Fakty i opinie

stat

Genialny barbarzyńca na salonach - o "Amadeuszu" w Teatrze Miejskim

Choć sam tytuł wskazywałby na to, że głównym bohaterem najnowszej premiery Teatru Miejskiego - "Amadeusz" - będzie słynny klasyk wiedeński, to w praktyce tak nie jest. Jednak Maciej Wizner bardzo dobrze radzi sobie z trudną rolą ekscentrycznego geniusza.
Choć sam tytuł wskazywałby na to, że głównym bohaterem najnowszej premiery Teatru Miejskiego - "Amadeusz" - będzie słynny klasyk wiedeński, to w praktyce tak nie jest. Jednak Maciej Wizner bardzo dobrze radzi sobie z trudną rolą ekscentrycznego geniusza. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Pojawił się w Wiedniu znikąd. Swoim geniuszem zachwycał Europę w czasie, gdy jego rówieśnicy uczyli się z elementarza. Łamał konwenanse, budził zgorszenie swoim nieokrzesanym zachowaniem, ale przede wszystkim stał się przekleństwem Antonio Salieriego. Inaugurujący dużą scenę Teatru Miejskiego "Amadeusz" to triumf mądrego, kostiumowego teatru, ze świetną kreacją Piotra Michalskiego.



"Amadeusza" Petera Shaffera przeszło 30 lat temu rozsławił w swoim Oscarowym filmie Miloš Forman. I chociaż słynny konflikt Antonio Salieriego i Wolfganga Amadeusza Mozarta (a raczej chorobliwa zawiść i zazdrość tego pierwszego, ukryte pod maską życzliwego pomocnika Mozarta), to najpewniej czysta fantazja literacka, relacje obu muzyków, pokazane w sztuce Shaffera w potężnym kontraście, utrwaliły obraz Salieriego jako przebiegłego i bezwzględnego wroga Mozarta. Historia rywalizacji cesarskiego kapelmistrza z lekkomyślnym, nierozważnym geniuszem jest jednak wspaniałym materiałem nie tylko dla filmu, ale też dla teatru, o czym przekonuje spektakl przygotowany przez Jacka Bałę w Teatrze Miejskim w Gdyni.

Imponuje już pierwsza scena, gdy w półcieniu oglądamy osobliwą nieruchomą postać w białej peruce zasłaniającej twarz. Na pierwszy rzut oka wygląda jak manekin, choć co jakiś czas przez jej ciało przechodzą skurcze. To Salieri w swojej ostatniej godzinie życia, który decyduje się wyjawić nam, widzom, sekret śmierci Wolfganga Amadeusza Mozarta - swojego śmiertelnego wroga, który już pierwszymi dźwiękami swoich melodii udowodnił roniącemu o nieśmiertelnej sławie kompozytorowi, że nigdy nie zbliży się do niezrównanego mistrzostwa kompozycji Mozarta, a tym samym nie zapisze się w historii muzyki. Salieri (w swoim starczym wcieleniu trzymający w ręce perukę niczym czaszkę Mozarta) jest naszym przewodnikiem po dworze, na którym nad twórczością Wolfganga Amadeusza Mozarta zastanawiają się najbardziej wpływowi ludzie ówczesnego Wiednia.

Wybitną kreację Salieriego w "Amadeuszu" przygotował Piotr Michalski, doskonały w każdy momencie na scenie i świetnie budujący trudną, pełną napięcia relację z Mozartem.
Wybitną kreację Salieriego w "Amadeuszu" przygotował Piotr Michalski, doskonały w każdy momencie na scenie i świetnie budujący trudną, pełną napięcia relację z Mozartem. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Sam Mozart nie ma nic wspólnego z nobliwością i dostojeństwem swoich protektorów. To sprośny i wulgarny, nienawykły do dworskich manier dzieciak, obdarzony równie wybitnym, jak muzyczny, talentem do popełniania gaf, formułowania niefortunnych wypowiedzi i obrażania swoich dobroczyńców. Z porażającą naiwnością wierzy też w dobre intencje nerwowo zajadającego czekoladki Salieriego i zachowuje się jak do bólu szczere i rozkapryszone dziecko na placu zabaw. Wszystko rozgrywa się w przestrzeni upozowanej na dworski salon ze stylowym fortepianem z epoki i klasycystycznymi meblami (bardzo dobra scenografia Karoliny Mazur), co jakiś czas urozmaicona dworskimi tańcami (choreografia Katarzyny Kostrzewy).

Choć cała opowieść jest przedstawiana w sposób bardzo prosty, nieraz z przesadną wręcz dbałością o to, by widz się w niej nie pogubił, spektakl składa się z samych dobrze wymyślonych komponentów. Okrojono nieco sztukę z mniej znaczących postaci drugoplanowych, więc cały dwór królewski, wraz z "dwiema wietrznymi damami dworu" (informatorkami Salieriego) składa się z ośmiu postaci, gdzie niemal każda czymś się wyróżnia. Muzyka do spektaklu, podobnie jak w filmie, zbudowana jest utworów Mozarta i Salieriego. Zgrabnie wymyślono też, by aktorzy zastygali podczas granych przez siebie utworów lub "dyrygowali ich wykonaniem".

Jednak wszystko to pozostaje w cieniu popisu aktorskiego Piotra Michalskiego, którą rolą Salieriego wraca do swojej najwyższej formy. Chłód i opanowanie bohatera Michalskiego, każda jego emocja i reakcja na wygłupy Mozarta zaskakuje niespotykaną precyzją. To postać wielokrotnie przez Michalskiego złożona, w swojej bezduszności i bezwzględności na tyle szczera i ujmująca, że budzi więcej sympatii niż sam Mozart. Natomiast grający geniusza z Salzburga Maciej Wizner bardzo dobrze radzi sobie z trudną rolą lekkoducha i dużego dziecka, przekraczającego granice konwenansu i dobrego wychowania, groteskowo wyolbrzymiającego swoje reakcje i chichoczącego w sytuacjach, gdy wypada zachować powagę. Wszystkie sceny z udziałem Michalskiego i Wiznera są udane, nieprzesadzone i pełne napięcia.

Dobre wrażenie pozostawia też po sobie grająca gościnnie Agnieszka Bała jako Konstancja Weber - ukochana, a później żona, Mozarta.
Dobre wrażenie pozostawia też po sobie grająca gościnnie Agnieszka Bała jako Konstancja Weber - ukochana, a później żona, Mozarta. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Dobrze prezentują się również wszyscy panowie z dworu, z cesarzem Józefem II (Mariusz Żarnecki) na czele. Bardzo dobrą, wyrazistą i zarazem zabawną rolę jego szambelana - Hrabiego von Stracka - przygotował Bogdan Smagacki. Niewiele ustępuje im schowany za piramidką ułożoną z rąk Hrabia Rosenberg czyli dyrektor opery (Rafał Kowal) - kwintesencja sztuczności i kumoterstwa. Najmniej efektowny jest największy sojusznik Mozarta na dworze, Baron van Swieten (Dariusz Szymaniak).

Choć to spektakl wybitnie nakierowany na męskich bohaterów, przynajmniej o jednej aktorce warto napisać. Agnieszka Bała, grająca w spektaklu gościnnie ukochaną Mozarta, Konstancję Weber, w dworskim stroju przyciąga uwagę (najlepiej podczas rozmowy z Salierim w sprawie posady męża), jedynie najsłabsza w całym spektaklu "domowa" scena rozmowy ciężarnej Konstancji z Mozartem brzmi fałszywie i serialowo.

Jacek Bała bardzo sprawnie poustawiał cały zespół Miejskiego, sprawiający w "Amadeuszu" wrażenie dobrze funkcjonującej maszyny. Przez dwie godziny spektakl zachowuje swoją dynamikę, jest doskonale oświetlony (sam reżyser podjął się także reżyserii świateł) i bardzo precyzyjnie skonstruowany, a mało fortunnych rozwiązań (jak wspomniana scena Konstancji z Mozartem, czy imitowanie śpiewania arii operowych przez poruszanie ustami przez Olgę Barbarę Długońską, w spektaklu grającą uczennicę Salieriego, Caterinę) prawie tu nie znajdziemy. To najbardziej udana premiera Miejskiego przynajmniej od dwóch sezonów.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (12)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.