który żyje i walczy. Jestem osobą niepełnosprawną, ludzie oglądający moje filmy nie widzą mnie w gorsetach, ale poza kadrem muszę z nich korzystać. Dlatego też z całym szacunkiem odnoszę się do ludzi niepełnosprawnych, którzy realizują swoje marzenia. Mojej niepełnosprawności nie widać, ale żeby żyć z pasją, muszę na co dzień walczyć ze swoim ciałem. I cieszę się, że mimo niedogodności udaje mi się. Poza tym jestem matką, babcią, prowadzę wykłady, zajęcia np. dla seniorów i powtarzam wszystkim: nie rezygnujcie z marzeń, znajdźcie siłę, żeby je spełniać.

Jak znalazłaś siłę, żeby wziąć kamerę i pojechać w daleką podróż?

- Zawsze chciałam być archeologiem, podróżować i robić o tym filmy. Będąc dzieckiem przeczytałam "Kiedy słońce było bogiem" Zenona Kosidowskiego i tak się zaczęły moje marzenia. Robię już filmy od 13 lat, jestem jedyną Polką, która przejechała od Montrealu do Vancouver 12 000 km, jedyną Polką, która przebywała na terenie rezerwatów Indian Ojibway, Blackfoot, Okanagan i Kwakiutl. To było moje największe marzenie. Do Peru wróciłam po paru latach. Pierwsze filmy archeologiczne, które zrobiłam o Peru i najnowszy serial, który właśnie przygotowuję, to zupełnie inne oblicza tego samego kraju. Nowa propozycja jest odważniejsza, pokazuje kraj w sposób mniej wysublimowany. Sfilmowałam na przykład muzeum, w którym warunki są tak skandaliczne, że zabytki niszczeją.

13 lat z wyprawami i filmami... to nadal pasja czy już praca?

- Moim zdaniem każdą pracę, czy ktoś jest prawnikiem, lekarzem, czy archeologiem, trzeba wykonywać z pasją. Wtedy może wyjść coś fajnego. W przeciwnym razie, jeśli pracujemy tylko dla pieniędzy... to to się czuje. Ja w moje filmy, podróże wkładam duszę i mam nadzieję, że to widać. W tym, co robię jestem uczciwa. Opowiadam o tym, co zobaczyłam, co uważam za ważne i nie robię wokół tego show.

Jak bardzo zmienił się świat podróżników, filmowców przez 13 lat?

- Dziś łatwiej jest podróżować, ale część produkcji podróżniczych, jak dla mnie nie ma nic wspólnego z pokazywaniem świata, to jest show i prawda o świecie ma tu drugorzędne znaczenie. To się zmieniło - zasady, kwestie etyczne. Dziś wielu ludzi chce mieć po prostu sławę i niekoniecznie idzie to w parze z wiedzą, osiągnięciami. Denerwuje mnie to, że niektóre programy promują zachowania w stylu "białej rasy panów", nieszanujące innych kultur i ludzi. Ale choćby po samych Kolosach widać, ilu ludzi podróżuje i chce się tym dzielić z innymi. Świat się zmienia. Dziś każdy może zostać podróżnikiem.

No właśnie, kto to jest podróżnik? Ta definicja też się zmieniła w ciągu ostatnich lat.

- Dla mnie era typowych podróżników skończyła się po II Wojnie Światowej. Ostatnim był Tony Halik. Dziś podróżowanie po pierwsze jest powszechnie możliwe, po drugie jest łatwiejsze. Ale to jest bardziej kwestia ciekawości świata. Jedni robią to dla siebie, inni dokumentują to, żeby pokazać innym. Ale zawsze wynika to z jakiejś potrzeby duchowej...

A jak wybierasz miejsca, które warto sfilmować? Siedzisz sobie na fotelu i myślisz: dawno mnie nie było w Peru, może pojadę sfilmować malowidła naskalne?

- Nie, nie, to w ogóle tak nie wygląda. Nie wybieram miejsca na globusie, jak Bolek i Lolek. Wszystko rodzi się w mojej głowie, to moje autorskie pomysły.

Ale czym się ta głowa kieruje? Co jest wyzwaniem?

Przede wszystkim chcę pokazywać miejsca, których wcześniej nikt nie filmował, nie fotografował. Miejsca, które mają nieprzeciętną wartość, a często nikt o nie nie dba, nie ma pieniędzy na odpowiednie zabezpieczenie zabytków, ani na promocję, która ściągnęłaby turystów.

A są jeszcze takie miejsca w dzisiejszym świecie?

Są. Nie mogę ci jednak powiedzieć, jak je znaleźć. To jest moja tajemnica i nie sprzedam tego w żadnym wywiadzie. Mogę ci tylko powiedzieć, że takie nieodkryte miejsca są i pokażę je w kolejnych filmach.

Zdarza się, że ktoś podsuwa pomysły?

- Tak, ostatnio skontaktowali się ze mną ludzie z Nepalu. Zaproponowali, bym zrobiła film o plemieniu, które liczy 600 osób. Widzieli filmy o Indianach i wybrali mnie do zrealizowania ich pomysłu. Miło. Czułam się doceniona. Moja praca polega na tym, że pokazuję różne miejsca, ale z pełnym szacunkiem odnoszę się do ludzi, którzy na tych terenach żyją. Czasami pokazuję tych ludzi przed kamerą, innym razem zatrudniam do pomocy przy projekcie, ale zawsze szanuję ich odrębność, kulturę, zwyczaje, zasady.

Dotykamy ciekawego pojęcia, bardzo popularnego ostatnio wśród podróżników: kultura podróżowania...

- Wielu ludzi, wielu podróżników zapomina o tym. Nie będę wymieniać z nazwiska, ale niestety ma to miejsce. Zawsze należy o tym pamiętać, wyjeżdżając dokądkolwiek - to my jesteśmy gośćmi, nie odwrotnie. Biali ludzie mają głęboko w głowie kulturę kolonizatorów. Wydaje nam się że jesteśmy lepsi, mądrzejsi, że do nas mają się wszyscy dostosować.

A kiedy masz już określone miejsce wyprawy, co dalej?

Jak już jest gotowy pomysł, zaczynają się przygotowania. Merytoryczne i fizyczne. Nasza ekipa to 2-3 osoby. Musimy się dobrze przygotować, bo zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństw. Trzeba opracować trasę, zadbać o formę, a tego nie osiągnie się w tydzień, czy dwa. To wymaga systematycznej pracy. Ja np. przez kilka miesięcy chodzę po lesie i podczas wyprawy jestem w stanie iść 12 godzin. Ekipę też mam sprawdzoną. Kiedy czeka cię kilkanaście ciężkich godzin marszu, szkoda energii na bezsensowne dyskusje. Nie ma na to czasu, ani sił.

Dla kogo robisz filmy?

Jestem freelancerem, robię filmy dla różnych stacji telewizyjnych, nie jestem z nikim związana na stałe. W Polsce masz dwie drogi do wyboru. Albo pracujesz na swój rachunek, wyjeżdżasz, kręcisz film i sprzedajesz gotowy projekt. Albo pracujesz dla pracodawcy i wtedy chodzisz, przedstawiasz pomysł, prosisz o zlecenie i nigdy nie masz pewności, jakimi kryteriami będzie się pracodawca kierował rozdzielając finanse na projekty filmowe. Ja wybrałam swoją, samodzielną drogę i dzięki temu mogę robić filmy, do których jestem od początku do końca przekonana. Dla początkujących filmowców, dokumentalistów w naszym kraju to właściwie jedyna droga.

Jakiemu widzowi spodobają się Twoje filmy, o jakim odbiorcy myślisz pisząc scenariusz, kręcąc ujęcia, montując materiał?

- Liczę na to, że w naszym kraju i w ogóle na świecie są myślący ludzie, samodzielnie analizujący, ciekawi świata. Ale takich odbiorców w dobie internetu jest coraz mniej.

Na kim się wzorujesz?

- Niedoścignionym wzorem jest dla mnie Tony Halik. Podróżował po całym świecie, w warunkach o wiele cięższych niż podróżujemy dziś. Jego filmy technicznie może są archaiczne, ale widać jaki miał szacunek do świata, który poznawał, filmował, do innych ludzi. To jest to, co mi imponuje.

A z czego jesteś najbardziej dumna?

- Z wyjazdu do Kanady. To było moje marzenie. Zrealizowałam je dopiero kilka lat temu: przejechałam Kanadę od wschodniego wybrzeża do zachodniego i z powrotem. Dotarłam do rezerwatu. Indianie byli bardzo zdziwieni, dla nich byłam jak UFO, bo sytuacją Indian w Kanadzie nikt się nie interesuje, a na pewno nie biali ludzie. Tu rządzą korporacje, pieniądz. Degradacja środowiska, zabytków, problemy rdzennej ludności to problemy, które wielu chciałoby przemilczeć. I nagle pojawia się w rezerwacie ktoś, kto mówi: "chcę zrobić o was film".

A najbliższe plany?

- W maju planuję kolejny wyjazd Peru, a w sierpniu do Nepalu... o ile zdrowie pozwoli. Więcej o projektach niezrealizowanych nie mówię. To kolejna rzecz, której nauczyłam po 13 latach w branży filmowej.

Rozmawiała Małgorzata Czech, Ośrodek badań Latynoamerykańskich.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (45)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.10.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.